Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00053 008677 20279672 na godz. na dobę w sumie
Polityka filozofii. Eseje - ebook/pdf
Polityka filozofii. Eseje - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 252
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1116-6 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Książka, którą składam w ręce czytelników, jest podwójnie przewrotna. Jej pierwsza część zawiera eseje i artykuły poświęcone kwestiom filozofii polityki. Wszelako na równi z polityką, choć w sposób nieco zakamuflowany, ich tematem jest sama filozofia polityki, osobliwe i trudno zauważalne ograniczenia, którym podlega każda myśl filozoficzna, wynikające z jej aspiracji do pewnego publicznego znaczenia, a więc jej nieuchronna polityczność. Dlatego „filozofia polityki” przechodzi tu w „politykę filozofii” i na tym też polega pierwsza przewrotność. Na czym polega druga? (…) Oddając się sprawie wolności w uprawianiu filozofii polityki nauczyłem się przeto okiem człowieka wolnego spoglądać na filozofię. Dlatego druga część książki to prace metafilozoficzne, a więc o filozofii samej. Dotyczą różnych spraw, lecz z jedną wspólną intencją wyzwolenia filozofii od niej samej. I to jest również przewrotne.
- Jan Hartman

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ISBN 97883-242-1116-6 Spis treści Od autOra . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 FILOZOFIA DLA WOLNOŚCI . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . dlaczego przestałem być konserwatystą? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . adres moralny do lewicy i prawicy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Nowe Oświecenie! . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Powstanie i kres idei własności . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Logika sporu religijnego, czyli klęska niewierzącego . . . . . . . . . . 11 13 27 45 63 87 WOLNOŚĆ DLA FILOZOFII . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 103 Ignorancja . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 105 Nieproszony moderator, czyli filozofowie i humaniści . . . . . . . . . 119 tożsamość etyka, czyli uprawianie etyki jako problem moralny . 131 Śmierć Hegla, śmierć filozofii . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 151 Fenomenologia i kryzys . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 165 Filozofia umiera . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 197 Metafilozofia jako filozofioznawstwo . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 211 O uniwersytet sofistyczny . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 225 Eros i tanatos . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 243 Źródła tEkstów . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 249 Od autora książka, którą składam w ręce czytelników, jest podwójnie prze- wrotna . Jej pierwsza część zawiera eseje i artykuły poświęcone kwe- stiom filozofii polityki . wszelako na równi z polityką, choć w spo- sób nieco zakamuflowany, ich tematem jest sama filozofia polityki, osobliwe i trudno zauważalne ograniczenia, którym podlega każda myśl filozoficzna, wynikające z jej aspiracji do pewnego publiczne- go znaczenia, a więc jej nieuchronna polityczność . dlatego „filozo- fia polityki” przechodzi tu w „politykę filozofii” i na tym też polega pierwsza przewrotność . Na czym polega druga? Filozof w roli pisarza politycznego wpada w pułapkę wyobco- wania, będącego następstwem moralnej i intelektualnej dwuznacz- ności samej filozofii . rola filozofa, a szerzej intelektualisty, ma już to do siebie, że wprawiający się w nią autor czuje się zobowiązany do rozwagi, powściągliwości, a w rezultacie do pewnego oportuni- zmu . te właściwości społecznej funkcji filozofii stają się szczególnie widoczne na terenie filozofii polityki i przejawiają się skłonnością zachowawczą w pisaniu o polityce, a także nadmiernym skupie- niem na własnym „doświadczeniu kondycyjnym” homme de lettres . Jedno i drugie negatywnie oddziałuje na pisarstwo polityczne, pod- mywając szczere intencje filozofa, zobowiązanego przecież do nie- zależności i krytycyzmu, oraz pogłębiając jego wyobcowanie i dy-  Od autora stans, jaki tym bardziej oddziela go od politycznej rzeczywistości, im bardziej wmyśla się we własne z niej wyalienowanie . roztrop- ne mentorstwo i autotematyczność stają się dlań nawykiem i bez- piecznym azylem . Ze szkodą dla wolności! dla wolności samego fi- lozofowania i wolności życia politycznego, którą dyskurs politycz- ny filozofa oplata i pęta niepostrzeżenie jedwabnymi nićmi wyższej miary politycznej retoryki . Świadom tego ryzyka, do pewnego stop- nia zdradzam pozycję filozofa, w imię wolności, której w swych ese- jach bronię . tyle właśnie może uczynić filozof dla wolności: wyrzec się niektórych wygodnych prerogatyw filozofa, gdy mówi o polity- ce . w zamieszczonych w pierwszej części pracach próbuję pokazać, jak mogłoby to wyglądać . stąd też jej tytuł: „Filozofia dla wolno- ści” . Nonkonformistyczny (na moją skromną miarę) gest, którego skutkiem są publikowane tu eseje polityczne, opłacił się . Nauczy- łem się bowiem, jak nie być już więcej tylko filozofem i jak odrzu- ciwszy przywileje filozofa, mniejsza o to, czy realne, czy urojone, spojrzeć nie tylko na politykę, lecz także na samą filozofię i jej do- konania . Oddając się sprawie wolności w uprawianiu filozofii po- lityki, nauczyłem się przeto okiem człowieka wolnego spoglądać na filozofię . dlatego druga część książki to prace metafilozoficzne, a więc o filozofii samej . dotyczą różnych spraw, lecz z jedną wspól- ną intencją wyzwolenia filozofii od niej samej . I to jest również prze- wrotne . konsekwentnie i na różne sposoby uprawiając od lat reflek- sję nad filozofią dochodzę do tego samego wniosku: filozofia jako pewna formacja kulturowa i pewien intelektualny styl bycia zbli- ża się do swego kresu . Oddziałują na nią siły zewnętrzne i siły od- środkowe, sprawiające, że wyobcowana działalność, ukryta za pan- cerną egidą starego etosu czy ideału filozofa, kurczy się i traci zna- czenie . Nie ma jednak czego żałować, gdyż to, co miała filozofia do zrobienia, już zrobiła, a to, czego nie osiągnęła, przyszłe poko- lenia osiągną, nieskrępowane już przez ideologię „filozoficzności” . Jednym z celów, jakie stawiam sobie w swojej filozoficznej pracy, jest uwolnienie filozofii od gorsetu filozofii, czyli przesądów, naro- wów i kompleksów, wynikających z nawyku myślenia „o filozofii”, czyli kultywowania ideału filozoficzności i podporządkowywania mu wszelkich własnych rozważań, zamiast zajmowania się po pro- stu tym, co wzięło się na warsztat . Proces wyzwalania się filozofii Od autora  od niej samej oraz domykania się jej historii trwa już od z górą stu lat, a potrwa zapewne co najmniej drugie tyle . Czy rozum wyjdzie z niego zwycięsko i czy filozofia doczeka się szacunku przyszłych pokoleń, żyjących w czasach, gdy nikt nie będzie już odczuwał po- trzeby, aby nazywać to, co robi, „filozofią”, to zależy od nas – ostat- nich filozofów . staram się ze wszystkich sił, aby zejść ze sceny z ho- norem . Mam nadzieję, że publikowane w tej książce prace metafi- lozoficzne w jakiejś mierze to potwierdzają . większość zamieszczonych tu tekstów była już publikowa- na, o czym dokładnie informuje spis („Źródła tekstów”) na końcu książki . rzecz jasna, obecnie teksty te ukazują się z pewnymi po- prawkami i uzupełnieniami . wszelako trzy eseje ukazują się dru- kiem po raz pierwszy właśnie w tej książce . są to prace następujące: „dlaczego przestałem być konserwatystą?”, „Logika sporu religij- nego” oraz „Ignorancja” . Na koniec pragnę podziękować tym, którzy dali mi pobudkę do napisania opublikowanych tu tekstów lub wręcz je u mnie zamówi- li, tj . p . wojciechowi dudzie, redaktorowi naczelnemu Przeglądu politycznego, dr . Marcinowi waligórze, prof . szymonowi wróblo- wi, prof . andrzejowi Zalewskiemu, a także prof . ryszardowi Ny- czowi, który oceniwszy rzecz pozytywnie, zarekomendował jej wy- danie wydawnictwu Universitas . Filozofia dla wolności Dlaczego przestałem być konserwatystą? w roku 1993 w Principiach ukazał się ciekawy wywiad z ryszardem Legutką . Jako zaprzysięgły prawicowiec po raz pierwszy zostałem zbity ze swego konserwatywnego tropu, i to przez kogo! Przez ko- goś, kto dla młodego konserwatywnego filozofa musiał być przecież autorytetem . Legutko wypowiada się tam o konserwatyzmie z pew- nym dystansem, zwłaszcza zaś krytycznie mówi o Leo straussie . Nie podoba mu się sekciarstwo „straussistów”, elitarystyczny kult starożytności i niedocenianie chrześcijaństwa (nieco cieplej wspo- mina przynajmniej o Voegelinie) . Ponadto w zasadzie uważa, że między postawą konserwatywną a zaangażowaniem politycznym zachodzi sprzeczność . ktoś jednak musi zajmować się polityką . Je- śli nie konserwatysta, ów poszukiwacz niezmiennych aksjologicz- nych podstaw polityki, to właściwie kto? Bardzo się tym zaniepo- koiłem . Powiada bowiem Legutko tak: „Gdybym miał powiedzieć, jaka postawa konserwatysty mnie samemu najbardziej odpowia- da, to wskazałbym na taką, która polega na małym zaangażowa- niu w życie polityczne, bez chęci zmieniania instytucji, tworzenia partii czy przekonywania ludzi na wiecach . konserwatysta w moim rozumieniu to raczej klerk, który broni tego, że dobro jest dobrem i wyjaśnia ludziom, czym ono jest na seminariach i w książkach, 14 FilozoFia dla wolności niekoniecznie jednak w telewizji” . Cóż, w moim rozumieniu, do czasu przeczytania tego wywiadu, konserwatysta to może i klerk, ale heroiczny, z obrzydzeniem, lecz w poczuciu obowiązku składa- jący daninę swej mądrości na ołtarzu dobra wspólnego, jak najbar- dziej partyjnie . wszak napisano w Państwie: „więc kogo ty inne- go będziesz zmuszał do straży około państwa, jeśli nie tych, co ro- zumieją się na tych rzeczach najlepiej i najlepiej potrafią państwem zarządzać, ale ambicje mają inne i życie znają lepsze niż karierę po- lityczną?” . w owym czasie nie wiedziałem jeszcze dokładnie, na czym po- legają niesnaski na prawicy . Nie zdawałem sobie sprawy, że miłość do Platona może mieć różne oblicza, a konserwatyzm „klasyków” bar- dzo się różni od konserwatyzmu katolików . w swoim nieuctwie (co tu dużo mówić) wyobrażałem sobie jakiś konserwatyzm światowy i fundamentalny, ponad podziałami, jakiś Globalny Front konser- watywny, który dokona moralnej rewolucji . wywiad z Legutką spra- wił, że zacząłem odróżniać rozmaite wątki i motywy konserwatyw- ne: tradycjonalizm (taki bądź inny), elitaryzm, klasycyzm, historyzm, sentymentalizm, komunitaryzm, teologię polityczną wreszcie . skoro zaś konserwatysta mógł pozwolić sobie na mówienie źle o (jakimś) konserwatyzmie, to i ja zacząłem próbować . . . I kilka lat później znalazłem się w zupełnie innym miejscu, na zupełnie innej orbicie politycznego myślenia . Pewnie pomogło mi w tym instynktowne umiłowanie wolności, a więc coś w rodzaju genu liberalizmu, które- go brakuje niejednemu zwolennikowi prawicy, ale u mnie szczęśli- wie występuje . tak czy inaczej, nie ulega kwestii, że identyfikowa- łem się z konserwatyzmem (tzw . straussistów w to włączając), a po- tem przestałem . Pragnę dziś o tym opowiedzieć, w nadziei, że tekst ten pomoże komuś porzucić zaklęty krąg konserwatywnego zadu- fania w sobie . Powołuję się wyłącznie na własne doświadczenie, wo- bec czego nikt nie powinien poczuć się urażony tym wyznaniem . każdy zaś może sprawdzić, czy ma na myśli to samo, co ja, gdy mó-  r . Egiert i P . Przybysz, rozmowa z ryszardem Legutką, Principia VII (1993), s . 88 .  Platon, Państwo, ks . VII, V, przeł . w . witwicki . dlaczego przestałem być konserwatystą? 15 wię o swym własnym konserwatyzmie . Jeśli tak, to niechaj poważ- nie potraktuje okoliczność, że ktoś był taki i teraz już taki nie jest . Niechaj da mu to do myślenia . dlaczego w ogóle byłem konserwatystą? Bo byłem głupi . Pamiętam jak przez mgłę wczesną, uczniacką wzgardę dla oświecenia . Jakiż płaski wydawał mi się naturalizm i antyklerykalizm ludzi w rodzaju woltera! romantyczna reakcja zdała mi się za to prawdziwym wzlotem ducha, nowym renesansem, który ponad płycizną i blichtrem salonów łączy się z monumental- ną potęgą gotyku . Pragnąłem powrotu kultury na szlak tragicz- nych i fatalnych dziejów Zbawienia, nawet za cenę cywilizacyjnego uwstecznienia i zabobonu . Byleby zatriumfowała znów autentycz- ność . Niech by to była Bojaźń Boża, Miłość tragiczna – cokolwiek, aby tylko coś prawdziwego, przemożnego, wielkiego . Naród i Chry- stus akurat nie odgrywali roli w tych fantazjach, ale bez trudu mogę sobie wyobrazić, że mogliby, gdyby kilka przypadkowych okolicz- ności i lektur ułożyło się inaczej . Zamiast ku chrześcijaństwu, kie- rowałem swą egzaltację ku Platonowi, który tak pięknie umiał szy- dzić (z równości, demokracji i innych sofistycznych głupstw), że aż się prosiło, by z nim sobie powspółszydzić . Prawdziwym bohaterem był jednak dla mnie Hegel, a w ducha dziejów wierzyłem, jak w to, że słońce jutro znów wstanie . Choć pochodzę ze zbiedniałej burżuazji, związanej niegdyś z ge- szeftem, później z akademią, miałem się za nie wiadomo jaką eli- tę . Zbuntowany przeciwko naturalnemu egalitaryzmowi własnego ojca, roiłem o arystokratycznym odrodzeniu, przyznającym każde- mu stanowisko społeczne, stosownie do liczby przeczytanych ksią- żek i napisanych wierszy . w tym świecie rządzić miała wprawdzie wtórna z natury „kultura humanistyczna i literacka”, ale przynajm- niej brzemienna opowieściami o prawdziwych uczuciach i prawdzi- wej wierze . Chociaż arystokraci ducha sami nie są śmiertelnie za- kochani ani rozmodleni, to przynajmniej czytają Dziady, a nawet 16 FilozoFia dla wolności znają fragmenty na pamięć . są na miarę czasów wzniosłymi świad- kami ducha, pod nieobecność prawdziwych bohaterów . Piękno dobrych manier, solidność „starej szkoły”, urok ana- chronizmów przemawiały do mnie z wielką siłą . wszystko, co sta- re, „przedwojenne” zdawało mi się śladem epoki naturalnej spra- wiedliwości, gdzie każdy zna swoje miejsce i szanuje postawionego wyżej od siebie . w dobrych czasach (tak sobie dalej roiłem) pano- wie mają służbę i bibliotekę, i nikt nie kwestionuje tego, że cham to cham, a pan to pan . wydawało mi się to bezmiernie uczciwe i na- turalne . Pospolitość zaś i masa zdawały mi się urągowiskiem, po- niżeniem wszelkiej kultury i reprezentujących ją ludzi . to, co dla socjalisty było „awansem społecznym” ludu i „sprawiedliwością dziejową”, dla mnie było tylko potopem trywialności, zniszcze- niem i profanacją . Bóg wie, co sobie wyobrażałem, że kto ja jestem? w szkole wciąż mi powtarzali, że gdyby nie socjalizm, to dziś bym barany pasał, że teraz władza w rękach ludu pracującego itd . a ja tak byłem zaślepiony pogardą dla czerwonego, że ani chwili nie za- stanawiałem się nad wartościowym elementem jego namolnej i drę- twej propagandy . Po prostu, z zasady, wszystko, co mówią źli komu- niści, było dla mnie prostackim kłamstwem . I tak z kąpielą propa- gandy wylałem dziecko postępu . w ostrej fazie swego konserwatyzmu, na szczęście krótkotrwa- łej, moja uogólniona wzgardliwość obracała się przeciwko wszyst- kiemu, co mogłoby być użyte profanicznie, pospolicie, potocz- nie, naiwnie . każde pojęcie, zbyt łatwe i prostoduszne, otwierają- ce wrota masom i dla mas zrozumiałe, wyszydzałem i potępiałem . wspomniany „postęp” to było słowo tak trywialne, że nawet wyja- śnianie, dlaczego jest właśnie takie, stanowiło czynność nazbyt że- nującą . to samo z „tolerancją”, a nawet „demokracją” . wszędzie wi- działem wokół siebie chamów i profanów, bezczelnie sięgających po rzeczy zastrzeżone dla ludzi z wyższych sfer: po wpływy politycz- ne, po dobrobyt, po dobra kultury nawet . Byle komu się w tej de- mokracji we łbie przewraca i nie wiedzieć czego zachciewa! wła- sne zdanie chce mieć byle nieuk! Gębę sobie wyciera byle kto wiel- kimi ideami, przykrawając je na swój prostaczy rozum i pożerając razem z hamburgerami! Pospolitość, ściąganie wszystkiego w dół, oportunizm i podlizywanie się masom, zaczarowanym ideą równo- dlaczego przestałem być konserwatystą? 17 ści i przekonanym o własnej potędze – to wszystko było mi obmier- złe i obrzydliwe . Byłem więc konserwatystą z niskich pobudek . Po pierwsze z powodu infantylizmu i egzaltacji, które kazały mi uganiać się za wszystkim, co wzniosłe i autentyczne, prozę życia zaś lekcewa- żyć . Po drugie z powodu zawiści, frustracji i kompleksów . Niepew- ny własnej wartości, łudziłem się myślą, że jako odwieczny inteli- gent zasługuję na spokojny byt pośród elity, nie niepokojonej przez hałaśliwe pretensje prostaków . kto by się niepowołany dobił jakie- goś znaczenia, dla mnie był tylko uzurpatorem . Należało mieć bo- wiem pochodzenie i te maniery, których nie da się podrobić . Nale- żało urodzić się elitą! Od kompleksów prosta wiedzie droga do py- chy i jej nadętej córy – pogardy . I wreszcie powód trzeci, tak bardzo związany z wiekiem – nieodpowiedzialność . snując polityczne i hi- storiozoficzne dyskursa, wiedziałem doskonale o ich bezsilności . dlatego nic nie powstrzymywało mnie przed pięknoduchostwem i gadaniem byle czego, aby tylko brzmiało efektownie, radykalnie, samodzielnie . ani myślałem o tym, co by było, gdyby rzucić moje poglądy na sukno publicznego hazardu idei, a co dopiero skojarzyć z jakąś polityczną konkretnością, za którą trzeba by wziąć odpowie- dzialność . tak, zdecydowanie konserwatyzm kojarzy mi się z nie- dojrzałością: z egzaltacją, zarozumialstwem, mitomanią i brakiem odpowiedzialności za myśli i słowa . tylko umysłowości niedojrza- łe są bowiem wzgardliwe i sentymentalne jednocześnie, pewne sie- bie i zapatrzone w wyidealizowane autorytety, udające przed sobą roztropność, a w gruncie rzeczy fanatyczne . taki byłem ja – mło- dy konserwatysta . I tylko jedno mnie niepokoiło . dlaczego to wła- śnie szlachetni konserwatyści muszą w całej Europie zadowalać się najgorszym elektoratem – biednym, niewykształconym, pełnym uprzedzeń i frustracji? I dlaczego muszą świecić oczyma za swoich bohaterów i tłumaczyć, dajmy na to, że wprawdzie może byli an- tysemitami, ale broń Boże zoologicznymi? upokarzająca to, zaiste, kondycja dla duchowego arystokraty . 1 FilozoFia dla wolności Fałszywe tezy konserwatyzmu uświadomienie sobie tego wszystkiego powinno mi już wystarczyć aż nadto, by porzucić tę niegodną konduitę konserwatysty, para- doksalnie jakoś lekkomyślną, skoro tylko doszedłem do odpowied- niego wieku i rozumu . konserwatyzm jednak to nie tylko postawa, ale również pewien zbiór przekonań . Brzmią one roztropnie, a na- wet zdają się dobierane wedle kryterium sprawiania dostatecznie silnego wrażenia roztropnych . tym bardziej trzeba je skomentować i obalić, bo rozbrat z konserwatyzmem powinien uzyskać również dostateczną podstawę intelektualną . Oczywiście, są różne konser- watyzmy . Ograniczę się tutaj do czegoś, co wydaje mi się częścią wspólną ich wszystkich, a zostawiam na boku historiozofię i reli- gię . ów elementarny konserwatyzm ująłem w pięciu (współzależ- nych od siebie) tezach . teza 1 . Spontaniczne zaufanie do tradycji jest podstawą zdrowego życia społecznego. Żadne pokolenie nie odczytuje w pełni wartości swej kultury i nie może nimi sterować wedle swego uznania. Życie społeczne opiera się w dużej mierze na spontanicznej więzi z symbo- lami i tradycjami, wyrażającej się w funkcjonowaniu uświęconych instytucji i obyczajów. Jest złudzeniem i przejawem pychy rozumu, myśleć, że wszystkie te tradycje można poddać krytycznemu osądowi z jakiegoś uprzywilejowanego moralnie i intelektualnie stanowiska, a następnie usunąć z nich lub zachować to, co uzna się za stosowne. Chciałoby się rzec: słusznie, niech więc konserwatysta ze swego niewątpliwie uprzywilejowanego (?) stanowiska nie dekretuje arbi- tralnie, że „należy zostawić (prawie) wszystko, jak jest” . tym bar- dziej, że przeciwdziałanie naturalnej ewolucji politycznej jest jak najbardziej aktywnym zachowaniem . Przyjmijmy jednak, że fak- tycznie konserwatyści namawiają nas do powściągliwości . Jest roz- tropnie być powściągliwym . Nie wszystko możemy pojąć, nie unik- niemy złudzeń i błędów, lepiej więc nie zamierzać zbyt wielkich zmian . rewolucja jest nieodpowiedzialna . Niszcząc tradycję, nisz- czymy siebie . dobrze więc, tylko powiedzmy sobie, czego konkret- nie nie powinniśmy robić, w imię roztropnej powściągliwości? Mie- dlaczego przestałem być konserwatystą? 1 liżbyśmy z tego powodu nie likwidować niewolnictwa? Zachować tortury? Zezwolić na autorytarny rząd? a może odmówić gejom prawa do życia w zalegalizowanym związku? wydaje się, że w pra- wie żadnym konkretnym wypadku proponowanej zmiany prawnej lub politycznej, argument z powściągliwości nie może być ani wy- starczający, ani w ogóle fair . racje, które stoją za żądaniami zmian, dotyczą bowiem zwykle uprawnień, a tylko bardzo rzadko polegają na wydumanych nowych porządkach, które temu czy owemu podo- bałyby się bardziej, niż porządki panujące . tymczasem nie można nikomu odmówić słusznych praw tylko dlatego, że nigdy wcześniej nie były one respektowane . Jeśli niewolnictwo do końca XVIII w . było wszędzie legalne i zostało wreszcie zakazane (w anglii), to można jedynie powiedzieć „szkoda, że tak późno” . I z pewnością ci, którzy tego dokonali, podobnie jak twórcy demokracji i nowocze- snego państwa prawa, nie uważali się za konserwatystów . to prawda, że nie wszystko rozumiemy i że stare instytucje, sko- ro długo działają, muszą mieć swoją wartość . Nie wynika stąd jednak bynajmniej, że nie da się ich zastąpić lepszymi ani że nasze rozumie- nie własnej kultury i własnego systemu społecznego, symbolicznego i instytucjonalnego nie może się pogłębiać, umożliwiając nam wpro- wadzanie roztropnych korekt . Ponadto bynajmniej nie jest tak, że wszystkie tradycje są uświęcone . Czasem są tylko utrwalonym ana- chronizmem, wywodzącym się z jakiegoś dawnego aktu ucisku lub dyskryminacji, z zabobonu albo czyichś dawno już zapomnianych i nieaktualnych partykularnych potrzeb czy interesów . Co więcej, wiele elementów tradycji, zarówno w obyczaju, jak w prawie, a nawet w religii kiedyś zaistniało na drodze złamania tradycji . to nie kon- serwatyści wprowadzili w Europie chrześcijaństwo . w imię zaś sta- rych tradycji przeciwko chrześcijaństwu tu i ówdzie się buntowano . wezwanie do roztropności i krytycyzmu wobec samego siebie, jest bardzo słuszne, ale winno być zastosowane uniwersalnie . rów- nież konserwatysta musi się zastanowić, w imię roztropności i po- wściągliwości, czy nie wchodzi w buty besserwissera, który lepiej od innych wie, co jest słuszne, po prostu odwołując się do dogmatu, że słuszne jest to, co już jest, a co być może, słuszne jest tylko być może . trwanie przy zastanych formach bywa pozorem roztropności, ma- skującym upór i dogmatyzm . 20 FilozoFia dla wolności teza 2 . Dobre życie możliwe jest tylko w stabilnej i silnie wewnętrznie związanej wspólnocie; zadaniem państwa jest jej wspieranie. Więź społeczna jest niezbędnym warunkiem dobrego wychowania i oso- bistej szczęśliwości każdej jednostki. Aby być w pełni ukształtowa- nym, odpowiedzialnym i pożytecznym dla innych człowiekiem, trze- ba zostać wychowanym w stabilnym środowisku kulturowym, pew- nym swych wartości i posiadającym trwałe autorytety oraz wzorce zachowań. Prawdziwa więź wspólnotowa jest dobrem historycznym, kształtującym się przez stulecia, a być może wręcz nadprzyrodzo- nym. W świecie współczesnym jest ona zagrożona przez kosmopo- lityzm, globalizację i relatywizm kulturowy. Dlatego niezbędne jest, aby państwo wspierało tradycje narodowe i religijne, a także zwal- czało nazbyt wielkie różnice ekonomiczne w społeczeństwie, rozsa- dzające je od wewnątrz. różne są te wspólnoty . każdy konserwatysta, choć wypowiada jakieś tezy ogólne, ma na myśli konkretnie swoją własną wspólno- tę . to jej przypisuje ową zbawienną wychowawczą i szczęściorod- ną moc . to właśnie ona powstała na fundamencie prawdziwego do- bra . Pewną wartość mogą mieć jeszcze jakieś wspólnoty pokrewne (np . w ramach tego samego wyznania), ale te nazbyt już odległe kul- turowo od gustów i przywiązań danego konserwatysty, nie wydają mu się godne bezwarunkowej ochrony . Bo czyż nie byłoby pożąda- ne, dajmy na to z punktu widzenia konserwatysty-mahometanina, aby stabilna i szczęśliwa wspólnota chrześcijańska doznała jednak w przyszłości takiego zaburzenia, aby stać się wspólnotą islamską? konserwatyzm jest bowiem tylko teoretycznie pewnym ogólnym poglądem, który łączyć może ludzi różnych kultur, pragnących ich zachowania w mniej więcej niezmienionym kształcie . taki ogólny pogląd, abstrakcyjny i znajdujący zastosowanie do różnych forma- cji, które mogłyby być konserwowane, w istocie sprzeciwia się temu, czego broni . kto pragnie społeczeństwa, w którym każdy może spokojnie kultywować swoje tradycje i swój konserwatyzm, ciesząc się wolnością i nie podlegając przymusowi praw obcej sobie reli- gii i tradycji, ten jest liberałem . Oczywiście, można być liberałem i konserwatystą jednocześnie, ale wtedy trzeba przyznać, że brak jedności jest ceną, którą z moralnych względów musimy zapłacić za autentyczną wolność . Jeśli zaś konserwatysta nie jest liberałem, dlaczego przestałem być konserwatystą? 21 niechaj nie udaje, że ma jakiś ogólny pogląd . Po prostu opowiada się za niezakłóconym, czyli spontanicznym i bezpośrednim trwaniem pewnej określonej tradycji, a także za prawnym zabezpieczeniem jej dominującej pozycji w państwie . Jako stanowisko abstrakcyjne, za- pośredniczone (choćby zapośredniczone w świadomości, że istnie- je wiele kultur, wyznań i tradycji), konserwatyzm jest nieprzeko- nujący i podejrzany (chyba, że jest właśnie liberalny, ale wtedy nie łączy się z żądaniem przywilejów dla tradycji większościowej, po- zostając sprawą prywatną) . sam więc znosi się do postaci prostego lgnięcia do określonej kultury i tradycji, a więc do postaci konkret- nego, arbitralnego tradycjonalizmu . Gdy więc konserwatysta wzy- wa do budowania więzi za pośrednictwem państwowych przywile- jów dla dominującej tradycji i religii, występuje jako ich rzecznik, nie zaś obrońca harmonii społecznej i społecznej więzi . domaga się przywilejów dla dominującej większości, wierząc, że nie o przywi- leje tu chodzi, lecz dobra, które z racji wewnętrznej wartości domi- nującej kultury, mogą stać się udziałem wszystkich . Otóż mniejszo- ści nie będą szczęśliwe, jeśli prawdziwe dobro i prawdziwa moral- ność triumfować będzie dzięki przesądzeniu, że to większość jest jego ostoją . Ceną za uprzywilejowanie autentycznego dobra przez państwo jest realna dyskryminacja . to nie jest cena godziwa . teza 3 . Miłość, zaufanie i jedność w społeczeństwie są lepsze od ry- walizacji, konfliktów i podziałów. Życie w pokoju i szacunku wza- jemnym wymaga mocnego oparcia we wspólnocie, pewności trwa- nia jej autorytetów, obyczajów i instytucji. Niepewność, łącząca się z wszechobecną różnorodnością i zmiennością, czyni ludzkie życie płochym i uzależnia je od przypadku. W konsekwencji człowiek staje się rywalem wszystkich innych ludzi, traci grunt zaufania do innych, a w tym do najbliższych i wreszcie do samego siebie. Zaufanie wypie- ra podejrzliwość, współpracę wypiera rywalizacja, niepokój przenika całe życie człowieka. Jeśli to prawda, to jest to właśnie najlepszy powód, by budować społeczeństwo, w którym obowiązują jasne i sprawiedliwe zasady . te zaś bardzo rzadko czerpać możemy z uświęconych tradycji, któ- re zwykle opierają się na sztywnych hierarchiach i przymusie odda- wania czci określonym symbolom i instytucjom . Miłość i zaufanie 22 FilozoFia dla wolności trwać mogą pod warunkiem zachowania sprawiedliwych stosun- ków; autentyczny autorytet wspiera więzi społeczne, ale sama jego autentyczność zależna jest od sprawiedliwości, która jest od niego poniekąd „starsza” . w zdecydowanej większości przypadków au- torytety publiczne wcale nie są autentyczne, lecz oparte na przy- musie, propagandzie, epatowaniu potęgą . wprawdzie czasami wię- zi społeczne mogą być uświęcone autorytetem tradycji, lecz zwykle opierają się po prostu na czytelnym dla wszystkich, często względ- nie nowym prawie . to nie różnorodność i zmienność same przez się sprawiają, że życie społeczne staje się dżunglą, lecz brutalność sfery publicznej i niesprawiedliwość – arbitralność władzy, nierów- ne traktowanie, niemożność dochodzenia swych praw . Jakże czę- sto źródłem publicznej niesprawiedliwości są przywileje klaso- we i religijne; jakże często są one „uświęcone” tradycją . doprawdy, komu droga jest wizja społeczeństwa miłości, ten niechaj szuka nie tych, którzy dużo o miłości mówią, lecz raczej tych, którzy z miło- ści i szacunku dla godności człowieka nigdy nie zgodziliby się ko- rzystać z przywilejów bądź przymusem narzucać komukolwiek za- chowań adekwatnych do ich własnych przekonań o tym, jakie ży- cie jest najlepsze . teza 4 . Władza odpowiada za społeczeństwo i jego kondycję moral- ną i materialną. Wszystkie wysiłki powinny prowadzić do umocnie- nia i zbudowania człowieka, a prawo, w tym również demokracja, to jedynie narzędzie służące do tego celu. Nie wolno fetyszyzować ta- kich wartości politycznych jak równość i wolność, paraliżując wysił- ki wychowawcze państwa. Państwo, które bez reszty odda się prak- tykowaniu bezstronności, faktycznie staje się stronnikiem relatywi- zmu i nihilizmu, utrwalając przewrotną postać ideologii, którą jest liberalizm. Otóż bynajmniej nie jest tak, że liberalna demokracja, z zasa- dy nakazująca rządowi dbać o bezstronność swych decyzji oraz za- kazująca dyskryminowania kogokolwiek oraz stosowania przymu- su, jeśli nie przemawiają za tym względy najwyższej wagi (sprawy bezpieczeństwa i zachowania życia), oddaje się praktykowaniu ide- ologii relatywizmu i nihilizmu . Nie ma żadnego logicznego związ- ku między np . brakiem akceptacji dla nierówności praw osób he- dlaczego przestałem być konserwatystą? 23 tero- i homoseksualnych a tezą, że nie istnieją bezwzględne pryn- cypia moralności . wręcz przeciwnie . Zwykle rząd liberalny działa w imię twardego pryncypium moralnego, głoszącego, że w żadnym wypadku nie wolno dyskryminować osób niewinnych . Zwolenni- cy nihilizmu i relatywizmu bardzo rzadko bywają politykami; bar- dzo często za to politycy są cyniczni i głoszą ideały, do których ani myślą sami się stosować . Co do ideologii liberalnej, to wprawdzie każdy może nazwać ideologią, co mu się podoba, lecz z pewnością w bardziej typowy sposób użyje tego słowa ktoś, kto nazwie w ten sposób jakieś przekonania (np . konserwatywne) odnoszące się do dobrego życia, niż ktoś, kto domaga się, aby prawo gwarantowa- ło każdemu kultywowanie form życia, jakie uważa za najlepsze . Je- śli zaś chodzi o pełnienie przez państwo funkcji wychowawczej, to rzecz jasna, rządzący powinni dawać jak najlepszy przykład cnót oraz przestrzegać stosownej dyscypliny w swoich instytucjach . kto jednak chciałby użyć publicznych pieniędzy do krzewienia stronni- czych postaw oraz form zachowań charakterystycznych dla okre- ślonej formacji kulturowej, albo po prostu w celu propagowania własnych poglądów i upodobań (w jego mniemaniu obiektywnie słusznych), ten zamiast wychowywać, uczy arogancji i niesprawie- dliwości . teza 5 . Zrównywanie ze sobą wszystkich przejawów kultury, w imię wartości równości oraz w imię pokoju społecznego, jest przejawem tchórzostwa i nihilizmu. Nie da się budować na kłamstwie, kłam- stwem jest jakoby wszystkie „kultury”, wszystkie wierzenia i obycza- je zasługiwały na ten sam szacunek. Nie ma też żadnych podstaw do tego, aby „kultury mniejszościowe”, zwłaszcza niższe czy wątpliwe moralnie, cieszyły się takimi samymi względami państwa, jak uświę- cone tradycje narodowe i religijne oraz powszechnie respektowane obyczaje. to wszystko prawda . trzeba jednak zapytać, na jakiej podsta- wie państwo liberalnej demokracji może obdarzać szczególnymi względami to, co na nie zasługuje? Na podstawie samego jedynie przekonania o wyższości pewnych form nad innymi? w rzeczywi- stości, o ewentualnych przywilejach tego rodzaju decyduje czasem mandat demokratyczny . wtedy, w granicach konstytucji, gwaran- 24 FilozoFia dla wolności tującej wolność i równość, a także bezstronność instytucji państwa, pojawia się pewien afirmatywny akcent . Oto na przykład w Nor- wegii program szkolny nakazuje prowadzenie lekcji na temat Bo- żego Narodzenia . wynika to z faktu, że znaczna większość Norwe- gów jest chrześcijanami . Jest to decyzja demokratyczna, wynikająca z woli większości, nie zaś decyzja rządu, wynikająca z poczynio- nego ustalenia, dajmy na to takiego, że chrześcijaństwo jest lep- sze od New age . Pośrednio jest tak również w przypadku kierowa- nia środków publicznych na kulturę wysoką . decyduje tu demo- kratyczny mandat władzy . dotychczas władza na ogół dostaje się w ręce ludzi, którzy umieją odróżnić dobrą muzykę od złej, szer- sza publiczność zaś nie jest zainteresowana bezpośrednim określa- niem woli zbiorowej w takich sprawach . to się może jednak zmie- nić, a wtedy, kto wie, dotacje państwowe przeznaczone na muzykę być może zostaną zmarnowane . Lepiej jednak zmarnować pienią- dze niż podeptać prawa obywateli . Liberalne rządy nie zrównują ze sobą żadnych wytworów kultury . Po prostu rzadko mają mandat i okazję do tego, aby je oceniać . nowy wspaniały świat Jak dobrze nie być już konserwatystą! Czuję się uleczony . komplek- sy zelżały, iluzje się rozwiały . spojrzałem świeżym okiem na świat, który tak długo wydawał mi się upadły i opuszczony przez ducha . Jakiż jest wspaniały! Nigdy nie był lepszy! Niepostrzeżenie wszystko się zmieniło . aby należeć do elity, trzeba sobie na to zapracować, a i tak będzie się cenionym przez stosunkowo wąskie grono tych, którzy chcieliby podążyć tą samą, co my, drogą . w wolnym świecie nie ma przecież jednej hierarchii społecznej, lecz jest ich wiele . Nie ma też jednego zestawu najlepszych cnót, o które wszyscy powinni się ubiegać . Bardzo różne zestroje cnót są dziś ważne i pożądane . Za to niektóre moralne aksjomaty i tra- dycyjne znamiona statusu stały się problematyczne . sztywny honor i patriotyzm, zbyt często elitaryzmem, uprzedzeniami i pretensja-
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Polityka filozofii. Eseje
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: