Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00407 006101 15934148 na godz. na dobę w sumie
Satyry - ebook/pdf
Satyry - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 96
Wydawca: Universitas Język publikacji: polski
ISBN: 978-832-421-127-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook (-9%), audiobook).

W „Satyrach” Ignacy Krasicki, najwybitniejszy z pisarzy polskiego oświecenia, daje się poznać jako obeznany działacz kulturalny, krytyk literacki i teatralny, publicysta, wreszcie wielki erudyta, który z łatwością porusza się w świecie. Dzięki wybitnej inteligencji, wszechstronnemu wykształceniu i talentowi literackiemu stworzył dzieło błyskotliwie wypowiadające się o otaczającej go rzeczywistości – ludziach, zdarzeniach, nurtach kulturalnych, społecznych, aktualnych modach i zwyczajach. „Satyry” pełne są trafnych spostrzeżeń wyrażonych w charakteryzującym się ekonomią słowa oraz tryskającym humorem stylu.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ISBN 97883-242-1127-2 CZĘŚĆ PIERWSZA (1779) 5 DO KRÓLA Im wyżej, tym widoczniej. Chwale lub naganie Podpadają królowie, najjaśniejszy panie! Satyra prawdę mówi, względów się wyrzeka: Wielbi urząd, czci króla, lecz sądzi człowieka. Gdy więc ganię zdrożności i zdania mniej baczne, Pozwolisz, mości królu, że od ciebie zacznę. Jesteś królem, a czemu nie królewskim synem? To niedobrze; krew pańska jest zaszczyt przed gminem. Kto się w zamku urodził, niech ten w zamku siedzi; Z tegoć powodu nasi szczęśliwi sąsiedzi. Bo natura na rządczych pokoleniach zna się, Inszym powietrzem żywi, inszą strawą pasie. Stąd rozum bez nauki, stąd biegłość bez pracy; Mądrzy, rządni, wspaniali, mocarze, junacy – Wszystko im łatwo idzie, a chociażby który Odstrychnął się na moment do swojej natury, Znowu się do niej wróci, a dobrym koniecznie Być musi i szacownym w potomności wiecznie. Bo od czegoż poeci? Skarb królestwa drogi, Rodzaj możny w aplauzy, w słowa nieubogi, Rodzaj, co umie znaleźć, czego i nie było, A co jest, a niedobrze, żeby się przyćmiło, I w to oni potrafią; sta też jak na smyczy Szedł chwalca za chwalonym, zysk niosąc w zdobyczy, A choć który fałsz postrzegł, kompana nie zdradził; Ten gardził, ale płacił, ów śmiał się, lecz kadził. Tyś królem, czemu nie ja? Mówiąc między nami, Ja się nie będę chwalił, ale przymiotami Niezłymi się zaszczycam. Jestem Polak rodem, A do tego i szlachcic, a choćbym i miodem 7 Szynkował, tak jak niegdyś ów bartnik w Kruszwicy Czemuż bym nie mógł osieść na twojej stolicy? Jesteś królem – a byłeś przedtem mości panem; To grzech nieodpuszczony. Każdy, który stanem Przedtem się z tobą równał, a teraz czcić musi, Nim powie „najjaśniejszy”, pierwej się zakrztusi; I choć się przyzwyczaił, przecież go to łechce: Usty cię czci, a sercem szanować cię nie chce. I ma słuszne przyczyny. Wszak w Lacedemonie Zawżdy siedział Tesalczyk na Likurga tronie, Greki archontów swoich od Rzymianów brali, Rzymianie dyktatorów od Greków przyzwali; Zgoła, byle był nie swój, choćby i pobłądził, Zawżdy to lepiej było, kiedy cudzy rządził. Czyń, co możesz i dziełmi sąsiadów zadziwiaj, Szczep nauki, wznoś handel i kraj uszczęśliwiaj – Choć wiedzą, chociaż czują, żeś jest tronu godny, Nie masz chrztu, co by zmazał twój grzech pierworodny. Skąd powstał na Michała ów spisek zdradziecki? Stąd tylko, że król Michał zwał się Wiszniowiecki. Do Jana, że Sobieski, naród nie przywyka, Król Stanisław dług płaci za pana stolnika. Czujesz to – i ja czuję; więc się już nie troszczę, Pozwalam ci być królem, tronu nie zazdroszczę. Źle to więc, żeś jest Polak, źle, żeś nie przychodzień; To gorsza (luboć, prawda, poprawiasz się co dzień) – Przecież muszę wymówić, wybacz, że nie pieszczę – Powiem więc bez ogródki: oto młodyś jeszcze. Pięknież to, gdy na tronie sędziwość się mieści; Tyś nań wstąpił mający lat tylko trzydzieści, Bez siwizny, bez zmarszczków; zakał to nie lada. Wszak siwizna zwyczajnie talenta posiada, Wszak w zmarszczkach rozum mieszka, a gdzie broda siwa, Tam wszelka doskonałość zwyczajnie przebywa. Nie byłeś, prawda, winien temu, żeś niestary; Młodość, czerstwość i rześkość piękneż to przywary, 8 Przecież są przywarami. Aleś się poprawił: Już cię tron z naszej łaski siwizny nabawił. Poczekaj tylko, jeśli zstarzeć ci się damy, Jak cię tylko w zgrzybiałym wieku oglądamy, Będziem krzyczeć na starych, dlatego żeś stary. To już trzy, com ci w oczy wyrzucił przywary. A czwarta jaka będzie, miłościwy panie? O sposobie rządzenia niedobre masz zdanie. Król to nie człowiek. To prawda, a ty nie wiesz o tym: Wszystko ci się coś marzy o tym wieku złotym. Nie wierz bajkom! Bądź takim, jacy byli drudzy. Po co tobie przyjaciół? Niech cię wielbią słudzy. Chcesz, aby cię kochali? Niech się raczej boją. Cóżeś zyskał dobrocią, łagodnością twoją? Zdzieraj, a będziesz możnym, gnęb, a będziesz wielkim; Tak się wsławisz, a przeciw nawałnościom wszelkim Trwale się ubezpieczysz. Nie chcesz? Tym ci gorzej; Przypadać będą na cię niefortuny sporzej. Zniesiesz mężnie – cierpże z tym myślenia sposobem; Wolę ja być Krezusem aniżeli Jobem. Świadczysz, a na złe idą dobrodziejstwa twoje. Czemuż świadczysz, z dobroci gdy masz niepokoje? Bolejesz na niewdzięczność – alboż ci rzecz tajna, Że to w płacy za łaski moneta zwyczajna? Po co nie brać szafunku starostw, gdy dawano? Po tym ci tylko w Polszcze króle poznawano, A zagrzane wspaniałą miłością ojczyzny, Kochały patryjoty dawcę królewszczyzny. Księgi lubisz i w ludziach kochasz się uczonych, I to źle. Porzuć mędrków zabałamuconych. Żaden się naród księgą w moc nie przysposobił: Mądry przedysputował, ale głupi pobił. Ten co niegdyś potrafił floty duńskie chwytać – Król Wizimierz – nie umiał pisać ani czytać. Waszej królewskiej mości nie przeprę, jak widzę; W tym się popraw przynajmniej, o co ja się wstydzę. 9 Dobroć serca monarchom wcale nie przystoi, To mi to król, co go się każdy człowiek boi, To mi król, co jak wspojźrzy, do serca przeniknie. Kiedy lud do dobroci rządzących przywyknie, Bryka, mościwy królu, wzgląd wspacznie obróci: Zły, gdy kontent, powolny, kiedy się zasmuci. Nie moje to jest zdanie, lecz przez rozum bystry Dawno tak osądziły przezorne ministry. Wiedzą oni (a czegoż ministry nie wiedzą!) Przy sterze ustawicznie, gdy pracują, siedzą, Dociekli, na czym sekret zawisł panujących. Z tych więc powodów umysł wskróś przenikających, Nie trzeba, mości królu, mieć łagodne serce: Zwycięż się, zgaś ten ogień i zatłum w iskierce! Żeś dobry, gorszysz wszystkich, jak o tobie słyszę, I ja się z ciebie gorszę, i satyry piszę. Bądź złym, a zaraz kładąc twe cnoty na szalę, Za to, żeś się poprawił, i ja cię pochwalę. 10
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Satyry
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: