Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00241 007579 18993479 na godz. na dobę w sumie
ŚWIAT Z PAPIERU I STALI. Okruchy Japonii - ebook/pdf
ŚWIAT Z PAPIERU I STALI. Okruchy Japonii - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 305
Wydawca: Waneko Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-89893-78-9 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże >> literatura faktu
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Zbiór felietonów Polaków, Japończyków i osób innych narodowości opisujących różne aspekty japońskiej kultury i codzienności.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

฀Okruchy Japonii rów nych. Ce ny by wa jà cza sem wr´cz nie bo­ tycz ne, ale mam wra ˝e nie, ˝e ˝ad na ga le ria sztu ki nie po wsty dzi ∏a by si´ ta kich wy ro bów. Nie mniej sze wra ˝e nie ro bià skle py z po­ zy tyw ka mi i Mu zeum We nec kie, na wet je Êli by li Êmy ju˝ w We ne cji. Ró˝ no barw ne ma ne­ ki ny w stro jach z epo ki, szkla ne ˝y ran do le, ko lo ro we zdo bio ne ce ki na mi ma ski, na kr´­ ca ne mi sie, pier ro ty, por ce la no we fi gur ki, ka ru ze le, ser dusz ka, kwia ty, szka tu∏ ki, mi nia­ tu ro we for te pia ny, krysz ta ∏o we ko nie i ∏a b´­ dzie – ty sià ce drob nych iskie rek, set ki dys­ kret nych ma ∏ych dzwo necz ków. I ni by nic – po zy tyw ka – ale za to wsz´ dzie mo ˝e byç ukry ta. Nie po do ba nam si´ por ce la no wa tan cer ka z kla sycz ne go ba le tu? Mo ˝e my ku­ piç pa ja cy ka, sa mo cho dzik, so w´, bo ha te ra fil mu ani mo wa ne go lub pu cha te go pie ska. A je Êli nas nie staç? Wiel ka spra wa! Pa mi´ç Autorka u wrót krainy pozytywek i zabawek i tak prze cho wa te prze pi´k ne cac ka, tym bar dziej, je Êli przed dal szà po dró ˝à od pocz nie my przez chwi l´ w nie sa mo wi tym na stro jo wym wn´ trzu sta rej ka wia ren ki roz Êwie tlo nej bla dy mi p∏o my ka mi se tek lamp naf to wych. Za pach kar me lu, Êmie tan ko we go kre mu, ka wy i go rà cej cze ko­ la dy, s´ ka te sto ∏y z pni sta rych drzew... – odro bi na luk su su. Je Êli nie lu bi my cze ko­ la dy, w przy dro˝ nym kra mie ku pu je my wi no­ gro na i me lo ny, pie czo­ ne ziem nia ki, kal ma ry lub sma ˝o ne ryb ki na pa ty ku. Su­shi?­Chi­ra­shi?­ Tem­pu­ra?3)­ Pro sz´ bar­ dzo – ty le wo kó∏ ko lo­ ro wych wi tryn ze sma­ ko wi cie wy glà da jà cy mi po tra wa mi. Ale uwa ga! Dania w witrynach kawiarni i restauracji to perfekcyjnie wykonane atrapy 110 3) Su­shi i chi­ra­shi­zu­shi – po pu lar ne da nia z su ro wych ryb i ry ˝u; tem­ pu­ra – wa rzy wa i owo ce mo rza sma ˝o ne w pa nier ce na g∏´ bo kim t∏usz czu (przyp. red.). Japonia dziÊ Da nia na wy sta wach to tyl ko atra py. Trud no uwie rzyç, zw∏asz cza ˝e wy glà da jà, jak by je do pie ro co przy rzà dzo no. Gdy ju˝ za spo ko imy g∏ód, a w kie sze ni zo sta ∏o jesz cze tro ch´ gro sza, war to wy braç si´ na prze ja˝d˝ k´ sta ro mod­ nà ryk szà. Wpraw dzie pro­ wa dzi jà nie wy so ki, czer stwy sta ru szek, ale spo koj nie – ten pan ma wi´ cej krze py ni˝ nie­ je den z Was, sza now ni tu ry­ Êci. Dro ga ta prze ja˝d˝ ka, praw da? Oj, to mo ˝e po zwo li my so bie cho cia˝ na ma ∏e zdj´ cie z ryk sza rzem i je go po jaz dem. Cyk! A te raz bie giem do po cià gu. Prze cie˝ przed za cho dem s∏oƒ ca mu si my jesz cze do trzeç do Sap po ro, gdzie ze szczy tu gó ry Mo iwa b´ dzie my po dzi wiaç nie sa mo wi tà pa no ra m´ mia sta. ■ Niepotrzebne skarby Yasuo­Hori t∏um. i red. Martyna Taniguchi Mieszkajà na strychach, w piwnicach, przepaÊcistych paszczach szaf, pod pokrywami drewnianych skrzynek, na dnie kartonowych pude∏ i koszy z bibelotami. Od dawna nieu˝ywane, choç wiele z nich ciàgle jeszcze spe∏nia swoje funkcje. Ich przeznaczenie jest ró˝ne, ale ∏àczy je jedno – zapomnienie. Sà: za du˝e, za ma∏e, przestarza∏e lub zbyt awangardowe... Z jednych ju˝ wyroÊliÊmy, na inne jeszcze nie czas... Niepotrzebne rzeczy – co z nimi poczàç? Wczo raj w mo im okr´ gu by∏ dzieƒ, w któ rym miesz kaƒ cy wy sta wia jà przed do my wszyst ko, co nie jest im ju˝ po trzeb ne: sta re me ble, ro we ry, urzà dze nia elek trycz ne... By∏ to wi´c „dzieƒ nie po trzeb nych rze czy”. Za wsze bar dzo na nie go cze kam – nie dla te go, ˝e bym chcia∏ co kol wiek wy rzu caç, ale dla te go, ˝e wte dy w∏a Ênie za mie niam si´ w „po szu ki wa cza skar bów”. Wczo raj uda ∏o mi si´ zna leêç pi´ç ro we rów gór skich. By ∏y ju˝ nie no we, ale ca∏ kiem spraw ne, gdy˝ ich po przed ni w∏a Êci cie le (ucznio wie szkó∏ pod sta wo wych 111 a r o t u a m u w i h c r a z . t o F ฀Okruchy Japonii ja kiÊ i Êred nich), jeê dzi li na nich rzad ko – g∏ów nie wo kó∏ do mów. Gdy ro­ we ry sta ∏y si´ za ma ∏e, ro dzi ce ku pi li im no we, a sta re po sta ∏y pew nie jesz cze czas w przy do mo wych sk∏a­ dzi kach, by wresz cie skoƒ czyç swo jà ka rie r´ wÊród wy sta wia nych przed dom ru pie ci. Po­ nie wa˝ za wsze by ∏em za pa lo nym ro we rzy stà, Smutny pluszowy miÊ na pró˝no czeka na swojego pana, wspominajàc dobre dni. od ra zu po czu ∏em, ˝e mu sz´ si´ za opie ko waç ty mi po rzu co ny mi ro we ra mi. Po za tym, za wsze kie dy wy­ je˝ d˝am za gra ni c´, bio r´ ze so bà ro wer, któ ry przy zwie dza niu miast s∏u ˝y mi ja ko Êro dek trans por tu. Pod ko niec po by tu od da j´ ro wer jed ne mu z „tu byl ców”. W po­ dob ny spo sób wy ko rzy stu j´ wie le „nie po trzeb nych skar bów”. Ra zem z ro we ra mi zna la z∏em dwie przy zwo ite wa liz ki. By ∏y du ˝e i na le ˝a ∏y praw do po dob nie do pa ry sta rusz ków, któ rzy nie mie li ju˝ si∏ wy pra wiaç si´ z ni mi w po dró ˝e. Bu szu jàc w ster tach gra tów w po szu ki wa niu „skar bów”, us∏y sza ∏em roz mo w´ w ob cym j´ zy ku. Trzech Bra zy lij czy ków prze ko py wa ∏o gó ry nie po trzeb nych rze­ czy, szu ka jàc cze goÊ, co da si´ na pra wiç i sprze daç. Nie opo dal sta ∏a nie wiel ka ci´ ˝a rów ka do prze wo ˝e nia „cen ne go ∏a dun ku”. WÊród gó rek ru pie ci kr´ ci li si´ tak ˝e Ja poƒ czy cy. Oni jed nak wy bie ra li tyl ko to czy owo z wierz chu. Ja poƒ skie Êmie cie dla wie lu lu dzi Êmie cia mi nie sà. Po nie wiel kich re pe ra cjach, z po wo dze niem mo gà byç jesz cze wy ko rzy sta ne. Ja sam w ostat nich la tach ze bra ∏em spo ro „Êmie ci”, któ re s∏u ˝à mi do dziÊ. Sà to prze de wszyst kim ta kie urzà dze nia, jak: elek trycz ny gar nek, ra dio, ter mo wen ty la tor itp. Kil ka lat te mu w po pu lar nym cza so pi Êmie Ma­ini­chi uka za∏ si´ ra port z por tu Shi mi zu (w gu ber ni Shi zu oka), gdzie ster ty ru pie ci szyb ko zni ka ∏y za spra wà fi li piƒ­ skich ma ry na rzy, któ rzy trans por to wa li wy rzu co ne przez Ja poƒ czy ków „skar by” na po k∏ad swo ich jed no stek. Je den z Fi li piƒ czy ków, za py ta ny, czym sà dla nie go ja poƒ­ skie sk∏a do wi ska Êmie ci, od po wie dzia∏: To­ miej­sca,­ gdzie­ za­wsze­ mo˝­na­ zna­leêç­ wie­le­cen­nych­przed­mio­tów,­bar­dzo­lu­bi´­tam­przy­cho­dziç. Po tem z ko lei on za py ta∏ pra cow ni ka ga ze ty: Dla­cze­go­Ja­poƒ­czy­cy­wy­rzu­ca­jà­ty­le­u˝y­tecz­nych­rze­czy? Dzien­ ni karz nie po tra fi∏ od po wie dzieç. Ju˝ od 30 lat w ja poƒ skim spo ∏e czeƒ stwie pa nu je „mo da”, aby „ku piç i wy rzu­ ciç”. Sprze daw cy za wsze za ch´ ca jà nas do na by wa nia co raz to wi´k szej ilo Êci 112  Japonia dziÊ no wych, wspa nia ∏ych pro duk tów. Sta rusz ko wie pa mi´ ta jà cy jesz cze daw ne chu­ de la ta sà zde cy do wa ny mi prze ciw ni ka mi tej ten den cji. Nie ste ty, m∏od sze po ko­ le nie nie ma ta kich opo rów, tym bar dziej, ˝e w obec nej sy tu acji eko no micz nej cz´ sto pa ra dok sal nie ∏a twiej i ta niej jest ku piç no wy sprz´t, ni˝ ba wiç si´ w na­ pra wia nie star sze go. Ta kie kon sump cyj ne po dej Êcie m∏od szej cz´ Êci ja poƒ skie go spo ∏e czeƒ stwa bar dzo mnie mar twi. Bo j´ si´, do kàd nas to za pro wa dzi... ■ Japoƒskie kafejki internetowe* Cleve­Lendon t∏um. Martyna Taniguchi Kafejki internetowe istniejà ju˝ prawdopodobnie we wszystkich rozwini´tych paƒstwach Êwiata. Oprócz japoƒskich, mia∏em okazj´ odwiedzaç kanadyjskie, irlandzkie i amerykaƒskie. Na podstawie tego, co widzia∏em, mog´ stwierdziç, ˝e te japoƒskie sà najciekawsze. W Ka na dzie w ty po wej ka wiar ni in ter ne to wej po da je si´ prze kà ski i na po je, a sprz´t sta no wi zwy kle ok. 20 kom pu te rów nie naj now szej ge ne ra cji. Ja poƒ skie net­to­kis­sa sà o wie le wi´k sze, bar dziej luk su so we i o wie le po pu lar niej sze. Te to kij­ skie, do któ rych za glà dam, wy po sa ˝o ne sà za wsze w ok. 100 no wych kom pu te rów! Z ce na mi na po zio mie 400–500 je nów za go dzi n´ mo gà z po wo dze niem kon ku ro­ waç z ka fej ka mi ka na dyj ski mi. Wpraw dzie w Ka na dzie ce ny sà po rów ny wal ne, ale w Ja po nii klien tom przy s∏u gu jà dar mo we na po je. In na wa˝ na ró˝ ni ca – w ja poƒ skich ka wiar niach mo˝ na uzy skaç szyb sze i lep sze po ∏à cze nie z in ter ne tem (wi´ cej kom pu te rów, zwy kle wi´ cej ni˝ je den ser wer, bar­ dzo szyb kie, no wo cze sne ∏à cza). Po nad to w ka˝ dej net­to­kis­sa sto jà pó∏ ki cia sno za sta wio ne ko mik sa mi. Znu dzi∏ Ci si´ czat? Wo lisz po czy taç man g´? Pro sz´ bar­ dzo. Cz´ sto te˝ kom pu ter, któ re go u˝y wasz, mo ˝e s∏u ˝yç rów nie˝ ja ko te le wi zor. Je Êli nie masz ocho ty na sur fo wa nie po sie ci, mo ˝esz wy po ˝y czyç DVD i obej rzeç so bie ja kiÊ film. Kie dy id´ do ka fej ki in ter ne to wej, za wsze za bie ram ze so bà di sc ma na i p∏y ty z ulu bio nà mu zy kà. To dla mnie ar ty ku ∏y pierw szej po trze by z dwóch po wo dów. Po pierw sze, w nie któ rych net­to­kis­sa pusz cza si´ jazz w nie naj lep szym ga tun ku, a te go po pro stu nie zno sz´. Po wtó re, cza sa mi zda rza si´, ˝e ja kiÊ wy jàt ko wo zm´ czo ny goÊç przy sà sied nim sta no wi sku za czy na g∏o Êno chra paç. To kij skie ka wiar nie in ter­ * Powy˝szy artyku∏ ukaza∏ si´ w piÊmie „La Revuo Orienta” nr 3/2005. Przedruk za zgodà redakcji. 113 ฀Okruchy Japonii ne to we nie znie ch´ ca jà Êpio chów. Prze ciw nie, stwa rza jà im jak naj lep sze wa run ki do wy po czyn ku, al bo wiem na wet Êpià cy klient po zo sta je za wsze klien tem (wszak p∏a ci tak czy ina czej). Za sad ni czo net­to­kis­sa sà otwar te przez ca ∏à do b´ i ofe ru jà spe cjal ne zni˝ ki dla tych, któ rzy za mie rza jà zo staç kil ka lub kil ka na Êcie go dzin. Wie­ le dys po nu je bar dzo wy god ny mi, roz k∏a da ny mi fo te la mi, na któ rych nie s∏y cha nie ∏a two si´ za sy pia. Na miej scu mo˝ na te˝ za opa trzyç si´ w ma secz k´ na oczy. Co wi´ cej, znam na wet ka wiar nie, w któ rych mo˝ na wziàç prysz nic! Pe wien mój przy ja ciel, któ re go przez przy pa dek spo tka ∏em w jed nej z ka fe jek in ter ne to wych, za py ta∏ mnie, cze mu od wie dzam net­to­kis­sa, je Êli mam do bry kom­ pu ter i szyb kie ∏à cze w do mu? Od po wie dzia ∏em, ˝e cza sem mi mo wszyst ko war to wyjÊç z mieszkania. Przy tym, gdy bym po szed∏ do zwy k∏ej ka wiar ni, mu sia∏ bym ku piç przy naj mniej coÊ do pi cia. Koszt po by tu w ka fej ce in ter ne to wej (je Êli je ste Êmy w niej nie d∏u go), wy no si nie wie le wi´ cej ni˝ ce na fi li ˝an ki ka wy. Dla mnie po byt w net­to­kis­sa to ca∏ kiem mi ∏y spo sób na sp´ dze nie wol ne go cza su. ■ Przylàdek wiatru i mg∏y Martyna­Taniguchi Notatki z prywatnych podró˝y, migawki z przesz∏oÊci, sàdy i uczucia na tyle prawdziwe, na ile mo˝e pozwoliç krótkowzrocznoÊç chwili. Czy i Wam nie dokucza czasem ta u∏omnoÊç oka, ducha i umys∏u...? P´ dzi my na spo tka nie z bra tem m´ ˝a, do Wak ka nai – sto li cy przy làd ka Soya. Ten ma leƒ ki cy pe lek to naj da lej wy su ni´ ty na pó∏ noc ka wa ∏ek Ja po nii. Oczy wi Êcie, okre Êle nie „p´ dzi my” mo˝ na by uznaç za nie co nie Êci s∏e, al bo wiem mój teÊç – uoso­ bie nie spo ko ju, a pa sja mi i asce ty zmu – ni gdy nie prze kra cza za wrot nej pr´d ko Êci 80 km/h. Mi mo to cià gle je stem Êwiad kiem fe no me nu opi sa ne go ju˝ wcze Êniej przez Alek san dr´ – na wet na au to stra dach nie pierw szej ju˝ m∏o do Êci au to ja koÊ nie za wa dza in nym kie row com. Nikt nie da je ner wo wych zna ków Êwia t∏a mi, nie po ka­ zu je star sze mu pa nu ob raê li wych ge stów. Nie s∏y chaç rzu ca nych przez uchy lo ne okno po rad w sty lu: Eeej,­ociec,­cià­gnik­se­kup­cie! Sa mo chód jest nie mi ∏o sier nie wy ∏a do wa ny wszyst kim, o czym w po dró ˝y tro skli wa ˝o na i mat ka – mo ja te Êcio wa – ni gdy nie po win na za po mi naç, wi´c przede wszyst kim je dze niem. Za sta na wiam si´, ja kim cu dem ro dzi ce m´ ˝a sà ta cy szczu pli, zw∏asz cza zna jàc skry te upodo ba nia teÊcia do pysz nych s∏o dy czy, któ re w Ja po nii ser wu je si´ pod naj prze ró˝ niej szy mi po sta cia mi. 114  Japonia dziÊ i k r o t u a m u w i h c r a z a i c ´ j d z e i k t s y z s W Ma∏e mieszkanko na dalekim przylàdku – zwyczajni japoƒscy rodzice, ich syn – pastor – i dwie egzotyczne synowe. Na stoliku w kubeczkach ˝eƒszeniowa herbatka. Ju˝ na samà myÊl o niej cz∏owiekowi „robi si´ lepiej”. Je dzie my na pó∏ noc. Szo sa wi je si´ nad ma la chi to wym mo rzem, mknie tu ne la­ mi, za kr´ ca nad prze pa Êci sty mi pasz cza mi wà wo zów. No gi le pià si´ do tan det nych san da∏ ków – go rà co – ale po dob no ju˝ nie d∏u go b´ dzie du ˝o ch∏od niej. Po ja kimÊ cza sie wpa da my w usta d∏u gie go, kil ku na sto ki lo me tro we go tu ne lu wy drà ˝o ne go w brzu chu wiel kiej gó ry. Kie dy Êwia t∏o dnia znów pa da na przed nià szy b´, kra jo­ braz zmie nia si´ dia me tral nie. Je stem w in nym Êwie cie. Nie ocze ki wa nie ro bi si´ ciem no i po chmur no. Wiatr t∏u cze o szy by jak w fil mach gro zy. Szo sà pe∏ znie mg∏a. Otu la sa mo chód cien ki mi, mlecz ny mi pa sma mi. Gdy od p∏y wa, na zbo czach gór po ja wia jà si´ dzi kie iry sy. W przy dro˝ nych ogród kach kwit nà bzy... Da li bóg, jest ko niec czerw ca! Do pie ro si´ zdzi wi´, kie dy na za jutrz zo ba cz´ wio sen ne pry mu le. Wak ka nai to ca∏ kiem spo re mia sto. Jest tu kil ka do mów to wa ro wych i na wet ma ∏e lot ni sko. Na skle pach ta bli ce z ro syj ski mi na pi sa mi. Po dob no spo ro tu ro syj skich tu ry stów, a miesz kaƒ cy mia sta pro wa dzà z Ro sjà doÊç o˝y wio ny han del – przede wszyst kim cho dzi o kra by... Brat m´ ˝a i je go ko re aƒ ska ˝o na miesz ka jà w sta rym zim nym ga le riow cu. Za­ ra bia jà nie wie le. Ro dzi ce wio zà im w po da run ku od ku rzacz i ∏a ko cie. Cho cia˝ wi dzia ∏am ju˝ sym pa tycz nà pa r´ na zdj´ ciach, spo tka nie „na ˝y wo” za wsze bu dzi wie le emo cji. Hy un Hee oka zu je si´ du ˝o pi´k niej sza ni˝ na fo to gra fiach, de li kat­ na jak wio sen na ro Êlin ka... Yoshi ka zu to mi ∏y mi sio wa ty pa sto r, któ ry by nam niej nie rzu ca si´ na nas z krzy ˝em w jed nej r´ ce i kro pi d∏em w dru giej. Obo je bar dzo si´ sta ra jà pod jàç nas jak naj le piej. Za ma wia jà wspa nia ∏à ko la cj´. Na sto le po ja­ wia jà si´ wi´c su­shi, krab ogromny jak m∏o da dy nia, wiel kie ∏a py t∏u stej oÊmior­ ni cy, któ re sa me mu mo˝ na so bie upichciç w ma lut kich prze no Ênych pie cy kach, me lon wiel ko Êci do rod ne go ar bu za, ry˝, kil ka ga tun ków ma∏ ˝y i je ˝ow ce. Hy un 115 ฀Okruchy Japonii Hee ca∏ kiem nie êle po dob no porozumiewa si´ ju˝ po ja poƒ sku. Yoshi ka zu Êmie je si´ z jej po wie dzo nek i mówi, ˝e ma te raz ta kie du ˝e dziec ko w do mu, py ta, czy ja te˝? Bra to wa po ka zu je zdj´ cia z ich Êlu bu. Wi daç, ˝e sà bar dzo do brà pa rà. Mà˝ szep cze mi do ucha, ˝e brat jest te raz o wie le po god niej szy ni˝ czte ry la ta te mu, kie dy si´ ostat ni raz wi dzie li... Za wsze za sta na wiam si´ nad pro stym fe no me nem tych ja poƒ skich po wi taƒ po la tach. Nie przy po mi na jà one z go ∏a na szych wy lew nych ob ∏a pia nek okra szo nych ∏za mi i po ca ∏un ka mi. Ow szem, oni cie szà si´ i Êmie jà jak my, ale nie Êci ska jà si´, nie przy tu la jà, nie po da jà so bie ràk. Zwy kle wy star czy g∏´ bo ki uk∏on, cieƒ wzru sze nia na twa rzy. Kie dy my Êl´ o tych ci chych przy ja znych po wi ta niach, przy po mi na jà mi si´ opo wie Êci Aleksandry o tym, jak za re ago wa∏ jej mà˝ Japoƒczyk, kie dy po raz pierw szy ca ∏a ple ja da polskich ko le gów pospieszy∏a, by go wyca∏owaç i wyÊciskaç, oraz ma ∏a lot ni sko wa sce na z udzia ∏em mo ich te Êciów, gdy przy je cha li do Pol ski na nasz Êlub. Wie dzàc ju˝ co nie co o ja poƒ skich zwy cza jach, b∏a ga ∏am mo jà mat k´, aby nie rzu ca ∏a si´ go Êciom na szy j´. Zgad nij cie Paƒ stwo, co zro bi ∏a, kie dy tyl ko zo ba­ czy ∏a ro dzi ców mo je go na rze czo ne go...? Tak, przy wi ta ∏a si´ z ni mi „na mi sia”. Wróç my jed nak na Soya Mi sa ki, zw∏asz cza ˝e wi´k szoÊç tu ry stów ra czej tam nie za glà da. Na dwo rze wie je wiatr­urwij ∏e pek. Po dob no w le cie tem pe ra tu ra ni gdy nie prze kra cza tu 20° C. Hy un Hee pa nicz nie boi si´ zi my. Po cho dzi z bar dzo cie p∏ych stron. Ju˝ te raz mar z nie, a co b´ dzie po tem? Wy mie nia my po dar ki. Do sta j´ ele ganc kie pe rfu my i prze pi´k ny s∏o iczek, za wie­ ra jà cy doÊç pa skud ny ˝eƒ sze nio wy pro szek (ju˝ na dzieƒ do bry zo sta li Êmy nim ura cze ni), któ ry na le ˝y roz pu Êciç w wo dzie i piç jak zió∏ ka. Ów wiel ce nie smacz ny de kokt (po le cam zw∏asz cza mi ∏o Êni kom ˝yw no Êci „eko lo gicz nej”) po dob no czy ni cu da. Przy wra ca si ∏y, m∏o doÊç, zdro wie i uro d´. Zwal cza te˝ ra ka... Ma ∏y ∏y czek... Brr rch... Mam na dzie j´ na nic ni gdy nie cho ro waç! Na st´p ne go dnia wy ru sza my na sam skraj przy làd ka. Wiatr jest co raz sil niej szy – sto ków gór trzy ma jà si´ roz pacz li wie przy gi´ te do zie mi, ob le pio ne po ro sta mi pnie ko so drze wi ny. Nie sio na wi chrem mor ska sól w˝e ra si´ w drze wa, mu mi fi ku jàc je za ˝y cia – ga ∏àê po ga ∏´ zi. Od stro ny mo rza bi je og∏u sza jà cy ryk fal i nie wy raê ne krzy ki wie lkich mew, któ rych sta da uno szà si´ na wo dzie przy brze gu. W ogród kach mi ja­ nych do mów kwit nà dzi kie ja b∏o nie. Mam dziw ne wra ˝e nie co fa jà ce go si´ cza su. Mo rze jest zim ne, lÊni jak cien ka po gnie cio na fo lia, w któ rà pa ku je si´ cze ko lad ki. Mor skie pta ki ska czà po ka mie ni stych pla ˝ach. Wy bie ra jà wy rzu co ne przez ry ba ków reszt ki ma∏ ˝y i kra bów. Zim no i wietrz nie, ale Êwie ci s∏oƒ ce. Yoshi ka zu ˝ar tu je, ˝e to chy ba spe cjal nie na nasz przy jazd. Wy da je mi si´, ˝e mó wi po ja poƒ sku wy raê niej ni˝ mo ja dru ga po ∏o wa, ale bra to wa ˝a li si´, ˝e kie dy mà˝ pro wa dzi msz´, ona nic nie ro zu mie. Hy un Hee uczy si´ z ksià ˝ek i s∏ow ni ka – sa ma, bo w Wak ka nai nie ma kur sów ja poƒ skie go. Po za tym i tak jest jej nie ∏a two. Ty le pra cy... Ja ko ˝o na pa sto ra mu si byç wsz´ dzie – sprzà taç, do glà daç, or ga ni zo waç, dzia ∏aç, a przede wszyst kim 116  Japonia dziÊ co dzien nie byç na no gach ju˝ o wpó∏ do czwar­ tej ra no. Oby dwo je bu dzà si´ o tej po rze, ˝e by zro zu mieç naj da lej miesz ka jà cych wier nych, któ rzy wsta jà w no cy, by do trzeç do Wak ka nai na po ran nà mo dli tw´. Praw d´ mó wiàc, nie wie le roz ma wia my o re­ li gii. To le ran cja to bar dzo trud ne s∏o wo, tym trud niej sze, ˝e dwaj bra cia, któ rzy, we so ∏o ga­ w´ dzàc, sto jà te raz obok mnie na nie uro dzaj nej zie mi wietrz ne go przy làd ka, otwie ra jà co ra no ró˝ ne mo dli tew ni ki, a kie dy chwa là swo ich bo­ gów wszech rze czy, z ich ust pa da jà in ne imio na. Wpraw dzie re li gia mo je go m´ ˝a uczy, ˝e Bóg ma wie le twa rzy, lecz ka˝ dy z nas wszak jest ma lucz ki. Dla te go wcià˝ po wsta jà no we ko Êcio­ ∏y, a ko lej ne po ko le nia pró bu jà na no wo od kry­ waç sens ukry ty w pra daw nych ksi´ gach. Na cy plu stoi po mnik s∏yn ne go sa mu ra ja. Wiel ki po dró˝ nik Ma miya Rin zo ja ko pierw­ szy spo rzà dzi∏ ma py oko licz nych wy brze ˝y. Da lej dwa dzwo ny – wiel ki i ma ∏y. Oba od la no z mo net ze bra nych na ca ∏ym Êwie cie. G∏os du­ ˝e go to mo dli twa o po kój, ma ∏y pro si o szcz´­ Êcie dla wszyst kich dzie ci. Jest te˝ s∏up – ni by nic wiel kie go, ale tak ˝e wo ∏a nie o po kój – po ja poƒ sku, an giel sku, ko re aƒ sku i... po ro syj sku. Lf ,eltn vbh xtkjd txtcndf dj dc=v vbht*. Obok wzno si si´ po mnik. Pew ne go dnia ko re­ aƒ ski sa mo lot pa sa ˝er ski zbo czy∏ nie co z kur su i do sta∏ si´ na mo ment na te ry to rium po wietrz­ ne ZSRR. Po dob no to do wód ca ba zy woj sko­ wej nie wie dzieç cze mu uzna∏ go za jed no stk´ wro ga. Nie na my Êla∏ si´ d∏u go. Zna∏ pro ce­ du r´. A mo ˝e nie tak to by ∏o, mo ˝e za wi ni∏ ktoÊ in ny... Niewa˝ ne. Nikt z pa sa ˝e rów nie prze ˝y∏. Lf ,eltn vbh.... Do ty kam r´ kà na pi­ su. Pro ste li te ry – my Êl´, ˝e ta kie rze czy naj le­ piej poj mo waç bez udzia ∏u ro zu mu i te go we­ * Pokój ludzkoÊci na ca∏ym Êwiecie (przyp. autorki). Mamiya Rinzo – to za jego sprawà powsta∏y pierwsze mapy odleg∏ych wybrze˝y Japonii. Cz∏owiek cz∏owiekowi... cz∏owiekiem. 117 ฀Okruchy Japonii wn´trz ne go t∏u ma cza, któ ry zwy kle prze k∏a da nam ob ce s∏o wa na j´ zyk na szej pod Êwia do mo Êci. Po­kój­ludz­ko­Êci... Nie wiem, czy w tej chwi li uÊmie cha cie si´ smut no, czy ra czej iro nicz nie, a mo ˝e nie uÊmie cha cie si´ wca le. Ale po cze kaj cie, prze cie˝ nie wie my, kto go tu po sta wi∏, ten g∏u pi s∏up z wo ∏a niem o po kój w czte­ rech j´ zy kach, i czy nie zro bi∏ te go z naj szczer szy mi in ten cja mi? Oczy wi Êcie, nie uro dzi ∏am si´ wczo raj, wiem, wiem – cz∏o wiek cz∏o wie ko wi... cz∏o wie kiem. Mi mo to na wet te raz, kie dy pi sz´... oczy szklà mi si´... od wia tru, tak, na pew no od te go po twor ne go wia tru, któ ry wte dy wt∏a cza∏ nam z po wro tem do ust na sze od de chy i za mie nia∏ w∏o sy na g∏o wach w gi gan tycz ne ko∏ tu ny. Wra ca my, fa le bi jà o ska ∏y przy làd ka. Na brze gach pi´ trzà si´ sto sy boi ry bac kich – ˝ó∏ te, czer wo ne, po ma raƒ czo we... W po po ∏u dnio wym s∏oƒ cu wy glà da jà jak gó ry doj rza ∏ych dy ni i me lo nów. Pod kry sta licz nie czy stà po wierzch nià wo dy wi daç ko­ lo ro we dy wa ny wo do ro stów. A mo rze, jak wszyst kie in ne mo rza w tym re jo nie Êwia ta, jest zim ne, s∏o ne i pe∏ ne pta sich krzy ków. Tak bli sko stàd do Ro sji... To nie Holandia, to Japonia. Po dro dze za trzy mu je my si´ na mo ment przed olbrzy mim wia tra kiem, pod któ­ rym na czy stej, zie lo nej ∏àcz ce pa sà si´ swoj skie kra su le. Tu˝ obok jest za jazd, a na par kin gu dwa au to ka ry. Wy ciecz ki? Tak, oka zu je si´, ˝e zw∏asz cza dla star szych miesz kaƒ ców Ja po nii Êwie ˝e mle ko pro sto od kro wy i sma ˝o na wo ∏o wi na to po­ tra wy nie mniej eg zo tycz ne ni˝ dla nas... no, daj my na to, sa ∏at ka z oÊmior ni cy. Oczy wi Êcie w ja poƒ skich skle pach nie bra ku je na bia ∏u, a jo gur ty z Hok ka ido na­ le ˝à do naj smacz niej szych, ja kich uda ∏o mi si´ spró bo waç, jed nak kro wa i mle ko to, bio ràc pod uwa g´ pra sta rà hi sto ri´ Ja po­ nii, „wy na laz ki” sto sun ko wo nie daw ne. Na szcz´ Êcie mo ja ja poƒ ska ro dzi na zda je so bie spra w´, ˝e dla mnie wo ∏o we fry ka sy nie sà spe cjal nà atrak cjà, za tem na po ˝e gnal ny obiad idzie my do re stau ra cji ser wu jà cej kra by. Ja ko goÊç ho no ro wy do sta j´ naj lep sze da nie – tem­ pu r´ i go to wa ne kra bo we nó˝ ki... Obok ta le­ rza, za wi ni´ te w ser wet k´, le ˝à ja kieÊ szczyp­ czy ki i klesz cze do prze ci na nia sko ru py oraz d∏u ga ∏y ˝ecz ka­skro bak do wy cià ga nia mi´ sa. Jak si´ po s∏u gi waç ta ki mi sztuç ca mi? Nie mam po j´ cia. Sie dz´ przy sto le jak ma ∏e dziec ko. Mà˝ kar mi mnie tro skli wie kra bem. Szwa gier przy glà da nam si´ z do bro dusz­ nym uÊmie chem. Py ta, czy je stem szcz´ Êli wa, ta ka szcz´ Êli wa jak on...? Na od jezd nym d∏u go si´ so bie k∏a nia my, a po tem Hy un Hee i Yoshi ka zu na za chod nià 118  Japonia dziÊ mo d∏´ Êci ska jà mi r´ ce. – Trzy maj cie si´! Dbaj cie o sie bie! – krzy czà ro dzi ce, ale pa stor i je go ˝o na ju˝ ich nie s∏y szà – zo sta li da le ko na szo sie przy ma ∏ej wy na j´ tej fur go net ce, ma cha jà wy so ko wy cià gni´ ty mi w gó r´ ra mio na mi. Za ich ple ca mi wielkà po ma raƒ czà za cho dzi s∏oƒ ce. ■ Zniewoleni Koreaƒczycy, porwani Japoƒczycy Yasuo­Hori t∏um. i red. Aleksandra Watanuki By∏ rok 1983, wy jàt ko wo s∏o necz ne la to. Dwu dzie sto trzy let nia Ke iko Ari mo­ to z ra do Êcià prze mie rza ∏a nie zna ne jej uli ce Ko pen ha gi. Przy je cha ∏a tu na kil ka dni w cza sie prze rwy w za j´ ciach na uni wer sy te cie w An glii, po tem pla no­ wa ∏a od wie dziç te˝ ro dzi ców w Ja po nii. Oj, b´ dzie co opo wia daç! – my Êla ∏a. O tej po rze przed mie Êcia by ∏y pu ste i ci che. Ke iko przy sta n´ ∏a przed wy sta wà skle po wà, mo ˝e w ostat niej chwi li do ku pi jesz cze ja kiÊ pre zent? Na gle z pi skiem opon tu˝ obok niej za ha mo wa∏ sa mo chód. Ke iko ze zdu mie niem pa trzy ∏a na dwóch Azja tów, któ rzy wy sko czy li z sa mo cho du. Je den sus i by li ju˝ przy niej, z∏a pa li jà za r´ ce i po cià gn ´ li do au ta. „Pa no wie, co wy ro bi cie?!” – krzyk n´ ∏a dziew czy na, ale ju˝ za mkn´ ∏y si´ drz wicz ki i sa mo chód ru szy∏ w nie zna ne... Ke iko Ari mo to zo sta ∏a prze trans por to wa na do Ko rei Pó∏ noc nej, gdzie zmu szo­ no jà do pra cy dla te go paƒ stwa. W pi´ç lat póê niej zmar ∏a w ta jem ni czych oko­ licz no Êciach. Ni gdy ju˝ nie zo ba czy ∏a ro dzin nej Ja po nii. Trzy na sto let nia Me gu mi ba wi ∏a si´ na pla ˝y z przy ja ció∏ mi. Od da li ∏a si´ od nich spo ry ka wa ∏ek, kie dy z przy cu mo wa nej do brze gu ∏o dzi wy siad∏ m∏o dy m´˝ czy zna. Pa trzy ∏a, jak pod cho dzi do niej, uÊmie cha jàc si´, gdy na gle wy szarp nà∏ zza ple ców p∏ó cien ny wo rek i na rzu ci∏ jej na g∏o w´. Po tem po czu ∏a moc ne ude rze nie... Ock n´­ ∏a si´ na stat ku p∏y nà cym w kie run ku Ko rei Pó∏ noc nej. Ona rów nie˝ mia ∏a ju˝ ni gdy nie zo ba czyç Ja po nii, zmar ∏a w 1993 r., tak ˝e w spo sób bar dzo po dej rza ny. Ta kich in cy den tów jak po wy˝ sze by∏o kil ka dzie siàt (w wi´k szo Êci na te ry to rium Ja po nii). Za ka˝ dym ra zem Ja poƒ czy cy, Ja pon ki, a nie rzad ko i pa ry wy wo ˝eni by li si ∏à do Ko rei, gdzie po od by ciu przy mu so we go szko le nia ide olo gicz ne go w spe­ cjal nym obo zie, zmu szano ich np. do pro wa dze nia lekcji j´zyka japoƒskiego dla szpie gów ko re aƒ skich. Wie lu z nich zmar ∏o po kil ku lub kil ku na stu la tach w wy­ 119
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

ŚWIAT Z PAPIERU I STALI. Okruchy Japonii
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: