Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00539 007126 19934467 na godz. na dobę w sumie
Zakazana planeta 20-111 - ebook/pdf
Zakazana planeta 20-111 - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 356
Wydawca: Goneta Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62041-38-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> fantastyka >> science-fiction
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Science fiction na wysokim poziomie i do tego z zaskakującym zakończeniem. Niby wszystko brzmi znajomo, mamy do czynienia z dinozaurami, dużymi jaszczurami w rzece, postaciami człekokształtnymi na różnym poziomie rozwoju. No i sama nazwa „Ziemia” określana jako stara jej wersja i nowa. Ta nowa to ta zakazana, z której zsyła się skazańców za... A no właśnie. Na starej degeneracja ludzkości rozwinęła się tak daleko, że zabroniona jest naturalna prokreacja, spacery po świeżym powietrzu, praktyki religijne, trzymanie lub hodowanie żywych zwierząt, zwłaszcza w domu, kultywowanie historii. Na Starej Ziemi rządzą osobnicy zniewieściali, łączący się w pary tej samej płci, przewrażliwieni na punkcie braku akceptacji ich inności we wcześniejszym społeczeństwie, a co za tym idzie jako kasta rządząca są mściwi w stosunku do wszystkich pozostałych ludzi na Ziemi. Wszelkie zachowania znane nam obecnie, charakterystyczne dla zdrowego społeczeństwa, zaniknęły. Degeneracja ludzkości dobrnęła do takiego momentu, że nawet jeśli jakimś cudem naturalna prokreacja byłaby znowu dozwolona, to i tak ludzie nie byli już zdolni do kontynuacji swojego gatunku dłużej niż przez kolejne dwa pokolenia.

Historia zaczyna się od lądowania kolejnej partii skazańców ze Starej Ziemi na zakazanej planecie. Poznajemy bohaterów, wśród których jest ten najważniejszy — pułkownik Pron. To on zmobilizuje wszystkich wokół siebie do walki o przetrwanie, a potem do kolonizacji planety. Wykorzysta każdego specjalistę, jakiego ma w swoich szeregach, do osiągnięcia celu. Udaje mu się również przeciągnąć na swoją stronę swoich dawnych podwładnych żołnierzy, którzy zostali wysłani ze Starej Ziemi z misją karną nowo powstałej kolonii. Okazuje się, że już na starym globie pojawił się strach przed generałem Pronem i jego podwładnymi. Obawiano się powrotu starych zwyczajów i praw, jak choćby jedzenie świeżej żywności, naturalna prokreacja, wypowiadanie własnego zdania, wolność wyboru czy okazywanie religijności.

Kolonia w końcu urosła w siłę, zwyciężyła z wszelkim przeciwnościami, z jakimi przyszło jej członkom walczyć na swojej drodze. Co, w niezmierzonej swej wyobraźni Autor postawił im naprzeciw, koniecznie trzeba sprawdzić samemu. Książka momentami przypomina dobry, trzymający w napięciu kryminał, a przez rozwinięcie wizji naszego świata, jakim może on się stać poprzez zbyt radykalną tolerancję seksualną, zwraca uwagę na aktualne bolączki ludzi na Ziemi. Oby nigdy tego rodzaju wizje się nie spełniły. Warto też podkreślić pomysł odradzania się elementu ludzkiego w kosmosie, bo takie jest według Autora prawo kosmosu.

 

Robert Wójcik — podróżnik, pomieszkiwał w USA, Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech. Jednak najbardziej ukochał polskie Bieszczady z ich monumentalną ciszą i wszechogarniającym spokojem. Pan Wójcik pisze dużo. W jego twórczości przewijają się doświadczenia pokolenia wychowującego się na „socjalistycznym” podwórku — chłopaka od dzieciństwa obowiązkowo radzącego sobie ze zjawiskiem dorosłości wieku dziecięcego, kiedy polskie osiedla w czasach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych pełne były gromady umorusanych dzieciaków bawiących się nie wiadomo w co do późnych godzin wieczornych bez żadnego dozoru zapracowanych rodziców. Do tego atmosfera robotniczego osiedla niekoniecznie wielkiej aglomeracji miejskiej. Sam twierdzi o sobie, że był trochę tzw. dzieckiem ulicy, trochę ministrantem, trochę chuliganem i trochę zwykłym chłopakiem. Pewnie ta dziwna mieszanka wykształciła w nim tę pisarską wrażliwość, pozwalającą mu na eksponowanie swoich marzeń poprzez pisanie. To, co go ukształtowało, spowodowało również, że trzeźwo i realnie spogląda na doczesność i w taki sam sposób traktuje religię. Pan Wójcik twierdzi, że należy mieć dystans do religii, polityki i pieniędzy. Stąd to jego umiłowanie przyrody i prostych, jasnych układów międzyludzkich. Ma bardzo autoironiczne poczucie humoru.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Robert Wójcik „Zakazana planeta 20-111” wydanie I, czerwiec 2011, www.goneta.net Pot(cid:266)(cid:298)ny kr(cid:261)(cid:298)ownik mi(cid:266)dzyplanetarny powoli sun(cid:261)ł w kierunku bł(cid:266)kitnej planety. Chocia(cid:298) ten okr(cid:266)t powietrzny był ogromnych rozmiarów, to na swoim pokładzie przewoził zaledwie dwunastu skaza(cid:276)ców w eskorcie dziesi(cid:266)ciu stra(cid:298)ników. Na pokładzie przebywało równie(cid:298) czternastu członków załogi. Wi(cid:266)(cid:296)niowie ubrani byli w jednakowe, fioletowe kombinezony, siedzieli w (cid:298)elaznych fotelach, przypi(cid:266)ci do nich (cid:298)elaznymi ła(cid:276)cuchami i do tego ka(cid:298)dy z nich w kostkach miał zało(cid:298)ony ładunek (cid:286)mierci, eksploduj(cid:261)cy w chwili opuszczenia fotela. Skaza(cid:276)cy otrzymali wyrok wiecznego wygnania z planety tolerancji i miło(cid:286)ci popularnie zwanej „Star(cid:261) Ziemi(cid:261)”. Taka nazwa pojawiła si(cid:266) po odkryciu w roku 2041 nowej planety nieco podobnej do Ziemi, tylko bardziej wymagaj(cid:261)cej i surowej. Szybko stwierdzono, (cid:298)e człowiek mo(cid:298)e na niej przebywać bez specjalnej butli aklimatyzacyjnej. Kto(cid:286) w roku 2048 wpadł na pomysł, aby wysyłać tam przeciwników nowego porz(cid:261)dku. Obecnie Stara Ziemia była planet(cid:261) zamieszkiwan(cid:261) przez ludzi nazywanych „nowymi”. Od roku 2035 Unia Ziemi, jak nazwano jej rz(cid:261)d, zakazała naturalnych pocz(cid:266)ć i porodów. Nowi ludzie mieli si(cid:266) rodzić wył(cid:261)cznie w sposób sztuczny, a najlepsze geny miały tworzyć co(cid:286) w rodzaju genialnego człowieka. Niestety sztuczny dobór nie był najlepszym pomysłem, ale przepis pozostał. Dla bezpiecze(cid:276)stwa zlikwidowano religi(cid:266), (cid:286)luby ko(cid:286)cielne, propagowano homoseksualizm oraz obowi(cid:261)zkow(cid:261) eutanazj(cid:266) dla m(cid:266)(cid:298)czyzny po uko(cid:276)czeniu 85. roku (cid:298)ycia, a dla kobiety po przekroczeniu 90. Społecze(cid:276)stwo zdemoralizowane, słabe, otoczone przywilejami socjalnymi oraz wzgl(cid:266)dnym dobrobytem z apati(cid:261) przyjmowało wszelkie zakazy i nakazy, a Unia Ziemi tworzyła je ci(cid:261)gle dla swej monstrualnie rozbudowanej biurokracji. Pod kar(cid:261) wygnania zakazano trzymania zwierz(cid:261)t w domach, posiadania wi(cid:266)cej ni(cid:298) dwojga dzieci, usuwania identyfikatorów podskórnych i tym podobne. Obowi(cid:261)zywały równie(cid:298) inne reguły, choćby zakaz palenia tytoniu, wchodzenia do lasów i rzek czy nakaz ucz(cid:266)szczania dzieci na nauki o mniejszo(cid:286)ciach seksualnych po lekcjach w specjalnych o(cid:286)rodkach miejskich, finansowanych przez pa(cid:276)stwo, a prowadzonych przez homoseksualistów obojga płci. Oczywi(cid:286)cie zdarzały si(cid:266) bunty, ale (cid:286)wietnie zorganizowana tajna policja t(cid:266)piła powstania w zarodku poprzez wysyłanie opornych na Now(cid:261) Ziemi(cid:266). Wła(cid:286)nie ten słynny kr(cid:261)(cid:298)ownik nazywany (cid:285)cie(cid:298)k(cid:261) Pot(cid:266)pionych 5 Robert Wójcik „Zakazana planeta 20-111” wydanie I, czerwiec 2011, www.goneta.net szybował z dwunastoma skaza(cid:276)cami w kierunku jasnoniebieskiej planety. Kiedy pojawił si(cid:266) napis: „Wolne — mo(cid:298)na rozmawiać”, skaza(cid:276)cy rozlu(cid:296)nili si(cid:266) nieco. Ka(cid:298)dy mieszkaniec Ziemi miał prawo przez trzy godziny na dob(cid:266) rozmawiać bez podsłuchu i innej formy inwigilacji. Tego prawa nie cofni(cid:266)to wi(cid:266)(cid:296)niom. Oto lista skazanych: 1. Major policji Hern, lat 34, skazany za wypowied(cid:296) podczas spo(cid:298)ywania dozwolonego napoju alkoholowego, brzmi(cid:261)c(cid:261): „Te cholerne pedały nie nadaj(cid:261) si(cid:266) do policji”. Skazany przez s(cid:266)dziego-geja na wieczne wygnanie. 2. Minister spraw socjalnych Cegi, skazany za posiadanie w mieszkaniu słu(cid:298)bowym (cid:286)winki morskiej przez okres trzech lat. Skazany przez s(cid:266)dzin(cid:266)- czarnoskór(cid:261) lesbijk(cid:266) na wieczne wygnanie. 3. Tajny mnich zakonu Starej Ziemi Lot, skazany za posiadanie niedozwolonej figury Chrystusa oraz nielegalne praktyki religijne. Skazany przez młodego, białego s(cid:266)dziego na wieczne wygnanie. 4. In(cid:298)ynier Meer skazany za nakłanianie rejestrowanej kobiety (czyli (cid:298)ony) do naturalnego zapłodnienia i urodzenia potajemnie dziecka. Skazany przez s(cid:266)dzin(cid:266)-feministk(cid:266) na wieczne wygnanie. 5. Bibliotekarz Syt. Skazany na wieczne wygnanie przez młod(cid:261), osiemnastoletni(cid:261) s(cid:266)dzin(cid:266) za odmow(cid:266) utylizacji biblioteki ze starymi dziełami mistrzów. 6. Zwykły złodziej, były (cid:298)ołnierz Pron. Skazany na wieczne wygnanie przez kobiet(cid:266), policyjn(cid:261) prokurator za kradzie(cid:298) tabletek (cid:298)ywno(cid:286)ciowych. 7. Robotnik ogólnobudowlany Lab. Skazany przez s(cid:266)dziego-geja na wieczne wygnanie za picie nielegalnego alkoholu po pracy. 8. Biolog Bin, naukowiec. Skazany przez s(cid:266)dzin(cid:266)-lesbijk(cid:266) na wieczne wygnanie za głoszenie haseł nawi(cid:261)zuj(cid:261)cych do starego trybu narodzin. 9. Nauczyciel starej daty, Edi. Skazany przez s(cid:266)dziego-homoseksualist(cid:266) na wieczn(cid:261) tułaczk(cid:266) za propagowanie warto(cid:286)ci ludzkich i religijnych Europy sprzed rewolucji XXI wieku. 10. Lider tajnej opozycji, buntownik i wojownik Heer. Skazany na wieczne wygnanie przez młod(cid:261) s(cid:266)dzin(cid:266)-pacyfistk(cid:266) za prób(cid:266) buntu. 11. Mleczarz, rolnik Geeb. Skazany na wieczne wygnanie przez s(cid:266)dziego- fanatyka ekologii za nielegalny ubój (cid:286)wi(cid:276). 12. Satyryk Smel. Skazany na wieczne wygnanie przez par(cid:266) rz(cid:261)dz(cid:261)cych gejów, czyli istoty wy(cid:298)sze, za dowcipy i (cid:298)arty pod ich adresem. 6 Robert Wójcik „Zakazana planeta 20-111” wydanie I, czerwiec 2011, www.goneta.net L(cid:261)dowanie odbywało si(cid:266) w sposób charakterystyczny dla pojazdu wojskowego. Kr(cid:261)(cid:298)ownik b(cid:266)d(cid:261)cy na orbicie Nowej Ziemi wystrzelał l(cid:261)downik, który po godzinie samoistnie osiadał na planecie. Je(cid:286)li mieli szcz(cid:266)(cid:286)cie, to udawało si(cid:266) pasa(cid:298)erom prze(cid:298)yć, ale je(cid:286)li mieli pecha — gin(cid:266)li. Nikt ju(cid:298) o to nie dbał. A statek powietrzny wracał na macierzyst(cid:261) planet(cid:266) po nast(cid:266)pnych skaza(cid:276)ców, których nigdy nie brakowało. M(cid:266)(cid:298)czy(cid:296)ni nieco zaniepokojeni obserwowali komunikat na elektronicznej tablicy — „L(cid:261)dowanie za dwie godziny”. Pierwszy milczenie przerwał biolog: — Panowie, jak tam jest? — Tego nikt nie wie. Nało(cid:298)ono blokad(cid:266) informacji. — Ale przecie(cid:298) ludzie tam (cid:298)yj(cid:261). Wiem o tym. Opowiadał mi o tym kolega z policji… Czasami wł(cid:261)czaj(cid:261) sondy, ale ludzie tam (cid:298)yj(cid:261). — To dobrze. To i my damy rad(cid:266). — A jak si(cid:266) rozbijemy przy l(cid:261)dowaniu? — Eee… Raczej nie. To wojskowy sprz(cid:266)t. Wytrzyma. Znam te l(cid:261)downiki. Damy rad(cid:266). — Ale nas załatwili, cholerni pedera(cid:286)ci. — Sami im oddali(cid:286)cie władz(cid:266). — To miały być tolerancja i kultura oraz miło(cid:286)ć. — Tak, ale zamieniały si(cid:266) szybko w wyznanie jednej mniejszo(cid:286)ci seksualnej. — Cicho, bo jeszcze namierz(cid:261) nasz(cid:261) rozmow(cid:266) i poddadz(cid:261) nas eutanazji. — Tutaj nic nam nie zrobi(cid:261). — Co dalej? — Mam pomysł. Jest nas tutaj dwunastu… W zasadzie ka(cid:298)dy z nas jest jakim(cid:286) specjalist(cid:261). Poszukajmy kobiet i załó(cid:298)my now(cid:261) cywilizacj(cid:266), tak(cid:261) od podstaw. A kiedy b(cid:266)dziemy silni, pokonamy tamtych. To co, kto za? W(cid:286)ród skazanych zapanowało milczenie, nikt z nich nie słyszał od dawna tak odwa(cid:298)nych słów, ale po chwili wszyscy zgodzili si(cid:266) na pomysł satyryka Smela, który stał si(cid:266) niejako liderem i przywódc(cid:261) całej grupy. — Pron, ty byłe(cid:286) kiedy(cid:286) (cid:298)ołnierzem. Jak oceniasz nasze szanse? — To zale(cid:298)y, w co uderzymy przy l(cid:261)dowaniu. Je(cid:286)li o góry — zginiemy, je(cid:286)li o wod(cid:266) — utoniemy. To musz(cid:261) być drzewa lub l(cid:261)d. — Potrafisz to pilotować? 7 — Jasne. Tylko… (cid:298)e… Jeste(cid:286)my uwi(cid:266)zieni, i to przynajmniej jeszcze przez Robert Wójcik „Zakazana planeta 20-111” wydanie I, czerwiec 2011, www.goneta.net godzin(cid:266), ale potem dam rad(cid:266). Nikt ju(cid:298) nas nie b(cid:266)dzie kontrolował. — (cid:285)wietnie. Panie biologu, co mo(cid:298)e nas tam czekać? — W zasadzie wszystko. Klimat nieco zbli(cid:298)ony do tego na Starej Ziemi, zwierz(cid:266)ta w masie do trzech ton, agresywne i wielkie, drzewa, krzewy… Da si(cid:266) (cid:298)yć… Ale musimy mieć bro(cid:276). Rudy (cid:298)elaza jest masa na tej planecie. Mamy z czego tworzyć cywilizacj(cid:266). — A ty rolniku? — Dam rad(cid:266)! Nagle wi(cid:266)(cid:296)niowie poczuli pot(cid:266)(cid:298)ne szarpni(cid:266)cie, w l(cid:261)downiku zgasło (cid:286)wiatło, a po chwili zapaliło si(cid:266) jakie(cid:286) inne, słabsze, w kolorze zielonym, a na monitorze błysn(cid:261)ł napis „L(cid:261)downik uwolniony”. Pron błyskawicznie wyzwolił si(cid:266) za kajdan, a po chwili elektronicznie wyswobodził pozostałych. Smel podszedł do niego i klepi(cid:261)c wybawc(cid:266) po ramieniu, rzekł powa(cid:298)nym głosem: — My(cid:286)l(cid:266), (cid:298)e zwykłym złodziejem to ty na pewno nie jeste(cid:286). Dzi(cid:266)kuj(cid:266) w imieniu ogółu. Jeszcze o tym porozmawiamy, a teraz ratuj nas przed (cid:286)mierci(cid:261). — Dobrze. Wszyscy na tył na podłog(cid:266), le(cid:298)cie i nie ruszajcie si(cid:266), osło(cid:276)cie głowy, mo(cid:298)e troch(cid:266) szarpać. Potrzebuj(cid:266) jednego pomocnika. Mo(cid:298)e ty, Smel? — Nie ma sprawy. Co mam robić? — Trzymaj si(cid:266) mocno drugiego steru. B(cid:266)dzie ci(cid:266)(cid:298)ko, to stary typ l(cid:261)downika i wysyłanie tym ludzi w trybie automatycznego l(cid:261)dowania to rosyjska ruletka. — A wi(cid:266)c zostali(cid:286)my niejako skazani na kar(cid:266) (cid:286)mierci? — Tak. Spójrz na nas. Jeste(cid:286)my elit(cid:261). Tacy wi(cid:266)(cid:296)niowie jak my s(cid:261) bardziej niebezpieczni od bandy kryminalistów. Wiedzieli, co robi(cid:261). — No niby racja. Co dalej? — Na razie spokój. Jak zobaczysz powierzchni(cid:266) planety, to b(cid:266)dziesz mi pomagał, bo sam mog(cid:266) nie dać rady. — Kto ci(cid:266) tego nauczył? — Kiedy(cid:286) ci opowiem. Teraz nie ma na to czasu. L(cid:261)downik z ogromn(cid:261) pr(cid:266)dko(cid:286)ci(cid:261) zmierzał ku nowej planecie. Dosyć niespodziewanie oczom wi(cid:266)(cid:296)niów ukazał si(cid:266) przepi(cid:266)kny widok. Miliony hektarów zielonych drzew poprzetykanych niewielkimi ł(cid:261)kami oraz rzekami. Nowa planeta wygl(cid:261)dała jak Stara Ziemia przed pojawieniem si(cid:266) ludzi. — O rany! To istny raj! — Zgadza si(cid:266), to nasz raj. 8 Robert Wójcik „Zakazana planeta 20-111” wydanie I, czerwiec 2011, www.goneta.net — Pi(cid:266)knie wygl(cid:261)da. — B(cid:266)dziesz miał pole do popisu, biologu, je(cid:286)li prze(cid:298)yjemy l(cid:261)dowanie. — Niesamowite. Mam nadziej(cid:266), (cid:298)e znajdziemy kobiety. Musimy przetrwać i rozmna(cid:298)ać si(cid:266). — Racja, ale najpierw wybudujemy cywilizacj(cid:266). — Ale jak? — L(cid:261)downik zawiera mas(cid:266) narz(cid:266)dzi i broni. Na pocz(cid:261)tek wystarczy. Reszt(cid:266) zbudujemy sami. — Jest nas tylko dwunastu… — Statystycznie co drugi l(cid:261)downik przetrwał, wi(cid:266)c na tej planecie prawdopodobnie jest kilkana(cid:286)cie tysi(cid:266)cy ludzi. — Ale we(cid:296) pod uwag(cid:266) fakt, (cid:298)e jest ona dwukrotnie wi(cid:266)ksza od Ziemi i ma du(cid:298)o wi(cid:266)cej l(cid:261)du, a mniej oceanów. Mo(cid:298)emy tutaj nikogo nie spotkać. — L(cid:261)dowanie takiego obiektu jest widoczne co najmniej w promieniu tysi(cid:261)ca kilometrów. — Co sugerujesz? — To oni nas znajd(cid:261). — Hm… Racja. Nie pomy(cid:286)lałem o tym. — Byle nas na dzie(cid:276) dobry nie pozabijali i nie zjedli. — Kto to wie? Ty byłe(cid:286) ministrem. Kogo najcz(cid:266)(cid:286)ciej skazywali? — Religijnych. — Fakt, moja rodzina szybko została inwigilowana. Dlaczego tak nas si(cid:266) bali? — Poniewa(cid:298) bardzo szybko si(cid:266) rozprzestrzeniali(cid:286)cie. Człowiek ma religi(cid:266) w genach, musi w co(cid:286) wierzyć, bo inaczej jego demoralizacja i bezwolno(cid:286)ć post(cid:266)puj(cid:261) w błyskawicznym tempie. — I o to im przecie(cid:298) chodziło. — Tak, od bardzo dawna. — To znaczy, (cid:298)e prze(cid:298)yjemy? — Twój Bóg ci to powiedział? — Spokojnie panowie! Na podłog(cid:266)! Za kwadrans l(cid:261)dujemy! Zapanowała grobowa cisza. Dwaj m(cid:266)(cid:298)czy(cid:296)ni siłowali si(cid:266) z pot(cid:266)(cid:298)nymi sterami statku, gdy nagle pojazd wystrzelił ogromne spadochrony i zacz(cid:261)ł powoli opadać, aby po chwili mocno uderzyć podwoziem w wysokie drzewa, a potem przechylić si(cid:266) i znów delikatnie opa(cid:286)ć. 9 Robert Wójcik „Zakazana planeta 20-111” wydanie I, czerwiec 2011, www.goneta.net — Jeste(cid:286)my na miejscu! — Wiwat! Jeste(cid:286)my uratowani! Dzi(cid:266)ki wam, panowie. — To dopiero pocz(cid:261)tek l(cid:261)dowania. Prosz(cid:266) si(cid:266) nie ruszać, dopóki nie wł(cid:261)cz(cid:266) systemów ratowniczych. — Dobrze. Uwaga, kamery! — Wisimy na linkach spadochronowych. — Spokojnie. Przygotuj(cid:266) odczyt bezpiecze(cid:276)stwa. Pan biolog do mnie, tylko powoli i ostro(cid:298)nie. Trzej m(cid:266)(cid:298)czy(cid:296)ni ogl(cid:261)dali wydruki z komputera oraz obrazy z kamer. Atmosfera była zbli(cid:298)ona do ziemskiej. Temperatura na zewn(cid:261)trz wynosiła czterdzie(cid:286)ci stopni Celsjusza, wilgotno(cid:286)ć dziewi(cid:266)ćdziesi(cid:261)t pi(cid:266)ć procent, a radar wsz(cid:266)dzie wskazywał (cid:298)ycie w postaci ptaków, ssaków, gryzoni, owadów i… wirusów. — Prawie jak na Ziemi. — Nie musimy zakładać skafandrów. — Wychodzimy? — Spokojnie. Musimy zabrać wszystko, co tylko si(cid:266) nadaje do prze(cid:298)ycia, czyli bro(cid:276), (cid:298)ywno(cid:286)ć, namioty, narz(cid:266)dzia, a statek spalić. — Dlaczego? — Oni musz(cid:261) wiedzieć, (cid:298)e zgin(cid:266)li(cid:286)my. Inaczej tutaj wróc(cid:261) i zabij(cid:261) nas. — Sk(cid:261)d to wiesz? — Nie pytaj. Wiem, i lepiej, (cid:298)eby(cid:286) si(cid:266) sam nie przekonał. — Dobrze. — Wyrzucam drabin(cid:266) sznurow(cid:261). Zapraszam wszystkich po kolei na dół. Pan pierwszy, majorze. W pana r(cid:266)ce powierzam nasz jedyny karabin snajperski. Mam nadziej(cid:266), (cid:298)e pan potrafi si(cid:266) nim posługiwać? — Oczywi(cid:286)cie. Na pewno si(cid:266) przekonasz. — Nie w(cid:261)tpi(cid:266), ale teraz prosz(cid:266) spokojnie i ostro(cid:298)nie. Po trzech godzinach wszyscy byli na dole, a kilku m(cid:266)(cid:298)czyzn opró(cid:298)niało za pomoc(cid:261) specjalnych d(cid:296)wigów magazyny l(cid:261)downika. Był nawet niewielki, dwuosobowy pojazd o nap(cid:266)dzie antygrawitacyjnym oraz zestawy ł(cid:261)czno(cid:286)ci. Wszystko to l(cid:261)dowało na ł(cid:261)ce pilnowanej przez majora i dwóch m(cid:266)(cid:298)czyzn uzbrojonych w karabiny. — Czego(cid:286) tu nie rozumiem… Mamy tu wszystko do przetrwania… Przecie(cid:298) zakładali, (cid:298)e zginiemy. — To te, tak zwane, humanitarne s(cid:261)dy. Wiem co(cid:286) o tym. 10 Robert Wójcik „Zakazana planeta 20-111” wydanie I, czerwiec 2011, www.goneta.net — Jedna wielka bzdura. — Niewa(cid:298)ne. Zje(cid:298)d(cid:298)amy na dół. Musimy wszystko przenie(cid:286)ć w bezpieczne miejsce i spalić l(cid:261)downik. — Szkoda go. To byłby (cid:286)wietny dom na drzewach. — Wiem o tym, ale nie mamy innego wyj(cid:286)cia, wierzcie mi. — Rozumiem. Major znalazł dobre miejsce na obóz, a po kilku godzinach byli gotowi. Stary (cid:298)ołnierz odpalił ładunek, a po kwadransie l(cid:261)downik płon(cid:261)ł jak pochodnia. Satelity Starej Ziemi pokazały katastrof(cid:266), wi(cid:266)c wszyscy poszli spokojnie spać, zagro(cid:298)enie min(cid:266)ło. Tymczasem na Nowej Ziemi dwunastu m(cid:266)(cid:298)czyzn przygotowywało si(cid:266) do pierwszej nocy w nowym (cid:286)rodowisku. Rolnik rozpalił ogromne ognisko i przyszykował opał na cał(cid:261) noc. Major pierwszy stan(cid:261)ł na warcie, a swój posterunek urz(cid:261)dził na stercie skrzy(cid:276) z wod(cid:261) i amunicj(cid:261). Kto to wiedział, co mo(cid:298)e wydarzyć si(cid:266) w nocy? Tymczasem nowa planeta zasypiała, a budził si(cid:266) tropikalny las pełen d(cid:296)wi(cid:266)ków i ryków zwierz(cid:261)t. Stary (cid:298)ołnierz uruchomił specjalny radar. Zobaczył du(cid:298)e zwierz(cid:266)ta oraz istoty przypominaj(cid:261)ce ogromne małpy, czaj(cid:261)ce si(cid:266) wokół obozu. O(cid:286)lepione jasnym (cid:286)wiatłem reflektora znikały w zaro(cid:286)lach. Nastał pierwszy chłodny (cid:286)wit. Rolnik krz(cid:261)tał si(cid:266) obok ogniska i przygotowywał (cid:286)niadanie z zapasów z l(cid:261)downika, mnich modlił si(cid:266) (cid:298)arliwie, patrz(cid:261)c w niebo, inni brali prysznic w prowizorycznej ła(cid:296)ni, a major spokojnie czy(cid:286)cił karabin. Podszedł do niego Smel: — Jak min(cid:266)ła noc? — Spokojnie. Tu jest du(cid:298)o zwierz(cid:261)t, niektóre nawet spore. Musimy być ostro(cid:298)ni. Na razie s(cid:261) spokojne, ale kiedy(cid:286) przyjd(cid:261) i zaatakuj(cid:261), czuj(cid:261) nasz zapach. — Wiem o tym. Na razie odpoczywaj, najlepiej zdrzemnij si(cid:266). Zainstalowali(cid:286)my automatyczne karabiny, nikt ani nic tutaj si(cid:266) nie wedrze. — To super. To ja w takim razie id(cid:266) spać. — Dzi(cid:266)kuj(cid:266) ci. — Za co? — Za zaufanie — Aaa Rozumiem. Tymczasem biolog Bin oraz (cid:298)ołnierz Pron szykowali si(cid:266) na wypraw(cid:266) zwiadowcz(cid:261) po okolicy. Do pojazdu zabrali bro(cid:276), (cid:298)ywno(cid:286)ć oraz amunicj(cid:266) i (cid:286)rodki ł(cid:261)czno(cid:286)ci okolicy. Smel wraz z innymi budowali palisad(cid:266) wokół obozu, kopali rów oraz stawiali wysok(cid:261), 11 drewnian(cid:261) wie(cid:298)(cid:266) obserwacyjn(cid:261). Po chwili niewielki pojazd uniósł si(cid:266) nad ziemi(cid:261), zatoczył koło i znikn(cid:261)ł nad wysokimi drzewami: Robert Wójcik „Zakazana planeta 20-111” wydanie I, czerwiec 2011, www.goneta.net — Jak my(cid:286)lisz? Czy kto(cid:286) oprócz nas prze(cid:298)ył? — spytał Smel. — Dlaczego nie. S(cid:261) takie szanse, co robisz? — odparł biolog Bin. — Nastawiam radar na metal naszego l(cid:261)downika, je(cid:286)li co(cid:286) jest w pobli(cid:298)u, znajdziemy to. — Niezły pomysł. Jak my(cid:286)lisz, prze(cid:298)yjemy na tej planecie? — Mamy szans(cid:266). Musimy tylko zachować spokój i czujno(cid:286)ć… No i koniecznie znale(cid:296)ć kobiety. Bez nich to wszystko nie ma sensu. — Co nie ma sensu? — Odbudowa ludzkiej populacji i walka o prze(cid:298)ycie na tej planecie. Musimy wszystko zacz(cid:261)ć od nowa. Rodzaj i zdemoralizowany, a rz(cid:261)dy gejów i lesbijek s(cid:261) gorsze od faszyzmu. Ci ludzie tak naprawd(cid:266) okazali si(cid:266) w(cid:286)ciekłymi, nietolerancyjnym faszystami. Nie zauwa(cid:298)yłe(cid:286) tego? totalnie ogłupiony ludzki ginie, jest — Dostrzegłem ten fakt, ale podobnie jak inni milczałem. — Dlaczego? — Bałem si(cid:266). Wsz(cid:266)dzie s(cid:261) podsłuchy, strach otworzyć usta. No i jak widać w ko(cid:276)cu i mnie aresztowali. — Za co? — Byłem.. To znaczy nadal jestem gor(cid:261)cym zwolennikiem naturalnej prokreacji. Ludzie powinni rozmna(cid:298)ać si(cid:266) w sposób naturalny. Inaczej tworzymy sztucznych ludzi, słabszych, gorszych… Takie jest przynajmniej moje zdanie. — W sumie zgadzam si(cid:266) z tob(cid:261). A jak trafiłe(cid:286) do aresztu? — Kolega z uniwersytetu na mnie doniósł. Chciał mojego stanowiska, nie dostałem obro(cid:276)cy z urz(cid:266)du… Ot tak, zwyczajnie… S(cid:261)d stwierdził, (cid:298)e nie mam do niego prawa. To wszystko. A ty? — Rozwi(cid:261)zano armi(cid:266), trafiłem na bruk, kradłem (cid:298)ywno(cid:286)ć, przyłapali mnie w sklepie. Historia jakich wiele… Skazany na wygnanie. — Za to nie wyrzucaj(cid:261) ze starej planety. — Sk(cid:261)d wiesz? — Siedziałem w celi z jednym prawnikiem… Za kradzie(cid:298) (cid:298)ywno(cid:286)ci grozi obóz pracy przymusowej w Afryce. — To prawda. — No wi(cid:266)c… Za co faktycznie ci(cid:266) skazali? 12 Robert Wójcik „Zakazana planeta 20-111” wydanie I, czerwiec 2011, www.goneta.net — Odmowa współpracy z rz(cid:261)dem. — Groziła ci (cid:286)mierć. — Tak, ale ze wzgl(cid:266)du na zasługi zmieniono mi kar(cid:266) na wieczne wygnanie. — Jaki miałe(cid:286) stopie(cid:276) w wojsku? — Kapitan gwardii ziemskiej. — Nie(cid:296)le. To oznacza, (cid:298)e byłe(cid:286) kim(cid:286) w tym systemie władzy. — Powiedzmy. Zmie(cid:276)my temat. Mam co(cid:286) na radarze. Pojazd leciał nisko nad drzewami. Nagle jego pasa(cid:298)erowie zobaczyli kawał wypalonego lasu i porozrzucane szcz(cid:261)tki l(cid:261)downika. Ta katastrofa zdarzyła si(cid:266) ich przybyciem. M(cid:266)(cid:298)czy(cid:296)ni postanowili prawdopodobnie dwa wyl(cid:261)dować na skraju polany. Wsz(cid:266)dzie czuć było wo(cid:276) spalonego metalu. (cid:297)ołnierz nadał meldunek do bazy wraz z aktualn(cid:261) relacj(cid:261) wideo. Kamer(cid:266) trzymał biolog, po chwili jednak wył(cid:261)czył sprz(cid:266)t i wzi(cid:261)ł za rad(cid:261) kolegi karabin do r(cid:261)k: tygodnie przed — Chcesz nakr(cid:266)cić własn(cid:261) (cid:286)mierć? — Nie no… Zwariowałe(cid:286)? — To lepiej we(cid:296) bro(cid:276), bo nie wiadomo, kogo mo(cid:298)emy tutaj spotkać. Id(cid:266) pierwszy, ty b(cid:266)dziesz mnie ubezpieczał. — Dobra. — Potrafisz si(cid:266) tym posługiwać? — Tak. Byłem (cid:298)ołnierzem podczas ostatniego buntu. — W porz(cid:261)dku. Nawet nie pytam, po której stronie. — Po wła(cid:286)ciwej. — Mam nadziej(cid:266). Zamilkli. Polana przedstawiała okropny widok. Wsz(cid:266)dzie le(cid:298)ały porozrzucane szcz(cid:261)tki l(cid:261)downika. Było te(cid:298) kilka lejów po eksplozji silników. Wreszcie dotarli do najwi(cid:266)kszego zachowanego fragmentu. Tam dostrzegli kilkana(cid:286)cie grobów z krzy(cid:298)ami: — Kto(cid:286) tutaj był… — wyszeptał Bin. — Tak, nawet wiem kto. — Sk(cid:261)d? — Spójrz pod nogi. (cid:285)lady stóp. Jeszcze mo(cid:298)na odczytać wzór protektora podeszwy butów. To skaza(cid:276)cy… Prawdopodobnie kobiety, bo rozmiar (cid:286)ladów butów jest du(cid:298)o mniejszy od naszych. — No, no… Niezły jeste(cid:286). 13 — To dobry znak — dodał Pron, wskazuj(cid:261)c brod(cid:261) kopczyki grobów. — Kto(cid:286) Robert Wójcik „Zakazana planeta 20-111” wydanie I, czerwiec 2011, www.goneta.net jednak zamieszkuje te lasy i być mo(cid:298)e nawet nas obserwuje. — Jak to? — Spokojnie. Nie wykonuj gwałtownych ruchów. Mamy na sobie wi(cid:266)zienne kombinezony, wi(cid:266)c one nas nie zabij(cid:261). Gdyby(cid:286)my byli w mundurach, to pewnie byłoby po nas. — Maj(cid:261) bro(cid:276)? — Jasne. Widzisz tutaj obok tej skrzyni łuski? Kto(cid:286) strzelał ze starego typu karabinu, odstraszał padlino(cid:298)erców. — Ciekawa teoria. — Poza tym na grobach s(cid:261) krzy(cid:298)e, a na Starej Ziemi przecie(cid:298) od dwudziestu lat jest zakaz pochówków religijnych. Widzi mi si(cid:266), (cid:298)e nasz ojczulek znajdzie niedługo trzódk(cid:266) wyznawców. — Jest bardzo pobo(cid:298)ny, to fakt. — Przyda si(cid:266) nam. — No dobrze, co dalej? — Nic. Sfilmuj te groby, (cid:286)lady po innych wi(cid:266)(cid:296)niach, i na dzisiaj nam wystarczy. Wracamy do bazy. — Poczekaj, jeszcze zapisz(cid:266) współrz(cid:266)dne. — Dobrze. Hm… Pi(cid:266)kna planeta. Ciekawe, jakie zwierz(cid:266)ta tutaj (cid:298)yj(cid:261). — Na pewno ogromne. Widziałem (cid:286)lady odci(cid:286)ni(cid:266)te niedaleko w trawie. To, co tam przeszło, wa(cid:298)yło dwie lub trzy tony. — Nie(cid:296)le. Potrzebujemy (cid:286)wie(cid:298)ej (cid:298)ywno(cid:286)ci. — Niekoniecznie, mo(cid:298)e od razu mi(cid:266)so, co? Widziałem tutaj mas(cid:266) kolorowych owoców, które powinny być jadalne. — To zadanie dla ciebie, Bin. — Wiesz, lepiej wracajmy do bazy. — Dlaczego? — Czujesz dr(cid:298)enie ziemi? Takie delikatne, ale miarowe? — Faktycznie. To wiejemy! M(cid:266)(cid:298)czy(cid:296)ni rzucili si(cid:266) do ucieczki, wpadli do skutera powietrznego i natychmiast unie(cid:286)li si(cid:266) kilkana(cid:286)cie metrów nad ziemi(cid:261). Na polan(cid:266) wbiegła para ogromnych zwierz(cid:261)t. Miały około pi(cid:266)ciu metrów wysoko(cid:286)ci, ogromne głowy, pot(cid:266)(cid:298)ne szcz(cid:266)ki oraz 14
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Zakazana planeta 20-111
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: