Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00086 006994 19936558 na godz. na dobę w sumie
Wyprawa Tapatików - ebook/pdf
Wyprawa Tapatików - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 94
Wydawca: Nowy Świat Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7386-351-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> młodzieżowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Na planecie Tapatia w trudno dostępnej jaskini w górze Arunczumalaj znalazła się stara księga, z której wynika, że ród Tapatików pochodzi z planety o nazwie Ziemia. Rodzeństwo: Tapati i Tapatik, ich Babcia i Dziadek, robot kuchenny XL oraz jeden pasażer na gapę, wyruszają w kosmiczną podróż, aby to sprawdzić.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Marta Tomaszewska Wyprawa Tapatików ROZDZIAŁ I DECYZJA Pod wieczór, dokładnie o tej porze, gdy obydwa Ksi(cid:266)(cid:298)yce znajduj(cid:261) si(cid:266) naprzeciw siebie, a wierzchołek Góry Arunczumalaj wystrzela spomi(cid:266)dzy nich niby wie(cid:298)a pot(cid:266)(cid:298)nego zamczyska, odbyła si(cid:266) ostatnia, decyduj(cid:261)ca narada rodzinna. Tym razem nie brakowało nikogo. Przybyli nawet Gurulowie, którzy na ogół niech(cid:266)tnie opuszczaj(cid:261) swoje kratery na Zwietrzałych Pagórkach i nie raczyli zaszczycić sw(cid:261) obecno(cid:286)ci(cid:261) (cid:298)adnej z poprzednich narad. Przyszli, długo wycierali nogi o wycieraczk(cid:266), choć wcale nie było błota, i nie przywitawszy si(cid:266) z nikim usiedli rz(cid:261)dkiem pod (cid:286)cian(cid:261), pogr(cid:261)(cid:298)eni w wyniosłym milczeniu. – Zobacz, co oni maj(cid:261) na nogach! – powiedziała zdumiona Tapati, która widziała ich po raz pierwszy w (cid:298)yciu. – Czy my(cid:286)lisz, (cid:298)e to w ogóle s(cid:261) buty? Nie otrzymała odpowiedzi, ale z przej(cid:266)cia wcale tego nie zauwa(cid:298)yła. Wi(cid:266)c to s(cid:261) Gurulowie – my(cid:286)lała, podniecona, i ani rusz w tej chwili nie mogła sobie przypomnieć, czy wyobra(cid:298)ała ich sobie tak czy siak (a bardzo lubiła wyobra(cid:298)ać sobie ró(cid:298)ne rzeczy), z pewno(cid:286)ci(cid:261) jednak nigdy nie przyszło jej do głowy, (cid:298)eby ktokolwiek mógł nosić co(cid:286) takiego na nogach! Nie sandały o plecionej lub plastikowej (zale(cid:298)nie od pory roku) podeszwie, jak wszyscy, tylko zupełnie niesłychane (cid:286)liwkowego koloru trzewiki tak błyszcz(cid:261)ce i wypolerowane, (cid:298)e (cid:286)wiatła licznych (cid:298)arówek odbijały si(cid:266) w nich niby gwiazdy w wodzie. Przygl(cid:261)dała si(cid:266) swym dostojnym kuzynom wprost nieprzyzwoicie. Wszyscy inni zwróciliby jej uwag(cid:266), (cid:298)e jest (cid:296)le wychowana, albo kazaliby si(cid:266) jej wynosić. Gurulowie natomiast nawet nie drgn(cid:266)li. Jakby jej nie widzieli, ani nikogo zreszt(cid:261). A przecie(cid:298) Tatu(cid:286) ju(cid:298) zacz(cid:261)ł mówić! – Szanowni i mili go(cid:286)cie – powiedział. – Zebrali(cid:286)my si(cid:266) tu, aby podj(cid:261)ć ostateczn(cid:261) decyzj(cid:266) w sprawie projektu wyprawy na planet(cid:266) Ziemia, która jak wynika z najnowszych bada(cid:276) naukowych, jest być mo(cid:298)e kolebk(cid:261) naszego rodu... Usłyszawszy ten głos, Tapati mimo woli podniosła r(cid:266)ce do uszu. Nie oznaczało to braku szacunku dla Tatusia. Po prostu nie znosiła tego, jak go okre(cid:286)lał Tapatik, zebraniowego głosu, który bardzo ró(cid:298)nił si(cid:266) od zwykłego domowego głosu Tatusia. A wła(cid:286)nie: gdzie podział si(cid:266) Tapatik? Naturalnie, jak zwykle, znikł. Pi(cid:266)ciu minut nie potrafi usiedzieć na jednym miejscu. Zsun(cid:266)ła si(cid:266) z krzesła i ostro(cid:298)nie wymkn(cid:266)ła si(cid:266) na dwór. Robot kuchenny XL rozstawiał talerze na wielkim ogrodowym stole, o(cid:286)wietlonym dwiema kolorowymi lampami. – Wyszła(cid:286) z takiej wa(cid:298)nej narady? – spytał. – Wa(cid:298)ne rzeczy mówi si(cid:266) dopiero na ko(cid:276)cu. Na pocz(cid:261)tku powtarza si(cid:266) to, co ju(cid:298) wszyscy wiedz(cid:261) – podzieliła si(cid:266) Tapati swym zdobytym podczas poprzednich narad do(cid:286)wiadczeniem. – Nie widziałe(cid:286) Tapatika? – Nie – odparł robot kuchenny XL i zdmuchn(cid:261)ł kurz z talerzyka. – Zawsze mnóstwo roboty z t(cid:261) (cid:286)wi(cid:261)teczn(cid:261) zastaw(cid:261). Wszystko jest okropnie zakurzone. – Przecie(cid:298) Ciocia Babila miała przysłać swego YPSL-a, (cid:298)eby ci pomógł – przypomniała sobie Tapati. – Nie chc(cid:266) widzieć na oczy tego flejtucha! – oburzył si(cid:266) robot kuchenny XL. – Wol(cid:266) urobić si(cid:266) na (cid:286)mierć, ni(cid:298) mieć co(cid:286) takiego do pomocy! Tak mocno dmuchn(cid:261)ł na kolejny talerzyk, (cid:298)e o mało go nie stłukł. Tapati stała przez chwil(cid:266) niezdecydowana. Wła(cid:286)ciwie mogłaby pomóc troch(cid:266) XL-owi. Ale nigdy przecie(cid:298) nie była o tej porze sama poza domem! Trzeba wykorzystać tak(cid:261) okazj(cid:266), tym bardziej (cid:298)e Mama lada moment oprzytomnieje i zobaczy, (cid:298)e w sali narad nie ma jej ani Tapatika. – Jestem zupełnie nieprzytomna z tego wszystkiego – mówiła Mama tu(cid:298) przed rozpocz(cid:266)ciem narady. – Naprawd(cid:266) nieprzytomna. I na pewno tak było, skoro nie zauwa(cid:298)yła znikni(cid:266)cia swoich najmłodszych! Ale lada moment mo(cid:298)e zauwa(cid:298)yć... Tapati przestała si(cid:266) wahać. Na wszelki wypadek, aby si(cid:266) upewnić, czy nikt jej nie widzi, zerkn(cid:266)ła w stron(cid:266) domu, a potem szybko pobiegła (cid:286)cie(cid:298)k(cid:261) przez Pinglowe Zaro(cid:286)la1, prosto ku skale, z której był najlepszy widok na tajemnicz(cid:261) Gór(cid:266) Arunczumalaj. Przeprawa przez Pinglowe Zaro(cid:286)la, jak przeprawa przez ka(cid:298)de zaro(cid:286)la, zwłaszcza wieczorem nie nale(cid:298)ała do przyjemno(cid:286)ci. W (cid:286)wietle ksi(cid:266)(cid:298)yców grube, kostropate gał(cid:266)zie zdawały si(cid:266) rozkr(cid:266)cać powoli jak zbudzone z południowej drzemki (cid:298)mije. Je(cid:298)eli b(cid:266)d(cid:266) na nie patrzeć, nigdy nie przejd(cid:266) – pomy(cid:286)lała Tapati. – Musz(cid:266) patrzeć tylko pod nogi. (Nie była strachliwa, ale miała zbyt wiele wyobra(cid:296)ni, co, zdaniem Babci, odziedziczyła po Dziadku). Tapatik z pewno(cid:286)ci(cid:261) nie wzi(cid:261)łby pinglowych gał(cid:266)zi za zwini(cid:266)te w kł(cid:266)buszek i teraz rozkr(cid:266)caj(cid:261)ce si(cid:266) złowrogie (cid:298)mije! A przecie(cid:298) s(cid:261) bli(cid:296)niakami. Przy(cid:286)pieszyła kroku i zacz(cid:266)ła sobie przypominać wierszyki, które uło(cid:298)yła na ró(cid:298)ne niebezpieczne okazje. Było ich wiele, ale (cid:298)aden nie pasował. Za to, pochłoni(cid:266)ta przypominaniem, ani si(cid:266) spostrzegła, kiedy przebyła (cid:286)cie(cid:298)k(cid:266). (cid:285)cie(cid:298)ka ko(cid:276)czyła si(cid:266) w bardzo dobrym miejscu, tu(cid:298) przy (cid:298)elaznej drabince, która ułatwiała wspinaczk(cid:266) na skał(cid:266), strom(cid:261) i gładk(cid:261). Na pi(cid:261)tym szczeblu od dołu siedział Bimbel i jak zwykle przygl(cid:261)dał si(cid:266) czemu(cid:286) przez swoj(cid:261) ogromn(cid:261) lunet(cid:266). Patrzył w gór(cid:266), wi(cid:266)c nie zauwa(cid:298)ył wychodz(cid:261)cej z pinglowego g(cid:261)szczu Tapati. No tak, mo(cid:298)na było si(cid:266) tego spodziewać – pomy(cid:286)lała, roz(cid:298)alona. – Ten wstr(cid:266)tny podgl(cid:261)dacz tutaj! Wła(cid:286)nie dzi(cid:286), kiedy ja chc(cid:266) wej(cid:286)ć sama na skał(cid:266). 1 Pingle – rodzaj krzewów o gał(cid:266)ziach skr(cid:266)conych jak (cid:286)limaki. Rosn(cid:261) tylko na Tapatii. Spotkanie z Bimblem byłoby ka(cid:298)dego dnia i o ka(cid:298)dej godzinie nieprzyjemne, ale spotkanie go w momencie, kiedy komu(cid:286) przydarzyła si(cid:266) taka niezwykła historia, jak samotna wieczorna wyprawa poza dom – to doprawdy katastrofa. Prawie katastrofa – poprawiła si(cid:266) w my(cid:286)lach Tapati. Nie pozwoli, aby Bimbel zepsuł jej nastrój! Tylko nie wdawać si(cid:266) z nim w dyskusj(cid:266) – przykazała sobie surowo i zdecydowanie postawiła nog(cid:266) na pierwszym szczeblu drabinki. Bimbel odj(cid:261)ł lunet(cid:266) od oczu. – Prosz(cid:266), prosz(cid:266) – powiedział udaj(cid:261)c ogromne zdumienie. – Kogo ja widz(cid:266)! Słodka Tapati, grzeczna Tapati sama o tej porze! – Chc(cid:266) przej(cid:286)ć – powiedziała krótko Tapati. To (cid:298)(cid:261)danie okropnie Bimbla roz(cid:286)mieszyło. – Ha! ha! ha! Słodka Tapati chce przej(cid:286)ć – wołał wymachuj(cid:261)c lunet(cid:261). – Chce przej(cid:286)ć? A tu male(cid:276)ka przeszkoda! Całkiem male(cid:276)ka przeszkoda, ha! ha! ha! Ten (cid:286)miech był tak nieprzyjemny, (cid:298)e Tapati zapomniała o swoich m(cid:261)drych postanowieniach. A poza tym bardzo si(cid:266) (cid:286)pieszyła. – Zła(cid:296), Bimbel, bo powiem Cioci Babili, (cid:298)e tu jeste(cid:286). Ta, istotnie niezbyt m(cid:261)drze wybrana, pogró(cid:298)ka jeszcze bardziej roz(cid:286)mieszyła Bimbla. – Ona powie mojej Mamie, (cid:298)e ja tu jestem! Och, och! Ona powie, słodka Tapati, grzeczna Tapati, której nie wolno wychodzić z domu po zachodzie sło(cid:276)ca! To ja mog(cid:266) co(cid:286) powiedzieć twojej Mamie. Mnie wszystko wolno, bo jestem jedynak – dorzucił dumnie. Nie wiadomo, jak by si(cid:266) ta słowna utarczka sko(cid:276)czyła, gdyby nie to, (cid:298)e na zboczach parowu, poza Pinglowymi Zaro(cid:286)lami co(cid:286) zaszele(cid:286)ciło, zachrobotało i pisn(cid:266)ło w dodatku. Bimbel natychmiast zapomniał o Tapati. Zeskoczył z drabinki i, trzymaj(cid:261)c przed sob(cid:261) lunet(cid:266) jak tarcz(cid:266), pomkn(cid:261)ł tam, sk(cid:261)d dobiegały owe podejrzane odgłosy. Tapati wzruszyła ramionami i – bez wi(cid:266)kszego zapału – rozpocz(cid:266)ła wspinaczk(cid:266) po (cid:298)elaznych szczeblach. Nagle wydało jej si(cid:266), (cid:298)e jest bardzo daleko od domu. Poczuła si(cid:266) tak, jakby była zupełnie sama na (cid:286)wiecie: bez Mamy, Tatusia, Babci, Dziadka, brata. A przecie(cid:298)... co si(cid:266) wła(cid:286)ciwie stało? Dom wcale nie był daleko i byli w nim wszyscy, których kochała. Czy ka(cid:298)dy czuje si(cid:266) tak obco, gdy spotka kogo(cid:286) obcego? – dumała, rozgoryczona. – Czy tylko ja taka jestem? Bimbel jest moim ciotecznym bratem, a jednak jest obcy. Ja tak czuj(cid:266). Kim jestem ja bez Mamy, Tatusia, bez wszystkich? Niepewna siebie, spłoszona, wydana na łup niepokoj(cid:261)cym pytaniom – czy jest t(cid:261) Tapati, któr(cid:261) zna Mama, Dziadek i wszyscy, czy te(cid:298) jak(cid:261)(cid:286) inn(cid:261) Tapati, której nikt nie zna, nawet ona sama – wspinała si(cid:266) po drabince (bo w ka(cid:298)dym razie nie przyszło jej do głowy, aby zawrócić) coraz wy(cid:298)ej i wy(cid:298)ej. Ale gdy wreszcie znalazła si(cid:266) na szczycie skały, od razu przestała zadawać sobie trudne i dziwne pytania, przestała si(cid:266) zastanawiać nad czymkolwiek. Stała i stała. Stała bez ruchu i patrzyła. Równina Wiatru Długich No(cid:298)y l(cid:286)niła i migotała, jakby biegały po niej tysi(cid:261)ce niewidzialnych małych istotek, a ka(cid:298)da trzymała w r(cid:266)ku (cid:286)wieczk(cid:266) o chybotliwym, wysokim płomyku. Te płomyki daleko na kra(cid:276)cach rosły, ogromniały, zalewaj(cid:261)c niebieskawym (cid:286)wiatłem łagodne, faliste wzgórza. A poza nimi widniała samotna, tajemnicza Góra Arunczumalaj. Obydwa Ksi(cid:266)(cid:298)yce w otoczce turkusowych, pierzastych chmur wygl(cid:261)dały niby oczy olbrzymiej sowy znieruchomiałej z rozpostartymi skrzydłami ponad trójk(cid:261)tnym, dzikim i gro(cid:296)nym szczytem. Wiatr przelatywał po czerwonym zboczu, miot(cid:261)c srebrny pył, znacz(cid:261)c na jego powierzchni srebrny w(cid:261)saty (cid:286)lad: taki (cid:286)lad (cid:298)łobi w morzu szybka motorowa łód(cid:296), o czym Tapati jednak nie wiedziała, nie była bowiem nigdy nad morzem2. Stała i patrzyła, i czuła, (cid:298)e dzieje si(cid:266) z ni(cid:261) co(cid:286) niezwykłego, (cid:298)e ro(cid:286)nie, ogromnieje jak te płomyki pełgaj(cid:261)ce po równinie, (cid:298)e staje si(cid:266) (cid:286)wiatłem 2 Na planecie Tapatia nie ma ani jednego morza. niebieskim zalewaj(cid:261)cym wzgórza i wznosi si(cid:266) jeszcze wy(cid:298)ej, coraz wy(cid:298)ej, (cid:298)e jest Gór(cid:261) Arunczumalaj, (cid:298)e jest wszystkim – całym tym pi(cid:266)knym (cid:286)wiatem. – Tapa-ti-ti! – rozległ si(cid:266) nagle bardzo blisko bojowy okrzyk Tapatika. A w sekund(cid:266) potem i on sam wyszedł zza poro(cid:286)ni(cid:266)tego (cid:298)ółtawym mchem głazu. Był taki rozczochrany i brudny, (cid:298)e Tapati natychmiast ockn(cid:266)ła si(cid:266) ze swego oczarowania, „wróciła” – była znowu Tapati, jego siostr(cid:261) bli(cid:296)niaczk(cid:261). – Tapatik! Co ty wypra... – Wci(cid:261)gn(cid:261)łem w zasadzk(cid:266) Bimbla – przerwał jej w pół słowa (zawsze tak robił, bo zawsze bardzo si(cid:266) (cid:286)pieszył). – Wci(cid:261)gn(cid:261)łem w zasadzk(cid:266) tego nad(cid:266)tego jedynaka! – powtórzył triumfalnie. – A, to ty tak hałasowałe(cid:286) w parowie! – Ja! – odparł dumnie Tapatik. – Słyszała(cid:286), jak piszczałem? Bimbel my(cid:286)lał, (cid:298)e to stary pancernik Huks. A ju(cid:298) dawno próbuje wypenetrować, gdzie Huks chowa swoje zapasy. Wi(cid:266)c ja go zwabiłem do parowu. A wiesz gdzie? Prosto w t(cid:266) dziur(cid:266), któr(cid:261) Dziadek wykopał w zeszłym roku, kiedy wykoncypował sobie, (cid:298)e w tym wła(cid:286)nie miejscu był niegdy(cid:286) pałac legendarnego króla Ukr! – I co, wpadł? Tapati zadała to pytanie ju(cid:298) bez zainteresowania. Wiatr bowiem wiej(cid:261)cy na Górze Arunczumalaj zmienił kierunek. Miótł teraz srebrny pył prosto na równin(cid:266). Srebrny pył zapalał si(cid:266) od pełgaj(cid:261)cych po niej płomyków, układał si(cid:266) w długie, zielone, ostro zako(cid:276)czone słupy. Nie, nie słupy. Ostrza! Równina Wiatru Długich No(cid:298)y – pomy(cid:286)lała Tapati, przej(cid:266)ta. – Wi(cid:266)c dlatego tak si(cid:266) nazywa! – Lepiej! – ci(cid:261)gn(cid:261)ł z uciech(cid:261) Tapatik. – Do dziury wpadła jego luneta. Siedzi tam teraz i czy(cid:286)ci j(cid:261). Tapa-ti-ti! – Tapatik! Popatrz. No, popatrz. Jak pi(cid:266)knie. Widzisz te długie no(cid:298)e ta(cid:276)cz(cid:261)ce po równinie? Widzisz gór(cid:266)? Tapatik zerkn(cid:261)ł jednym okiem. – Fajowo – rzekł my(cid:286)l(cid:261)c zupełnie o czym innym. – Wracamy. Na pewno lada moment zapadnie decyzja. Musimy być przy tym. A poza tym Mama pewnie ju(cid:298) zauwa(cid:298)yła, (cid:298)e nas nie ma. P(cid:266)dzimy! Tapati westchn(cid:266)ła. Ch(cid:266)tnie by jeszcze posiedziała na skale, jeszcze za mało było jej patrzenia. Ale istotnie, trzeba wracać. Rzuciła ostatnie spojrzenie ku płomienistej górze i poszła za bratem. – Tapatik. Widziałe(cid:286) Gurulów? Widziałe(cid:286) ich buty? – Jasne, (cid:298)e widziałem. – Nie wiesz, dlaczego oni uwa(cid:298)aj(cid:261) si(cid:266) za lepszych od reszty rodziny? Tapatik nie wiedział, ale za nic by si(cid:266) do tego nie przyznał. – Wła(cid:286)nie dlatego, (cid:298)e nosz(cid:261) takie błyszcz(cid:261)ce buty – odparł z wielk(cid:261) pewno(cid:286)ci(cid:261). Ze zbyt wielk(cid:261) pewno(cid:286)ci(cid:261). Tapati dobrze znała ten ton... Bufonada brata cz(cid:266)sto j(cid:261) zło(cid:286)ciła, teraz jednak nie była pora na zło(cid:286)ć. Tapatik bowiem nie zamierzał i(cid:286)ć (cid:286)cie(cid:298)k(cid:261) przez Pinglowe Zaro(cid:286)la, prowadził na przełaj, szczytem parowu. St(cid:261)d przez cały czas widać było dom o(cid:286)wietlony jak podczas (cid:285)wi(cid:266)ta 13. Jastrz(cid:266)bia i wielkie lampy płon(cid:261)ce nad ogrodowym stołem. A za najwy(cid:298)szym oknem, przesłoni(cid:266)tym pomara(cid:276)czow(cid:261) firank(cid:261), w najwi(cid:266)kszym pokoju odbywała si(cid:266) ostatnia, decyduj(cid:261)ca narada... – Tapatik! Szybciej! – Zd(cid:261)(cid:298)ymy. Dziadek nie zacznie bez nas! A słyszała(cid:286), Tapati, jak Tatu(cid:286) mówił o najnowszych naukowych odkryciach? Pami(cid:266)tasz: planeta Ziemia według najnowszych odkryć naukowych jest, być mo(cid:298)e, kolebk(cid:261) naszego rodu. Naukowych, ha! ha! ha! – Ha! ha! ha! – zawtórowała Tapati, bo to było naprawd(cid:266) bardzo (cid:286)mieszne. Zaraz zreszt(cid:261) wyja(cid:286)nimy dlaczego. Wszystko zacz(cid:266)ło si(cid:266) od tego, (cid:298)e Dziadek przeszedł na emerytur(cid:266). Niektórzy dziadkowie bardzo si(cid:266) martwi(cid:261), gdy nadchodzi ta chwila, mówi(cid:261), (cid:298)e teraz s(cid:261) niepotrzebni, (cid:298)e nie pozostaje im nic innego, jak tylko czekać na (cid:286)mierć itd., itp. Zupełnie inaczej było z Dziadkiem Tapatika i Tapati. – Nareszcie b(cid:266)d(cid:266) mógł robić to, na co zawsze miałem najwi(cid:266)ksz(cid:261) ochot(cid:266), a na co nigdy nie miałem czasu! Co za szcz(cid:266)(cid:286)cie! – o(cid:286)wiadczył rozradowany, kiedy wrócił z biura po ostatnim dniu pracy. – Niech (cid:298)yje wolno(cid:286)ć! – wykrzykn(cid:261)ł jeszcze i z rozmachem wyrzucił niepotrzebn(cid:261) ju(cid:298) teczk(cid:266) przez okno. – Nie wydaje mi si(cid:266), aby(cid:286) zawsze robił tylko to, co musiałe(cid:286) robić – zauwa(cid:298)yła Babcia. – Wła(cid:286)nie dlatego przez całe (cid:298)ycie mogli(cid:286)my sobie pozwolić tylko na jednego robota domowego, podczas gdy inne rodziny maj(cid:261) po dwa, a nawet po trzy. Brzmiało to jak wymówka, ale słowom zaprzeczało spojrzenie – u(cid:286)miechni(cid:266)te, kochaj(cid:261)ce. Ka(cid:298)dy na Tapatii (wł(cid:261)cznie z Dziadkiem) wiedział, (cid:298)e Babcia nale(cid:298)y do tych nielicznych (cid:298)on, które swego m(cid:266)(cid:298)a nie zmuszaj(cid:261), aby zapracowywał si(cid:266) na (cid:286)mierć po to, (cid:298)eby mo(cid:298)na było kupić co(cid:286), co maj(cid:261) inne rodziny. Bardzo szybko wszyscy si(cid:266) dowiedzieli, na co Dziadek miał najwi(cid:266)ksz(cid:261) ochot(cid:266): ni mniej, ni wi(cid:266)cej tylko zbadać niedost(cid:266)pn(cid:261), tajemnicz(cid:261) Gór(cid:266) Arunczumalaj. Tym razem u(cid:286)miech znikł z oczu Babci. – Wiesz, (cid:298)e ta góra jest bardzo niebezpieczna – powiedziała z łagodn(cid:261) perswazj(cid:261). – Nawet młodzi nie odwa(cid:298)aj(cid:261) si(cid:266) na ni(cid:261) zapuszczać, a ty, w twoim wieku... Tapati zawsze podejrzewała, (cid:298)e gdyby Babcia nie powiedziała tego: „a ty, w twoim wieku”. Dziadek, być mo(cid:298)e, dałby si(cid:266) przekonać, (cid:298)e wła(cid:286)ciwie to ma ochot(cid:266) na co(cid:286) innego ni(cid:298) wysokogórskie wspinaczki... – W twoim wieku! – parskn(cid:261)ł gniewnie. – A wła(cid:286)nie! Młodzi teraz zgnu(cid:286)nieli i tylko si(cid:266) wyleguj(cid:261) na tapczanach, z radiem przy uchu. Ja w moim wieku poka(cid:298)(cid:266) im, jak trzeba (cid:298)yć! A poza tym kto(cid:286) wreszcie musi zbadać t(cid:266) gór(cid:266). Zawsze miałem wra(cid:298)enie, (cid:298)e tym kim(cid:286) b(cid:266)d(cid:266) ja. Bo mnie ta góra woła! A poza tym ja tak chc(cid:266) i nie ma gadania! No i nie było gadania. Dziadek kupił sobie specjalne sandały do chodzenia po górach, czekan, lin(cid:266) z hakiem, ciemne okulary, plecak oraz twarzow(cid:261) czapeczk(cid:266) z pomponikiem i rozpocz(cid:261)ł swe niebezpieczne wyprawy. Wkrótce wiedziała o tym cała Tapatia. Imi(cid:266) Dziadka było na wszystkich ustach, a nawet pisano o nim w gazetach (w telewizji Dziadek nigdy nie chciał wyst(cid:261)pić, twierdził, (cid:298)e nie b(cid:266)dzie robił z siebie pajaca, dosyć jest ch(cid:266)tnych), Góra Arunczumalaj bowiem od wieków budziła ogromne zainteresowanie. Opowie(cid:286)ci, legend i zwyczajnych plotek kr(cid:261)(cid:298)yło o niej mnóstwo. Jedna z tych opowie(cid:286)ci mówiła, (cid:298)e gdzie(cid:286) w niedost(cid:266)pnych rozpadlinach (cid:298)yj(cid:261) Starzy M(cid:266)drcy, którzy znaj(cid:261) ró(cid:298)ne wa(cid:298)ne tajemnice, a zwłaszcza t(cid:266) najwa(cid:298)niejsz(cid:261) ze wszystkich: tajemnic(cid:266) pochodzenia Tapatików. Ale góra dobrze broniła swych tajemnic. Sprawiała mnóstwo niespodzianek; z daleka wygl(cid:261)dała zupełnie inaczej ni(cid:298) z bliska, co wi(cid:266)cej, kiedy si(cid:266) postawiło nog(cid:266) na jej zboczu, zupełnie zmieniała kształt, czasem wydawało si(cid:266), (cid:298)e to w ogóle nie góra, tylko tysi(cid:261)ce małych ruchomych wzgórz, które płatały w(cid:266)drowcom niebezpieczne figle, zwodz(cid:261)c ich niby bł(cid:266)dne ogniki na bagnach. Wielu (cid:286)miałków zagin(cid:266)ło, a ci, którzy wracali, wracali kompletnie odmienieni i do ko(cid:276)ca (cid:298)ycia nie wypowiadali ju(cid:298) ani jednego słowa, jakby stracili mow(cid:266). Tak(cid:261) to wła(cid:286)nie gór(cid:266) postanowił zbadać dziadek Tapati! Nic wi(cid:266)c dziwnego, (cid:298)e nawet Babcia straciła swój zwykły spokój. Starała si(cid:266), co prawda, ukryć zdenerwowanie przed cał(cid:261) rodzin(cid:261), a zwłaszcza przed dziećmi. Przysun(cid:266)ła tylko ulubiony fotel do wychodz(cid:261)cego na Gór(cid:266) Arunczumalaj okna i kiedy miała woln(cid:261) chwil(cid:266), wypatrywała na jej zboczach czerwonej czapki z pomponikiem. W te za(cid:286) dni, gdy była gorsza pogoda, wróciwszy spokojnie z porannych zakupów wydawała, jak zwykle, polecenia robotowi kuchennemu XL- owi, a potem wkładała płaszcz nieprzemakalny, pakowała do torby termos z gor(cid:261)c(cid:261) czekolad(cid:261) i szła w (cid:286)lad za Dziadkiem. A tymczasem Dziadkowi szcz(cid:266)(cid:286)cie dopisywało zadziwiaj(cid:261)co. Wyprawiał si(cid:266) na gór(cid:266) kilkakrotnie i za ka(cid:298)dym razem wracał zdrów i cały, taki jak poszedł, co samo przez si(cid:266) było rzecz(cid:261) niesłychan(cid:261). A(cid:298) zdarzyło si(cid:266), (cid:298)e z której(cid:286) wyprawy nie wrócił – nie było go całe trzy dni. Trudno opowiedzieć, co działo si(cid:266) wtedy w domu. To było naprawd(cid:266) okropne. A rankiem czwartego dnia, gdy wszyscy pocz(cid:266)li ju(cid:298) tracić nadziej(cid:266), wszedł Dziadek, zakurzony, obszarpany, blady, z płon(cid:261)cymi oczami. Pod pach(cid:261) dzier(cid:298)ył grub(cid:261), bardzo zniszczon(cid:261) ksi(cid:266)g(cid:266). Nie przemówiwszy do nikogo ani słowa, udał si(cid:266) wprost do swego pokoju i zamkn(cid:261)ł drzwi na klucz. – Babciu, Dziadek si(cid:266) nawet nie wyk(cid:261)pał – powiedziała zdumiona Tapati. – A przecie(cid:298) jest strasznie zabrudzony! – Gorzej, (cid:298)e nic nie zjadł – mrukn(cid:266)ła Mama i zacz(cid:266)ła szukać w ksi(cid:261)(cid:298)ce telefonicznej nazwiska najlepszego specjalisty od chorób psychicznych. – Daj spokój, kochanie – powstrzymała j(cid:261) Babcia. – Wiesz dobrze, (cid:298)e on nie przyjmie (cid:298)adnego lekarza. – Mamy wi(cid:266)c tak siedzieć z zało(cid:298)onymi r(cid:266)kami? – Kto mówi, (cid:298)e z zało(cid:298)onymi r(cid:266)kami? O ile pami(cid:266)tam, została(cid:286) dzi(cid:286) w domu, (cid:298)eby zrobić t(cid:266) piln(cid:261) korekt(cid:266)... Mama westchn(cid:266)ła i posłusznie zasiadła do swego biurka. A Babcia, zap(cid:266)dziwszy robota kuchennego XL-a do tarcia chrzanu (co naturalnie trzeba robić poza domem), sama stan(cid:266)ła przy kuchni. Po pewnym czasie zza kuchennych drzwi pocz(cid:266)ły wydobywać si(cid:266) smakowite zapachy. Ba, zgoła niebia(cid:276)skie zapachy! Wywołało to ogromne poruszenie w najbli(cid:298)szej okolicy. Kto (cid:298)yw (cid:286)ci(cid:261)gał pod dom Tapatików, nawet w pobliskim biurze urz(cid:266)dnicy (karmieni stołówkowymi obiadami) przerwali prac(cid:266), a i dyrektor nie był w stanie prowadzić bardzo wa(cid:298)nego zebrania, tak mu (cid:286)linka leciała do ust. Tapati i Tapatik z dumnymi minami trzymali stra(cid:298) przed drzwiami kuchni. – Co si(cid:266) u was dzieje? – pytał stary Huks. – Z pi(cid:266)ćdziesi(cid:261)t lat nie w(cid:261)chałem czego(cid:286) takiego! No tak, odk(cid:261)d Jams wymy(cid:286)lił tych cyborgów kuchennych! – To Babcia. Sama, osobi(cid:286)cie gotuje – obja(cid:286)niła Tapati, a robot kuchenny XL ze zwi(cid:266)kszon(cid:261) gorliwo(cid:286)ci(cid:261) pocz(cid:261)ł trzeć chrzan (choć utarł ju(cid:298) tyle, (cid:298)e starczyłoby na rok), aby w ten sposób dać do zrozumienia, (cid:298)e wcale nie został odsuni(cid:266)ty od gotowania, tylko wykonuje specjalne, przydzielone mu przez Babci(cid:266) zadanie. Ale tak naprawd(cid:266) to czuł si(cid:266) troch(cid:266) obra(cid:298)ony. A tymczasem Babcia, nie(cid:286)wiadoma poruszenia, jakie wywołała, wyj(cid:266)ła z kredensu najwi(cid:266)kszy talerz, nało(cid:298)yła po brzegi pachn(cid:261)cej cudownie potrawy, postawiła talerz pod drzwiami pokoju Dziadka i wyszła sobie przed dom. Kiedy wróciła, talerz, owszem, stał pod drzwiami, ale ju(cid:298) pusty... Na drzwiach za(cid:286) widniała przypi(cid:266)ta pinezk(cid:261) kartka, na której Dziadek napisał: „Jestem zaj(cid:266)ty. Do wieczora. Nie przeszkadzać”. Babcia z satysfakcj(cid:261) pokiwała głow(cid:261). – A ja chciałam wzywać psychiatr(cid:266) – rzekła Mama patrz(cid:261)c na ni(cid:261) z podziwem. Dziadek istotnie wieczorem wyszedł ze swego pokoju. – Lecimy na Ziemi(cid:266)! – oznajmił rado(cid:286)nie. – Fajowo! – wykrzykn(cid:261)ł Tapatik, a Mama znowu chwyciła rejestr lekarzy. – Nie, córeczko, nie zwariowałem – powiedział Dziadek czule. – Zawsze byłem pewien, (cid:298)e ta góra mnie nic nie zrobi! Nie mog(cid:266) wam opowiedzieć wszystkiego, co si(cid:266) ze mn(cid:261) działo przez te trzy dni – dodał tajemniczo. – Powiem tylko, (cid:298)e w pewnej trudno dost(cid:266)pnej jaskini znalazłem star(cid:261) ksi(cid:266)g(cid:266), w której wyczytałem, (cid:298)e ród Tapatików pochodzi z planety Ziemia. I doszedłem do wniosku, (cid:298)e najwy(cid:298)szy czas, (cid:298)eby(cid:286)my odszukali naszych krewniaków! Nic si(cid:266) nie bójcie – ko(cid:276)czył w(cid:286)ród ogólnego oszołomienia – wszystko dokładnie obmy(cid:286)liłem! Taki to wła(cid:286)nie miało przebieg i teraz ju(cid:298) chyba rozumiecie, dlaczego słowa „według najnowszych odkryć naukowych” tak bardzo roz(cid:286)mieszyły Tapati i jej brata bli(cid:296)niaka, kiedy je sobie przypomnieli wracaj(cid:261)c szczytem parowu z zakazanej wyprawy. – Tapati? – Mówisz co(cid:286)? Tapatik przystan(cid:261)ł, rozejrzał si(cid:266) wokół, a potem konspiracyjnie nachylił si(cid:266) ku siostrze. – Tapati, czy tobie nigdy nie przyszło na my(cid:286)l, (cid:298)e Dziadek sam t(cid:266) swoj(cid:261) ksi(cid:266)g(cid:266) spreparował? – spytał szeptem. – Co takiego? Sam? Po co?! Tapati wyrzuciwszy z siebie te pytania umilkła, jakby zabrakło jej głosu. – Ja my(cid:286)l(cid:266) – ci(cid:261)gn(cid:261)ł Tapatik – (cid:298)e to jest tylko pretekst. Dziadek po prostu miał ochot(cid:266) przelecieć si(cid:266) po wszech(cid:286)wiecie, rozumiesz? Wi(cid:266)c przez te trzy dni, co go nie było, siedział sobie w jakiej(cid:286) kryjówce i robił t(cid:266) ksi(cid:266)g(cid:266). Jest przecie(cid:298) cała pozlepiana... – No wiesz! – odzyskała głos Tapati. – (cid:297)eby Bimbel co(cid:286) takiego powiedział, ale ty... – No dobrze, ju(cid:298) dobrze – mrukn(cid:261)ł Tapatik. – Niby masz tak(cid:261) wyobra(cid:296)ni(cid:266), a niektóre rzeczy bierzesz dosłownie. Jak dziecko. – Sam jeste(cid:286) dziecko! – Mogłaby(cid:286) chocia(cid:298) dzisiaj si(cid:266) nie kłócić – rzucił ze wspaniał(cid:261) wy(cid:298)szo(cid:286)ci(cid:261). I stromym zboczem parowu zjechał na siedzeniu – prosto pod dom. Tapati po chwili wahania zrobiła to samo. Ale była zła: z Tapatikiem zawsze tak – mo(cid:298)na mieć tysi(cid:261)c razy racj(cid:266), a w ka(cid:298)dej rozmowie wła(cid:286)nie on odnosi zwyci(cid:266)stwo! Ale on nie jest obcy, tak jak Bimbel – pomy(cid:286)lała jeszcze. Po chwili za(cid:286) mogła ju(cid:298) my(cid:286)leć tylko o tym, co powie Mama, która z pewno(cid:286)ci(cid:261) zauwa(cid:298)yła jej ucieczk(cid:266)... Cicho, z zawstydzon(cid:261) min(cid:261) zajrzała do pokoju, w którym odbywała si(cid:266) narada. Gurulowie siedzieli, jak poprzednio, pod (cid:286)cian(cid:261) pogr(cid:261)(cid:298)eni w wyniosłym milczeniu. Mama wyczyniała przeró(cid:298)ne sztuczki, (cid:298)eby zwrócić na siebie uwag(cid:266) Tatusia. Ale Tatu(cid:286), prowadz(cid:261)cy narad(cid:266), nie odrywał oczu od kartki, na której wypisany był Porz(cid:261)dek Obrad. Na mównicy utworzonej z dwóch skrzy(cid:276) po cytrynach stał Dziadek i... nic nie mówił, co najwyra(cid:296)niej irytowało zebranych, którzy znacz(cid:261)co pokasływali i szurali nogami. – Dziadek czeka na nas – szepn(cid:261)ł Tapatik i spokojnie, nie zwa(cid:298)aj(cid:261)c na to, (cid:298)e jest cały umorusany, w(cid:286)lizn(cid:261)ł si(cid:266) do pokoju i usiadł na swoim miejscu. Tapati, która zamierzała najpierw wyczy(cid:286)cić, a mo(cid:298)e nawet zmienić zabrudzon(cid:261) podczas zje(cid:298)d(cid:298)ania zboczem parowu spódniczk(cid:266), zrozumiała, (cid:298)e nie ma na to czasu. Rada nierada siadła obok Tapatika i z obaw(cid:261) spojrzała na Mam(cid:266), która zdenerwowana i blada podniosła r(cid:266)k(cid:266) do ust i mocno przycisn(cid:266)ła palcami wargi, jakby chciała powstrzymać ich dr(cid:298)enie. Tapati postanowiła, (cid:298)e zaraz po zako(cid:276)czeniu obrad podejdzie do niej i serdecznie j(cid:261) przeprosi, a potem opowie, jakich cudownych prze(cid:298)yć do(cid:286)wiadczyła patrz(cid:261)c ze skały na Gór(cid:266) Arunczumalaj... Mama zrozumie! – Wi(cid:266)c jak ju(cid:298) mówiłem, szanowni zebrani... – zacz(cid:261)ł z uciech(cid:261) Dziadek. – Nic nie mówił – rzekła oburzonym szeptem Ciocia Babila. – Wi(cid:266)c jak mówiłem – podniósł głos Dziadek – na pi(cid:266)ciuset pi(cid:266)ćdziesi(cid:266)ciu i jeszcze siedmiu poprzednich naradach, które odbywaj(cid:261) si(cid:266) nie wiadomo po co, cała historia jest prosta i nie nastr(cid:266)cza (cid:298)adnych trudno(cid:286)ci. Nie stanowi bowiem (cid:298)adnej przeszkody fakt, (cid:298)e nie mamy statku kosmicznego tak dalekiego zasi(cid:266)gu, aby mo(cid:298)na si(cid:266) nim wybrać a(cid:298) na planet(cid:266) Ziemia. Anonimowy autor, który pisał znalezion(cid:261) przeze mnie ksi(cid:266)g(cid:266), przewidział to zreszt(cid:261). Za dwa dni b(cid:266)dzie przelatywała w odległo(cid:286)ci stu czterdziestu o(cid:286)miu tysi(cid:266)cy kilometrów od Tapatii planetoida Tekel. Lecimy na t(cid:266) planetoid(cid:266) naszym stereolotem3, a ona niesie 3 Stereolot – statek kosmiczny powszechnego u(cid:298)ytku na krótkie odległo(cid:286)ci, do ok. 150 000 km, łatwy w obsłudze, zu(cid:298)ywaj(cid:261)cy minimaln(cid:261) ilo(cid:286)ć paliwa. nas w pobli(cid:298)e Szmaragdowej Gwiazdy, gdzie według posiadanych przeze mnie informacji znajdziemy wskazówk(cid:266), w jaki sposób dostać si(cid:266) na planet(cid:266) Ziemia. To wszystko, koniec, kropka i nie rozumiem, po co tyle gadania. – Po to, Dziadku – głos Mamy d(cid:296)wi(cid:266)czał chrypliw(cid:261) nutk(cid:261), jak zawsze, gdy była bardzo zdenerwowana – (cid:298)e ci(cid:261)gle nie wiadomo, kto mianowicie we(cid:296)mie udział w wyprawie. – Powtarzam, (cid:298)e ja nie mog(cid:266) – rzekł Tatu(cid:286), nie podnosz(cid:261)c oczu znad Porz(cid:261)dku Obrad. – Nie mog(cid:266) przerwać pracy, bo zajmuj(cid:266) si(cid:266) teraz spraw(cid:261) ostatecznej regulacji ciekn(cid:261)cych kranów, a to jest, jak wiecie, bardzo wa(cid:298)ne z punktu widzenia gospodarki wodnej. – Tepanek i ja te(cid:298) nie mo(cid:298)emy – powiedział w imieniu starszych braci Tap. – Tepanek (cid:298)eni si(cid:266) za tydzie(cid:276), a ja podpisałem kontrakt na wyst(cid:266)py mego zespołu do ko(cid:276)ca roku. Dziadek słuchał tego wszystkiego z wyra(cid:296)nym zniecierpliwieniem. – Tere-fere! – zagrzmiał wymachuj(cid:261)c gro(cid:296)nie fajk(cid:261). – Dobrze pami(cid:266)tam takie wykr(cid:266)ty jeszcze z biura. Jak tylko kto(cid:286) wyst(cid:261)pi z cenn(cid:261) inicjatyw(cid:261) wymagaj(cid:261)c(cid:261) odpowiedzialno(cid:286)ci i ryzyka, to wszyscy zasłaniaj(cid:261) si(cid:266) okropnie wa(cid:298)nymi sprawami, które wła(cid:286)nie musz(cid:261) zrobić. Tatu(cid:286) nie mo(cid:298)e, wi(cid:266)c Mama nie mo(cid:298)e itd., itp. A w ogóle to ci(cid:261)gle tylko mówicie o tym, kto nie mo(cid:298)e. Przecie(cid:298) cały czas powtarzam, (cid:298)e trzeba zacz(cid:261)ć od tego, kto mo(cid:298)e. A wi(cid:266)c mianowicie: ja mog(cid:266), co jest zreszt(cid:261) najwa(cid:298)niejsze, bo b(cid:266)d(cid:266) kapitanem wyprawy. – Skoro ty mo(cid:298)esz, to naturalnie mog(cid:266) i ja – wtr(cid:261)ciła si(cid:266) spokojnie Babcia. Dziadek potrz(cid:261)sn(cid:261)ł głow(cid:261), jakby si(cid:266) op(cid:266)dzał od brz(cid:266)cz(cid:261)cego koło ucha komara. – Istotnie – przyznał sucho. – Wi(cid:266)c powtarzam: ja mog(cid:266), Babcia mo(cid:298)e... – Teraz uwa(cid:298)aj, teraz uwa(cid:298)aj! – szepn(cid:261)ł podskakuj(cid:261)c na krze(cid:286)le Tapatik. – I naturalnie mog(cid:261) bli(cid:296)niaki – ko(cid:276)czył Dziadek w ciszy. Cisza bardzo szybko zamieniła si(cid:266) w gwar. – Ale(cid:298), Dziadku, oni s(cid:261) jeszcze mali! – j(cid:266)kn(cid:266)ła Mama. – Ja chc(cid:266) lecieć! – zawołał dono(cid:286)nie Tapatik. – Tapatik mo(cid:298)e, to i ja. Co, ja gorszy? – wrzasn(cid:261)ł Bimbel, oskar(cid:298)ycielsko celuj(cid:261)c w Dziadka swoj(cid:261) lunet(cid:261). – Bimbelku, skarbie najdro(cid:298)szy, mam tylko ciebie – chlipn(cid:266)ła Ciocia Babila. – Dzieci musz(cid:261) lecieć – rzekł kategorycznie Dziadek. – Nie wiadomo, co zastaniemy na Ziemi. Mo(cid:298)e tam jeszcze nie sko(cid:276)czyli z wojnami? Jak zobacz(cid:261), (cid:298)e mamy ze sob(cid:261) dzieci, zrozumiej(cid:261), (cid:298)e przybywamy w celach pokojowych. A dzieciom to nie zaszkodzi. Na mózg znajduj(cid:261)cy si(cid:266) w stanie rozwoju podró(cid:298)owanie po (cid:286)wiecie wpływa dodatnio. Czego nie mo(cid:298)na powiedzieć o (cid:286)l(cid:266)czeniu godzinami nad głupimi ksi(cid:261)(cid:298)kami. A w ogóle dosyć ju(cid:298) tych dyskusji. Nie mam zamiaru przegadać całego (cid:298)ycia! Trzeba (cid:298)yć, a nie gadać! Lecimy wi(cid:266)c w nast(cid:266)puj(cid:261)cym składzie: Babcia, bli(cid:296)niaki i ja. – A ja? – podskoczył Bimbel. – Czy słyszałe(cid:286), (cid:298)ebym ciebie wymienił? – zgromił go Dziadek. – Powtarzam: Babcia, bli(cid:296)niaki i ja. Sko(cid:276)czyłem. A teraz prosz(cid:266) wszystkich pa(cid:276)stwa na przyj(cid:266)cie. ROZDZIAŁ II ODLOT. NA PLANETOIDZIE TEKEL Dobiegły ko(cid:276)ca ostatnie przygotowania. Start wyznaczony został na godzin(cid:266) dwunast(cid:261) pi(cid:266)tna(cid:286)cie, bo wła(cid:286)nie o tej porze planetoida Tekel miała przelatywać w pobli(cid:298)u Tapatii. Dzie(cid:276) był pogodny, akurat taki jak trzeba. Po bladobł(cid:266)kitnym niebie płyn(cid:266)ły z wolna ró(cid:298)owe obłoczki, które Tapati nazywała u(cid:286)miechami, a które naturalnie nie miały nic wspólnego z prawdziwymi, gro(cid:296)nymi chmurami. Walizki, spakowane od dawna, stały rz(cid:266)dem na werandzie. Z pakowaniem nie było wi(cid:266)kszych problemów, bo Dziadek sporz(cid:261)dził dokładny spis rzeczy, które nale(cid:298)y zabrać. Zezwolił te(cid:298) łaskawie, aby ka(cid:298)dy wzi(cid:261)ł ze sob(cid:261) jaki(cid:286) drobiazg, czyli co(cid:286), do czego jest bardzo przywi(cid:261)zany. Babcia o(cid:286)wiadczyła, (cid:298)e ona mo(cid:298)e nie zabierać (cid:298)adnej takiej drobnostki, ale nie pojedzie bez robota kuchennego XL-a. – Ładna mi drobnostka – zakpił Dziadek. – A Góry Arunczumalaj przypadkiem nie masz ochoty zabrać? XL nie jest potrzebny! B(cid:266)dziemy ci pomagać. – Ale(cid:298), Tiku, nie udawaj, (cid:298)e nie wiesz, jak to si(cid:266) b(cid:266)dzie odbywało. Dobrze wiesz, (cid:298)e zawsze, kiedy potrzebna jest mi pomoc w kuchni, ka(cid:298)dy z was ma akurat jakie(cid:286) nie cierpi(cid:261)ce zwłoki zaj(cid:266)cia! Wszystko spadnie na mnie: gotowanie, zmywanie, zakupy... Nie pojad(cid:266) bez XL-a. – Trudno. To nie pojedziesz – uci(cid:261)ł Dziadek, który udawał, (cid:298)e jest bardzo niezadowolony z udziału Babci w wyprawie. Ale w pi(cid:266)ć minut potem zawołał robota kuchennego XL-a i zapytał go, czy ma zaprogramowane umiej(cid:266)tno(cid:286)ci kuchenne na nieprzewidziane okoliczno(cid:286)ci. Na to XL odparł, (cid:298)e on jest robotem kuchennym starego typu, czyli uniwersalnym, nie tak jak te nowoczesne, które s(cid:261) zaprogramowane do wykonywania jedynie kilku bardzo wyspecjalizowanych czynno(cid:286)ci i za które trzeba prawie wszystko robić. Tak wi(cid:266)c robot kuchenny XL został wci(cid:261)gni(cid:266)ty na list(cid:266) członków załogi. Na godzin(cid:266) przed odlotem Dziadek wyprowadził z gara(cid:298)u stereolot, nie u(cid:298)ywany od czasu letniej wyprawy w okolice Ta(cid:276)cz(cid:261)cych Meteorytów, i pogwizduj(cid:261)c dziarsk(cid:261) melodi(cid:266) marszow(cid:261), polewał go wod(cid:261) z gumowego w(cid:266)(cid:298)a. – Dziadku, czy sprawdziłe(cid:286) hamulce? – spytała Mama. – Ostatnio si(cid:266) zacinały. – Po co sprawdzać – zawołał, słysz(cid:261)c te słowa, Tapatik. – Awaria w kosmosie, masz poj(cid:266)cie, Mamo, to co(cid:286) fantastycznego! (cid:297)adnej stacji obsługi w pobli(cid:298)u, a tu hamulec si(cid:266) zacina. Fantastycznie niebezpieczne! – Tapatik! Czy ty zupełnie nie masz serca? – j(cid:266)kn(cid:266)ła Mama. – Wszystko sprawdziłem, córeczko, i zabieram wór cz(cid:266)(cid:286)ci zamiennych – rzekł uspokajaj(cid:261)co Dziadek. – A poza tym wiesz, (cid:298)e z naszym stereolotem jest taka dziwna sprawa – najwa(cid:298)niejsze jest to, kto go prowadzi. Nie ka(cid:298)dego słucha. A przecie(cid:298) to ja b(cid:266)d(cid:266) prowadził. – Wła(cid:286)nie dlatego jestem niespokojna – powiedziała cicho Mama i poszła na werand(cid:266) po raz dziesi(cid:261)ty sprawdzić, czy wszystkie walizki dobrze si(cid:266) zamykaj(cid:261). Tapati za(cid:286) po raz dziesi(cid:261)ty (cid:298)egnała si(cid:266) przez telefon ze sw(cid:261) najukocha(cid:276)sz(cid:261) przyjaciółk(cid:261) Foli(cid:261). Czuła si(cid:266) dziwnie nieswojo. Tym bardziej dziwnie i nieswojo, (cid:298)e nie był to zwykły niepokój przed podró(cid:298)(cid:261). – Co mi wła(cid:286)ciwie jest? – zastanawiała si(cid:266), odkładaj(cid:261)c słuchawk(cid:266). – Co(cid:286) mi jest, ale co? I nagle ol(cid:286)nienie: Gurulowie! Gurulowie, którzy podczas narady siedzieli rz(cid:261)dkiem pod (cid:286)cian(cid:261) pogr(cid:261)(cid:298)eni w wyniosłym milczeniu, którzy mieli nieprawdopodobne nieprawdopodobnie wyglansowane buty i którzy nie zostali na przyj(cid:266)ciu, choć miny mieli takie, jakby co najmniej tydzie(cid:276) nie jedli. My(cid:286)l o nich nie dawała jej spokoju. Wybiegła przed dom. – Dziadku, dlaczego Gurulowie uwa(cid:298)aj(cid:261) si(cid:266) za lepszych od reszty rodziny? – zapytała bez wst(cid:266)pów. Dziadek spojrzał na ni(cid:261) niezbyt przytomnie. – Gurulowie? Jacy znowu Gurulowie? A, te chudziaki? – przypomniał sobie. – Ciebie to interesuje, dziecinko? W tej chwili? No dobrze, powiem. Uwa(cid:298)aj(cid:261) si(cid:266) za lepszych, bo maj(cid:261) dłu(cid:298)sze nazwisko. Nazywaj(cid:261) si(cid:266) mianowicie Guru-l- Tapa-tik, podczas gdy my jeste(cid:286)my po prostu Tapatiki. A poza tym oni nie chc(cid:261) przyj(cid:261)ć do wiadomo(cid:286)ci zmian zachodz(cid:261)cych w (cid:286)wiecie, zwłaszcza tych, które si(cid:266) im nie podobaj(cid:261). Dlatego do tej pory mieszkaj(cid:261) w tych staro(cid:286)wieckich kraterach na szczytach Zwietrzałych Pagórków. Wol(cid:261) klepać bied(cid:266), ni(cid:298) zaj(cid:261)ć si(cid:266) po(cid:298)yteczn(cid:261) prac(cid:261). – To znaczy, (cid:298)e oni s(cid:261) biedni? (cid:297)e... – Wytłumacz(cid:266) ci to wszystko pó(cid:296)niej, dziecinko – przerwał niecierpliwie Dziadek. – Teraz nie mam na to czasu ani głowy. Za pół godziny odlot. A co tobie? Sk(cid:261)d ta minka? Tak si(cid:266) przej(cid:266)ła(cid:286) tym, co powiedziałem? Ty wiesz, (cid:298)e ja ci zawsze ch(cid:266)tnie wszystko tłumacz(cid:266), jeste(cid:286) moj(cid:261)... Tapati pokr(cid:266)ciła przecz(cid:261)co głow(cid:261). W ogóle nie patrzyła na Dziadka. Kompletnie oszołomiona, wpatrywała si(cid:266) w co(cid:286) poza nim. Dziadek spojrzał do tyłu i... gumowy w(cid:261)(cid:298) wypadł mu z r(cid:261)k. Ogrodow(cid:261) alej(cid:261) szedł dziwny orszak: na przedzie, trzymaj(cid:261)c w dłoni niewielk(cid:261) torb(cid:266) podró(cid:298)n(cid:261), kroczył dumnie i godnie Gurul, naturalnie w bardzo wyglansowanych butach. W pewnej odległo(cid:286)ci za nim post(cid:266)pował dumnie i godnie robot niepodobny do (cid:298)adnych innych robotów. Tapati ani rusz nie mogła odgadn(cid:261)ć, do jakich celów mo(cid:298)e być przeznaczony, w ka(cid:298)dym razie natychmiast stwierdziła, (cid:298)e jest niesympatyczny i zarozumiały. W tym samym szyku podeszli pod werand(cid:266), na której Mama, Babcia i Tapatik przysiedli z wra(cid:298)enia na walizkach. Gurul schylił głow(cid:266) w krótkim, pa(cid:276)skim ukłonie, a potem bez słowa poło(cid:298)ył sw(cid:261) torb(cid:266) podró(cid:298)n(cid:261) obok walizek. – Czy mam rozumieć – spytał podchodz(cid:261)c Dziadek – (cid:298)e dostojny kuzyn zamierza zaszczycić nas udziałem w naszej wyprawie? Gurul przytakn(cid:261)ł samymi powiekami. Ale Dziadek nie zamierzał si(cid:266) tym zadowolić. – Mam nadziej(cid:266), (cid:298)e dostojny kuzyn zechce uzasadnić t(cid:266) b(cid:261)d(cid:296) co b(cid:261)d(cid:296) nieoczekiwan(cid:261) decyzj(cid:266)? Gurul milczał przez chwil(cid:266) z tak(cid:261) min(cid:266), jakby gotował si(cid:266) do najwi(cid:266)kszego po(cid:286)wi(cid:266)cenia. – Po zastanowieniu my, Guru-l-Tapa-tikowie, doszli(cid:286)my do wniosku – przemówił wreszcie głosem, który zdawał si(cid:266) dobiegać z niezmiernej wysoko(cid:286)ci – (cid:298)e byłoby, hm... niepo(cid:298)(cid:261)dane, gdyby w przedsi(cid:266)wzi(cid:266)ciu maj(cid:261)cym, hm... na celu ustalenie pocz(cid:261)tków naszego rodu zabrakło naszego przedstawiciela. Dziadek słuchał tego z pos(cid:266)pnie (cid:286)ci(cid:261)gni(cid:266)tymi brwiami, ale w jego oczach migotały wesołe iskierki. – Czuj(cid:266) si(cid:266), hm... wielce zaszczycony – rzekł z nieukrywan(cid:261) ironi(cid:261). – Obawiam si(cid:266) jednak, (cid:298)e hm... w naszym stereolocie nie zmie(cid:286)ci si(cid:266) dodatkowe łó(cid:298)ko... Gurul, który zdawał si(cid:266) nie zauwa(cid:298)ać ironii, prawie niedostrzegalnie poruszył głow(cid:261). Robot niepodobny do innych natychmiast post(cid:261)pił krok naprzód. – Mój pan nie potrzebuje łó(cid:298)ka – zazgrzytał zardzewiałym głosem. – Mój pan nie kładzie si(cid:266) nigdy. Stoi albo siedzi. Przewa(cid:298)nie siedzi. Biedny Gurul – pomy(cid:286)lała współczuj(cid:261)co Tapati. – Chc(cid:266), (cid:298)eby jechał! Błagalnie spojrzała na Dziadka. Ale Dziadek nie potrzebował tego spojrzenia, aby podj(cid:261)ć decyzj(cid:266). Cała ta historia zdawała si(cid:266) go bawić. – Dobrze – rzekł krótko. – Ale wobec tego, (cid:298)e leci równie(cid:298) ten... Jak ci na imi(cid:266)? – zagadn(cid:261)ł niepodobnego do innych robota. – Tymoteusz Drugi – zgrzytn(cid:261)ł dumnie robot. Tapatik parskn(cid:261)ł (cid:286)miechem, zaraz jednak odechciało mu si(cid:266) (cid:286)miać. Nikomu zreszt(cid:261) nie było do (cid:286)miechu, bo dalszy ci(cid:261)g zdania rozpocz(cid:266)tego przez Dziadka brzmiał: – ... ten Tymoteusz Drugi, mamy o jedn(cid:261) walizk(cid:266) za du(cid:298)o. – No, naturalnie – rzekła z rezygnacj(cid:261) Mama. – Jeszcze nigdy tak nie było, (cid:298)eby w ostatniej chwili nie przepakowywało si(cid:266) całego baga(cid:298)u! Mo(cid:298)ecie sobie wyobrazić, czym jest przepakowywanie baga(cid:298)u na pi(cid:266)tna(cid:286)cie minut przed odjazdem! Po chwili weranda wygl(cid:261)dała jak sklep odzie(cid:298)owy w czasie po(cid:286)piesznie przeprowadzanego remanentu. Przy okazji wyszło na jaw, co ka(cid:298)dy zabrał jako ow(cid:261) drobnostk(cid:266), bez której nie wyobra(cid:298)ał sobie (cid:298)ycia. A mianowicie: Tapati wzi(cid:266)ła ukochanego Złotego Misia. Tapatik – klaser z najcenniejszymi znaczkami. Dziadek – znalezion(cid:261) na Górze Arunczumalaj ksi(cid:266)g(cid:266) i cztery najulubie(cid:276)sze fajki. A Babcia, która twierdziła, (cid:298)e nie b(cid:266)dzie potrzebowała niczego, je(cid:298)eli zabierze robota kuchennego XL-a, zapakowała jednak swoj(cid:261) (cid:286)lubn(cid:261) sukni(cid:266)! – To jest prawdziwa suknia, a nie wypo(cid:298)yczona. Sama j(cid:261) uszyłam – tłumaczyła zarumieniona. – Tere-fere! – grzmiał Dziadek patrz(cid:261)c na ni(cid:261) zachwyconym wzrokiem. – Zawsze była(cid:286) kokietk(cid:261)! Chcesz ol(cid:286)nić krewniaków na Ziemi, wiadomo! W tym to wła(cid:286)nie momencie nadszedł Tatu(cid:286), który zwolnił si(cid:266) z biura, aby asystować przy odlocie. – Na Wszystkich Braci Dobrze Czyni(cid:261)cych!4 – zawołał osłupiały. – Co si(cid:266) tutaj dzieje? Co oznacza ten bałagan? Przecie(cid:298) za dziesi(cid:266)ć minut odlatujecie! 4 Zwrot nie u(cid:298)ywany poza Tapati(cid:261).
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Wyprawa Tapatików
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: