Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00369 006033 15934361 na godz. na dobę w sumie
Transakcyja wojny chocimskiej - ebook/pdf
Transakcyja wojny chocimskiej - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 118
Wydawca: Universitas Język publikacji: polski
ISBN: 978-832-421-069-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poezja
Porównaj ceny (książka, ebook (-9%), audiobook).

Wybitny esej heroiczny stanowiacy poetycką parafrazę diariusza Jakuba Sobieskiego, w którym magnat opisał batalię pod Chocimiem 1621 r. Potocki, w przeciwieństwie do pierwowzoru, z jednej strony ubarwia epizody bitewne konfliktu polsko-tureckiego, z drugiej natomiast wprowadza liczne dygresje odnoszące się do sytuacji polityczno-społeczno-obyczajowej czasów sobie współczesnych.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ISBN 97883-242-1069-5 TRANSAKCYJA WOJNY CHOCIMSKIEJ GDZIE OSMAN CESARZ TURECKI WSZYTKIE PAŃSTW SWOICH Z AFRYKI, Z AZYI I Z EUROPY NA POLAKI ZGROMADZIWSZY SIŁY, ZA ŁASKĄ NAJWYśSZEGO PANA, ROZTROPNOŚCIĄ CZUŁYCH I OPATRZNYCH WODZÓW A DZIELNOŚCIĄ RYCER- STWA POLSKIEGO, SPADŁ Z IMPREZY SWOJEJ I STRACIWSZY STO TYSIĘCY LUDZI, CZĘŚĆ W POLU, CZĘŚĆ DO NASZYCH SZTURMUJĄC, CZĘŚĆ WŁASNYCH BRONIĄC OBOZÓW: STA- REGO Z KORONĄ POLSKĄ POTWIERDZIWSZY PRZYMIE- RZA, IN GLORIUS WRÓCIŁ DO KONSTANTYNOPOLA. ROKU ZBAWIENNEGO 1621 STANĄWSZY POD CHOCIMEM DNIA TRZECIEGO SEMPTEMB[RA], ODSZEDŁ DNIA DZIESIĄ- TEGO OCTOB[RA]. Z RÓśNYCH JAKO MANUSKRYPTÓW I DIARYJUSZÓW, TAK Z RELA- CYJ LUDZI STARYCH, KTÓRZY TAM BYLI PRAESENTES, ZEBRANA, ALE OSOBLIWIE Z TRADYCYI JW. JM. PANA JAKÓBA SOBIESKIEGO, OD STANU RYCERSKIEGO W TEJ EKSPEDYCYI KOMISARZA A POTYM KASZTELANA KRA- KOWSKIEGO, Z ŁACIŃSKIEGO NA POLSKIE DOSTA- TECZNIE DLA NIEŚMIERTELNEJ NARODU POLSKIEGO SŁAWY WIERSZEM PRZETŁOMACZONA. ROKU PAŃSKIEGO 1670 DNIA DECEMBRA OSTATNIEGO. 5 6 WOJNY CHOCIMSKIEJ CZĘŚĆ PIERWSZA Wprzód, niźli sarmackiego Marsa krwawe dzieje Potomnym wiekom muza na papier wyleje, NiŜ durnego Turczyna propozyt szkarady Pisać pocznę w pamiętne Polakom przykłady (Który z nimi zuchwale mir zrzuciwszy stary, Chciał ich przykryć haraczem z Węgry i z Bułgary), BoŜe! którego nieba, ziemie, morza chwalą, Co tak mdłym piórem, jako władniesz groźną stalą, Co się mścisz nad ostatnim domu tego węgłem, Gdzie kto usty przysięga sercem nieprzysięgłem – Ciebie proszę, abyś to, co ku Twojej wdzięce W tym królestwie śmiertelne chcą wspominać ręce, Szczęścić raczył; boć to jest dzieło Twej prawice: Hardych tyranów dumy wywracać na nice, Mieszać pysznych i z błotem górne równać myśli Przez tych, którzy swą siłą od Ciebie zawiśli. [. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .] Grzechy nasze, o Panie, za którymi w tropy Na pierwszy świat chodziły ognie i potopy, Dziś nie w wodzie dla tęcze, nie w ogniu z Gomorą, Ale się w własnej swojej krwi czyszczą i piorą. Krwią się myje, krwią poci ten świat jako w łaźni: Wszędy pełno niezgody, pełno nieprzyjaźni, 5 10 15 35 7 Nawet miłość prywatna między ludźmi zgasła, Wszytko z łakomstwem zazdrość nieszczęsna popasła. JeŜelić kto co radzi, patrz na obie oczy, Bo teraz kaŜdy wodę na swe koło toczy; Usty świadcząc ofiary, wywodzi cię w pole, A niechętnym sercem Ŝga i od siebie kole, Byle cię jako zaŜąć albo cię mógł zaŜyć; Póty termin przyjaźni, którą wyposaŜyć Jeszcze trzeba; tym kształtem zmyje cię bez ługu; Bo jeśli mu się słowa i upomnisz długu, Za psa twoja uczynność, krew, przyjaźń, warunek! A drugi, rychlej niŜ dług, weźmie basarunek. Wyrzekł się świat szczerości, rzadko między braty Znajdziesz ją rodzonymi, nikt nic bez prywaty Nie robi i gdzie mu się praca nie nagrodzi, Niech tonie, niech psy draźni, niech o kiju chodzi, Bliźniemu nie usłuŜy, nie poradzi szczerze; CóŜ by go miał wykupić z pogańskiej obierze? Byłoć to, powiedają – i prawdę podobno, Póki „moje” a „twoje” nie strzygło tak drobno Ziemie, póki łakomstwo i przeklęte Ŝądze Nie dały miejsca prętu, łanu, łokciu, siądze, Miarą – sama potrzeba: gdy natury wedle, Ani w odzieniu człowiek, w piciu abo w jedle Inszego na tym świecie szukał sobie bytu Okrom przyrodzonego dla ciała dosytu; Ziemia teŜ dobrowolnie, bez ludzkiej ciemięgi, Bez pługu, nie kąkole, chwasty i ostręgi, Czyste zboŜa rodziła: co śnieć, co kostrzewa, Nie znał człek, więc rok cały nie szczepione drzewa Miody, soki, oliwy i rozkoszne figi Dawały; owo Ŝyli bez wszelkiej fatygi. Takie wiemy Lacyjum z poetyckich liter, Kiedy zegnał na ziemię Saturna Jupiter: ToŜ nie dwaj, nie trzej, co dziś przykład bardzo rzadki, Lecz wszytek rodzaj ludzki, jakby z jednej matki 40 45 50 Wiek złoty 60 65 70 8 75 80 85 90 95 100 Apos- trophe 105 Wyszedł, tak go miłości jednoczyły pęta, śe wojny na się nigdy (tylko na zwierzęta DrapieŜne) nie podnosił; kaŜdy człek był bratem, KaŜdy bliźnim, nieprzyjaźń z niedźwiedziem kudłatem, Z wilkiem, lwem i tygrysem i co się na szkodę Bestyj lągnie; z tymi człek wieczną miał niezgodę, Którym do dzikiej dała natura postury Okropny ryk, kły, rogi, raci i pazury, Ptacy nosy i spony przy pierza lekkości, Skrzele ma niema ryba, i zęby, i ości, śądła gad jadowity, bazyliszek z oka Śmiertelną śle zarazę, w nozdrzach jest u smoka. WąŜ kąsa, a jeŜ kole, brzydki pająk truje, Tnie osa, mrówka, komor i biedna pchła uje; Nagi człowiek, bez broni, bez biegu, bez mocy, A wŜdy teraz ani lwi, ani się tak smocy Waśnią na się, jako on na swe własne plemię: Bestyje, ognie, wody, wiatry, nawet ziemię Stosuje, tu dowcipy, tu rozumy liczy, Gdy ludzi z świata gładzi, gdy bliźnich kaliczy! JeszczeŜ pogaństwo, jeszcze, co pod Mahometem Z bydlęty za cielesnym dało się impetem, I poboŜność, i prawo ostrą szablą mierza: Nie dziw, bo nie zna Boga i jego przymierza; Ale my, chrześcijanie, jako się sprawimy, śe stokroć bardziej sami z sobą się dławimy Niźli z Chiną Scytowie, niŜ Turcy a Persi, Pod jednym zabobonem Ŝyjąc, którym piersi I serce bisurmańskie, choć ścierwy obrzeŜą, Obewrzały nikczemną bydlęcą lubieŜą. Pojźry, o wieczny BoŜe, któryś niegdy tęgiem Ujął gniew sprawiedliwy przez niebo popręgiem I wiecznieś malowaną zawiązał obręczą Swój arsenał, skąd grozy twe nad światem brzęczą, Pojźry, na tęczę, którą słońce Twej dobroci We krwi i w wodzie świętym rumieńcem stokroci, 9 110 115 120 125 Dygres 420 425 430 W tej krwi, którą toczyła niedołęga nasza, W tej wodzie, co twych sądów na ludzi przygasza. Przez tę krew, przez tę wodę, która jednym stokiem Lała się wytoczona Syna Twego bokiem, Proszą Cię chrześcijanie, Stwórco miłosierny, Zamkni krwie w Cię wierzących Ŝałosne cysterny! Nie racz ich, nie racz, Panie, z twardym faraonem Za wielkie grzechy w Morzu zatapiać Czerwonem! Niech jej nie toczy srogi bisurmanin czopem, Nie racz świata drugi raz zatracać potopem! Ale niech nasze serca zwady i niesnaski Przeciw sobie wyrzucą, a dla Twojej łaski My, pod nowoprzymiernym którzy Ŝyjem kluczem, Tobie krzywdy i swoje urazy poruczem. Ty pokarzesz, kto winien; za Twych ludzi zgodą Spuszczą rogi poganie, którymi nas bodą. I jeŜeli nie wrócą, co naszą niesforą Wzięli, przynajmniej więcej juŜ niechaj nie biorą! [. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .] Co za przyczyna wrzawy i onej turnieje, Co pokój tak stateczny, tak długi rozchwieje? Powiedz, Muzo, to mając pieśni swych prawidłem, śe i swoimŜe uszom pochlebstwo obrzydłem; Cnotę zaś, która samą sławą się nagrodzi, Przyznać w nieprzyjacielu i chwalić się godzi! Tobie tej czci przedwieczne Ŝyczyć chciały losy; Stąd twych Snopów, Zygmuncie, kwitnąć będą kłosy I tobie, Władysławie, boś tu za Ojczyznę Pierwszą pięknej młodości połoŜył ćwiczyznę Z Osmanem, który na cię trzy sprowadził światy; Aleś ty sercem przeniósł rówiennika laty. A jako was fortuna złączyła tym placem, Świat Kuryjacyjusa widziałby z Horacem, Gdyby sercu i ręce puścić chciało lejce Zdrowie: boś nie w obozie, ale był w aptece; Przytomność jednak twoja i twój namiot głuchy 10 435 Tataro- wie 440 445 450 455 460 465 Serca dodawał i cnym Ŝołnierzom potuchy. CóŜ gdybyś wsiadszy na koń złotą klawą kinął! Jak wiał, tak by był Osman i z swem wojskiem zginął. Ordy naprzód tatarskie posiadszy te kraje, Gdzie przedtem Tauryka, dziś Krym i Nahaje, Urywczy wiodąc Ŝywot, o kobylem zdoju, Ani chcą, ani mogą posiedzieć w pokoju; Ani handlów prowadzą lądem albo wiosłem; Ani się pospolitem parają rzemiosłem; Ani ci wsi budują; ani wprzągszy wołu, Pługiem w ziemi ludzkiego szukają Ŝywiołu. Dom, talaga pleciona; strój, futro baranie; Bankiet, źrebię; w bachmacie ukontentowanie; śon, co trzeba któremu; z niewolników, sługi. W domu zabawa: derhy, uzdeczki, kańczugi. Więc czego nie dostaje, jakby słusznem prawem, Jeśli ukraść nie mogą, bojem biorą krwawem. Ta przeklęta szarańcza tak się w Polskę wpasła, śe dotąd tamta ściana nigdy nie wygasła, Bo lada w dzień, w bok koniom włoŜywszy ostrogi, ŚwieŜym dymem, świeŜemi kopcą ją poŜogi. Tak giną wsi i miasta, a za koŜdym razem Sto tysięcy dusz weźmie, sto zgładzi Ŝelazem. O! jako barzo często kwiat koronnej młodzi W pojśród ziemie ojczystej w tej tonął powodzi, A dziewek krwie szlacheckiej – cięŜki Ŝal bez miary! Pełne i dziś pogańskich przekupniów bazary; Z niemowiątek zaś owych, z których bite szlaki Za nimi, w kilku leciech widzim poturnaki, Którzy drogą krwie Pańskiej opłaceni ceną, Sprosnego Mahometa uśpieni Syreną, Onę myśl chrześcijańską jako paraliŜem Masłokiem zaraziwszy, świętym gardzą krzyŜem, Starszy z czół chrześcijańskich charakterów cechy, Krwią własną przez obrzezkę wpisani do Mechy. Takieć w Polszcze rabieŜy robiły i mordy 11
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Transakcyja wojny chocimskiej
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: