Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00199 007667 15914485 na godz. na dobę w sumie
Oko proroka - ebook/pdf
Oko proroka - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 124
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Hanusz Bystry wyrusza do bułgarskiego Neseberu, aby z niewoli tureckiej wykupić porwanego ojca. Kilkunastoletni chłopiec, którego ojca porwali Turcy rusza w świat, aby go uwolnić. Rzecz dzieje się za panowania w Polsce króla Zygmunta III Wazy (wiek XVII). Tytułowe Oko Proroka to cenny diament, który powierza opiece chłopca Kozak, Semen Bedryszko. Wędrującego przez Bułgarię chłopca tropią złoczyńce, pragnący wykraść mu cenny klejnot.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Aby rozpocz(cid:261)ć lektur(cid:266), kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dost(cid:266)p do spisu tre(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)ki. Je(cid:286)li chcesz poł(cid:261)czyć si(cid:266) z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poni(cid:298)ej. Władysław Łozi(cid:276)ski OKO PROROKA CZYLI HANUSZ BYSTRY I JEGO PRZYGODY 2 Tower Press 2000 Copyright by Tower Press, żda(cid:276)sk 2000 3 I MÓJ OJCIEC WYJE(cid:297)D(cid:297)A DO TUREK Było (cid:286)wi(cid:266)to Trzech Królów. Ojciec mój ubrał si(cid:266) od (cid:286)wi(cid:266)ta, przywdział kopieniak podbity lisami, bo mróz był mocny, a nim si(cid:266) jeszcze matka zebrała, aby z nim pój(cid:286)ć do ko(cid:286)cioła, wzi(cid:261)ł z półki kred(cid:266) (cid:286)wi(cid:266)con(cid:261), wyszedł z izby na dwór i nad drzwiami kowanymi, na ocapie, wypisał ci(cid:266)(cid:298)k(cid:261) r(cid:266)k(cid:261), bardzo du(cid:298)ymi a nie bardzo foremnymi literyŚ K+M+H 1614 Owo(cid:298) ten tu wypisany rok Zbawienia Pa(cid:276)skiego 1614 to jest najdawniejszy czas (cid:298)ywota mego, jaki zapami(cid:266)tam. A miałem tego czasu rok szósty. Jako za(cid:286) potem si(cid:266) działo i co ze mn(cid:261) było i z rodzicami, i co Bóg dawał złego i dobrego, to mi to ju(cid:298) tak w pami(cid:266)ci si(cid:266) cho- wa, jakoby w zamczystej skrzyni, gdzie wszystko bezpiecznie le(cid:298)y, (cid:298)e kiedy i po mnogich leciech odewrzesz, wszystko znajdziesz, jako było. Jeno (cid:298)e to wszystko było jeszcze jakoby w samym oku, a nie w rozumieś a(cid:298) dopiero, kiedy rozum z laty przyszedł, to zacz(cid:261)ł czytać w pami(cid:266)ci jak w ksi(cid:266)dze, co ju(cid:298) dawno drukowana była, nime(cid:286) ty czytać si(cid:266) nauczył. Ta wie(cid:286), gdzie moi rodzice (cid:298)yli i gdziem ja si(cid:266) rodził, nazywa si(cid:266) Podborze, a le(cid:298)y przy samym trakcie głównym, który wiedzie w rozmaite dalekie strony i kraje Bo(cid:298)ego (cid:286)wiata, bo(cid:286) nim jechał i do W(cid:266)gier na Sambor, i do Wołoszy na Stryj, i do Krakowa na Żelsztyn i Prze- my(cid:286)l, a tak(cid:298)e do Lwowa i dalej, na Ukrain(cid:266) albo do Turek nawet. Pisze si(cid:266) ta wie(cid:286) na Ziemi(cid:266) Przemysk(cid:261), a na ekonomi(cid:266) samborsk(cid:261)ś nale(cid:298)y do królewszczyzny i nie ma dziedzica, a sie- dział w niej za moich najmłodszych lat podstaro(cid:286)ci a raczej wiernik tylko pana wojewody Jerzego Mniszcha, a podstaro(cid:286)cim, to go tylko zwano, bo tak chciał i kazał, wydaj(cid:261)c si(cid:266) z pychy za zacniejsz(cid:261) osob(cid:266), ni(cid:298)eli był po prawdzie. Ojciec mój nie był poddanym chłopem, bo siedział na sołtystwie. Ale i sołtysem te(cid:298) nie był takim, jako bywaj(cid:261) inni, bo ani ludzi nie s(cid:261)dził, ani czynszów i danin królewskich nie wybierał, ani na wojn(cid:266) nie chadzał i pachołka w pole nie stawiał. Ale grunt ojca mojego, półtora łana niespełna, to było kiedy(cid:286) sołtystwo dawniejszymi czasy, a teraz ju(cid:298) tylko wol- nictwo, a ojciec wzi(cid:261)ł te grunta w macierzystym spadku i miał wolno(cid:286)ć na nich, tak jakby był szlachcicem, tylko do ekonomii samborskiej płacił czynszu i (cid:298)yrowszczyzny 20 złotych, a to na (cid:286)w. Marcin i na (cid:286)w. Wojciech po równej połowie. żdyby bezpieczno siedział na tym wol- nictwie, byłoby mu dobrze, bo chleba ono dać mogło dostatek – ale có(cid:298), kiedy mu przeczono prawa posesji i ruszyć go z niego chciano koniecznie, jako si(cid:266) o tym po(cid:296)niej powie. żospodarstwem na roli to si(cid:266) mój ojciec nie bardzo parał, jeno matka, jako (cid:298)e go mało było w domu, bo był dostatkowym furmanem i kupieckim rozwo(cid:296)nikiem, i co roku przez kilka miesi(cid:266)cy był w drodze. Wyuczył si(cid:266) wprawdzie mój ojciec ciesielskiego rzemiosła, ale (cid:298)e ciesielka nie dawała mu dosyć zarobku, a do furma(cid:276)stwa go bardzo ci(cid:261)gn(cid:266)ło, tedy ciesiel- k(cid:266) cale był zarzucił. Ju(cid:298) dziad mój był furmanem solnym, jako to zowi(cid:261) u nas prasołemś bo tu wsz(cid:266)dy około w samborskiej i drohobyckej krainie (cid:298)upa na (cid:298)upieŚ i w Starej Soli, i w Lacku, i w Drohobyczu, i w Truskawcu, Modryczu, Stebniku i w Kotowie, a zewsz(cid:261)d kwotnicy wy- 4 syłaj(cid:261) beczkami sól na ko(cid:276)ce (cid:286)wiata, a(cid:298) do Kijowa, na dalek(cid:261) Ukrain(cid:266), hen a(cid:298) po Dzikie Pola, bo chleba zbytek, ale soli nic, choćby na zaprószenie oka. Żurma(cid:276)skie rzemiosło przeszło tak z dziadka na mego ojca, tylko (cid:298)e ojciec nie woził ju(cid:298) soli, ale wzi(cid:261)wszy nieco grosza po dziadku, zabrał si(cid:266) do furmanki kupieckiej. To był sowity zarobek, ale ci(cid:266)(cid:298)kiś rzemiosło zyskowne, ale niebezpieczne, a czasem i bardzo stratne, je(cid:286)li tego nieszcz(cid:266)(cid:286)cie chciało. Bo(cid:286) jechał jak na wojn(cid:266) i chyba to Bóg miłosierny wiedział, kiedy wrócisz i czy (cid:298)yw i cały wrócisz, i w jakiej fortunie na swoim domowym progu staniesz. Wyjechać mo(cid:298)esz pi(cid:266)knym kowanym wozem w cztery konie, opasany pełnym trzosem, a powrócić pieszo i boso, o proszonym chlebie, z gołym jeno biczyskiem w r(cid:266)ku za cały doro- bek i rad tylko, (cid:298)e(cid:286) głow(cid:266) przyniósł. Wsz(cid:266)dy drogi niebezpieczne, wsz(cid:266)dy siła opryszków i hultajów, łakomych na grosz kupiecki i bogaty towarś ju(cid:298) jak do Wołoszy czy do W(cid:266)gier z towarem jedziesz lub stamt(cid:261)d wracasz, strachu i biedy najesz si(cid:266) cz(cid:266)sto do syta, a có(cid:298) rzec wtedy, kiedy droga wiedzie a(cid:298) do Turek, w poga(cid:276)skie strony, szlakiem tatarskim? Owo(cid:298) wiedzieć macie, (cid:298)e ojciec mój wła(cid:286)nie a(cid:298) do Turek furmanił, a tak tedy w sam(cid:261) paszcz(cid:266) zbójeck(cid:261). Miał ojciec mój u Ormian lwowskich wielk(cid:261) łask(cid:266) i zachowanie, bo był wierny, trze(cid:296)wy i (cid:286)miałego serca, a Ormianie wielkie handle prowadz(cid:261) z tureckimi krajami, wywo(cid:298)(cid:261) tam moc złota i kosztownego towaru, a stamt(cid:261)d do Polski wracaj(cid:261) z jeszcze wi(cid:266)k- szymi skarbami w bławatach, złotogłowiach, korzeniach zamorskich, a nierzadko i w perłach, koralach i kamieniach takich drogich, (cid:298)e i korona królewska by si(cid:266) .ich nie powstydziła, a za jeden taki kamyk i pa(cid:276)skie dziedzictwo kupić mo(cid:298)na. Dwa razy mój ojciec był a(cid:298) w Stam- bule samym, stolicy Turków, gdzie sam ich cesarz czyli sułtan siedzi, oba razy szcz(cid:266)(cid:286)liwie i z du(cid:298)ym zarobkiem wrócił, ale zarzekał si(cid:266), (cid:298)e ju(cid:298) trzeci raz nie pojedzie. Tymczasem poje- chał, bo musiał, a to przez to wła(cid:286)nie sołtystwo, z którego niecnotliwi ludzie wy(cid:286)cigać go chcieli. Ojciec był prawowitym posesorem tego wolnictwa, bo było dziedziczne, ale (cid:298)e nie po m(cid:266)- skiej głowie poszło na ojca, jeno po białogłowskiej, wi(cid:266)c ów nasz podstaro(cid:286)ci podborecki, o którym ju(cid:298) wspomniałem, p. Bałczy(cid:276)ski, koniecznie je chciał ojcu wydrzeć, je(cid:286)li si(cid:266) nie oku- pi. Na zamku ojca nigdy o to nie turbowano, byle czynsz w ekonomii samborskiej zapłacił, a sam pan wojewoda Mniszech jeszcze nieboszczykowi dziadkowi mawiał, jako mo(cid:298)e być cale bezpieczny o swoje posiadanie. Ale od czasu, kiedy pan wojewoda wydał córk(cid:266) swoj(cid:261) za owego cara moskiewskiego Dymitra, co z pa(cid:276)stw swoich gołe (cid:298)ycie unosz(cid:261)c o Sambor si(cid:266) był oparł, i wraz z .nim do Moskwy z wojskami si(cid:266) wyprawił, aby go na carskim tronie osa- dzić, ju(cid:298) na zamku inne rz(cid:261)dy nastały. Po roku 1611 nastał p. starosta Daniłłowicz, a jako(cid:286) w cztery lata znowu p. Samuel Koniecpolski – i od tego czasu p. Bałczy(cid:276)ski coraz to ostrzej na(cid:286)cigał, ojca mojego n(cid:266)kałś rumacj(cid:261) groził, tak (cid:298)e ojciec i prosić si(cid:266) i opłacać musiał, a tylko pomocy Bo(cid:298)ej i ludzkiej czekał. Zdało si(cid:266) te(cid:298), (cid:298)e mu ta pomoc przyszła, i to pot(cid:266)(cid:298)na, bo owo kiedy Król Jegomo(cid:286)ć, panu- j(cid:261)cy wtedy szcz(cid:266)(cid:286)liwie w Polsce Zygmunt, w roku 1621 do Lwowa za wojskiem jechał, ojcu memu, (cid:298)e miał wóz du(cid:298)y dostatkowy i cztery konie rosłe i mocne, kazano z zamku stawić si(cid:266) w żródku do podwód królewskich za opuszczeniem czynszu. Z niemałym strachem ojciec jechał, bo to był czas wielkiego ci(cid:261)gnienia na wojn(cid:266) tureck(cid:261), bał si(cid:266) tedy bardzo, aby go z chudob(cid:261) gdzie(cid:286) a(cid:298) do obozu nie wleczono albo do wiezienia armat ze Lwowa nie wzi(cid:266)to. Ale kiedy musiał, tedy acz z płaczem pojechał. Tak si(cid:266) zdarzyło, (cid:298)e na bardzo złej drodze po wielkich d(cid:298)d(cid:298)ach jesiennych, bo to było jako(cid:286) pod dobr(cid:261) jesie(cid:276), kolasa królewska za wsi(cid:261) Zalesie, niedaleko Janowa, ugrz(cid:266)zła w trz(cid:266)sawisku. Wo(cid:296)nica królewski sił(cid:261) moc(cid:261) chciał si(cid:266) wydobyć, (cid:286)mign(cid:261)ł batem zanadtoś konne ogniste jako lwy, a było ich sze(cid:286)ć w zaprz(cid:266)gu, kiedy si(cid:266) nie zepn(cid:261) i nie wyskocz(cid:261) jak szalone, tak owo jednej chwili zrobił si(cid:266) z tego wszystkiego jakoby tylko jeden kł(cid:261)b popl(cid:261)tany i okrutna trzaskaj(cid:261)ca wierzganina, (cid:298)e a(cid:298) woda z trz(cid:266)sawi- ska bryzn(cid:266)ła do góry jakby z sikawekś forysi pospadali z siodeł, lejce si(cid:266) porwały, orczyki potrzaskały, rzemienie popl(cid:261)tały, (cid:298)e ani we(cid:296), ani przyst(cid:261)p. Kolasa królewska bardzo si(cid:266) prze- 5 chyliłaś tylko patrzeć, kiedy si(cid:266) cale wywróciś sam Król Jegomo(cid:286)ć na szwankowanie zdrowia nara(cid:298)on. Było przy królu du(cid:298)o ludzi. dworzan, dragonii, szlachty, a wszystko to konno jechałoś jak si(cid:266) tedy zwali g(cid:266)st(cid:261) kup(cid:261) na ratunek, to jeszcze gorzej, bo ten chwyta za to, ten za owo, ten szarpie t(cid:266)dy, ten ow(cid:266)dy, ten sobie krzyczy, a ten sobie – owo hałas, trzask, zamieszanie, (cid:298)e chyba siekier(cid:261) si(cid:266) przer(cid:261)biesz do kolasy. Tak si(cid:266) zdarzyło, (cid:298)e wozy dworskie, co szły przed królem, odsadziły si(cid:266) były daleko naprzód, a z wozów skarbnych, co jechały z tyłu, ojcowski był najbli(cid:298)szy. Przybie(cid:298)ał tedy ojciec mój ju(cid:298) z samej ciekawo(cid:286)ciś widzi, jako jeden z drago- nów, co pozsiadali z koni, aby zaprz(cid:266)g znowu przywrócić do ładu, padł jak nie(cid:298)ywy od ko- pyta, a drugi nieboraczek pod kołami jeno dysześ nie namy(cid:286)laj(cid:261)c si(cid:266) zatem długo, zuchwałym sercem skacze ojciec mi(cid:266)dzy konie, podsadza si(cid:266) pod cug dyszlowy i no(cid:298)em wielkim kra- kowskim, co go tak(cid:298)e tulichem zowi(cid:261), rzeze postronki i rzemienie. Ledwo si(cid:266) z (cid:298)yciem wy- biegał i bez szwanku ojciec mój z tej niebezpiecznej roboty – ale teraz to ju(cid:298) z łatwo(cid:286)ci(cid:261) roz- pl(cid:261)tano konie. Kolasa została w miejscu, a konie, zhukane i znarowione, a który i skaleczony, rzuciły si(cid:266) strzał(cid:261) w pole. Wysadził si(cid:266) naprzód ku wozom skarbnym jeden starszy dworzanin i wołaŚ – Masz tam który dobre konie? Ojciec mój podbiegł do swojego woza i mówiŚ – Mam, panie. – Dawaj sam, a duchemĄ Ojciec w mig wyprz(cid:261)gł swoje konie i kazano mu je zało(cid:298)yć do kolasy królewskiej. Mówił potem ojciec matce, jako go strach wielki ogarn(cid:261)ł, kiedy pomy(cid:286)lał, (cid:298)e a nu(cid:298) nie wywlecze kolasy królewskiej z trz(cid:266)sawiska, a tak i wstyd, a mo(cid:298)e i co gorszego go spotka. Polecił si(cid:266) tylko Naj(cid:286)w. Pannie i (cid:286)w. Jerzemu, co jest niebieskim patronem furmanów, popatrzył tak miłosiernie na swoje szkapy, jak(cid:298)eby je prosił, aby go w tym ci(cid:266)(cid:298)kim terminie nie opuszcza- ły, a potem bior(cid:261)c si(cid:266) cały jakby w kup(cid:266), nie bacz(cid:261)c ju(cid:298) na nic, ani nawet na majestat królew- ski, jak nie trza(cid:286)nie z bicza, jak nie huknie z całej mocyŚ «AuĄ AjuĄ AjuĄ HyjĄĄĄ», a konie, jak(cid:298)eby zrozumiały, (cid:298)e tu idzie o dobrego pana i o własny ich honor, jak si(cid:266) nie wypn(cid:261) gdyby pał(cid:261)ki, jak si(cid:266) nie wysadz(cid:261) całe garbate, jak nie szarpn(cid:261) z miejsca – i oto kolasa królewska ju(cid:298) na twardej drodze i jeno wioĄ dalejĄ Tak podwiózł ojciec króla do Janowa,. a niedaleko ju(cid:298) było do tej stacji, i tu dwór cały za- trzymał si(cid:266). Kiedy ojciec koniska udr(cid:266)czone wyprz(cid:261)gł, aby wracać po swój wóz, co został w tyle na drodze, ka(cid:298)(cid:261) mu do króla. Stan(cid:261)ł ojciec truchlej(cid:261)cy przed majestatem pa(cid:276)skim po raz pierwszy w (cid:298)yciu, a i po raz ostatni, a oczu nawet podnie(cid:286)ć si(cid:266) nie wa(cid:298)ył na oblicze królew- skie. Mówi król ZygmuntŚ – A jako si(cid:266) zowiesz? – Marek Bystry, Miło(cid:286)ciwy KróluĄ – Wier(cid:266), Bystry – król na to – bo(cid:286) te(cid:298) i chłop bystry, A sk(cid:261)d ty? – Z Podborza, z ekonomii samborskiej, Miło(cid:286)ciwy Panie. – Tedy z Rusi, a mówisz dobrze po polsku. – Bom ja jest Polak i łaci(cid:276)ski. A trzeba wam wiedzieć, (cid:298)e w(cid:286)ród Rusi samborskiej jest du(cid:298)o osad jakoby mazurskich, to w całych osobnych gromadach, to z Rusi(cid:261) pomieszanychŚ Powtórnia, Powodowa, Strzałko- wice, Biskowice, Radłowice i tak dalej, które to osady, jako ludzie opowiadaj(cid:261), jeszcze ongi dawnymi laty stara królowa, co si(cid:266) Bona zwała, pono znad Wisły tu na Ru(cid:286) sprowadziła po wielkim powietrzu, kiedy Ru(cid:286) miejscami całkiem wymarłaś to i ojciec mój z takiej osady pochodził. – Masz tobie, Bystryś jed(cid:296)(cid:298)e z Bogiem – rzecze dalej król i rzuca ojcu do czapki czerwony złoty z swoim wizerunkiem. 6 Łaskawo(cid:286)ć Króla Jegomo(cid:286)ci dodała ojcu sercaś powiadał potem, (cid:298)e mu si(cid:266) tej chwili przy- pomniało owo m(cid:261)dre przysłowieŚ «Chwytaj okazj(cid:261) z przodu, bo z tyłu łysa». Jak tedy stał, tak pada plackiem pod stopy króla, wołaj(cid:261)cŚ – Najmiło(cid:286)ciwszy KróluĄ Błagam ja pokornie miłosierdzia Waszego, biedny pachołekĄ Król wstać mu kazał i pytał, czego by chciał? Ojciec jednakowo(cid:298) nie wstałś tylko w kl(cid:266)cz- ki si(cid:266) podniósł i tak kl(cid:266)cz(cid:261)cy suplikować zacz(cid:261)ł o konfirmacj(cid:261) na sołtystwo, którego mu (cid:296)li ludzie przecz(cid:261), a w (cid:298)ebraka obrócić by go radzi. Król słuchał chwil(cid:266) cierpliwie, a potem, wskazuj(cid:261)c na jednego z dworzan swoich, rzekłŚ – Opowiedz to temu. – I u(cid:286)miechaj(cid:261)c si(cid:266) dodałŚ – Słyszcie, SolskiĄ Miejcie tam na bacze- niu, co za spraw(cid:266) ma ten człowiek, bo to przecie(cid:298) jest nasz furman królewski, auriga regius. Stan(cid:261)wszy we Lwowie, ojciec mój przypomniał si(cid:266) pokornie p. Solskiemu, któremu król pro(cid:286)b(cid:266) jego poruczył, a ten go znowu odesłał do innego, a ten inny do drugiego, a ten drugi do trzeciego, i tak go posyłali od Annasza do Kaifasza, a(cid:298) nare(cid:286)cie podpisek kanclerski zapi- sał sobie, o co rzecz chodzi, i rzekł ojcuŚ – Jed(cid:296) ty, człeku poczciwy, do domuś przyjdzie tobie dekret królewski na gruntś wyprawi si(cid:266) pisanie do zamku w Samborze. Rad nierad, ojciec na tej obietnicy poprzestać musiał, bo gdzie(cid:298) to ubogiemu chłopu nie- bodze napychać si(cid:266) takim panom, przez drabanty, pokojowce, pajuki, łokciami si(cid:266) przesztur- chiwać, a to jeszcze i w bardzo niesposobnym czasie, kiedy wszyscy mieli nabite głowy wo- jennymi sprawami, bo wła(cid:286)nie królewicz naonczas, Władysław, a dzi(cid:286) miło(cid:286)ciwy nasz mo- narcha, wojował Turków, i kto (cid:298)yw był we Lwowie, tylko o tej wojnie mówił i o ni(cid:261) si(cid:266) fra- sował. A te(cid:298) i niebezpieczno bawić si(cid:266) było we Lwowie – raczej uciekaj, człecze, bo ci do Chocimia z armaty ka(cid:298)(cid:261). Ale przecie ojciec mój wrócił wesół i dobrej my(cid:286)li do domu, moc ciekawo(cid:286)ci matce i mnie opowiadał o królu, chwalił si(cid:266) przed s(cid:261)siady i przed podstaro(cid:286)cim, i przed wujem kantorem, (cid:298)e go Król Jegomo(cid:286)ć jakoby furmanem swoim mianował, a nawet sobie spami(cid:266)tał słowa łaci(cid:276)skie auriga regius, co wła(cid:286)nie tyle znaczy po polsku, co «wo(cid:296)nica królewski». Jam wtedy miał lat 13, a brat matki mojej, sługa ko(cid:286)cielny albo jak go zwano kantor, wuj Walenty, nauczył mnie po trosze czytać i pisać. Tedy ja, k(cid:266)dy trzeba– i nie trze- ba, na drzwiach, na skrzyniach, na stole, wypisywałem to kred(cid:261), to w(cid:266)glem grube i krzywe litery, układaj(cid:261)c owe łaci(cid:276)skie słowaŚ AURIżA RźżIUS – a tak mi si(cid:266) zdało, jakoby to tyle znaczyło, co hetman nad furmany. Ale tym dobrym my(cid:286)lom wrychle miał być koniec markotny, bo miesi(cid:261)c mijał za miesi(cid:261)- cem, a ona konfirmacja królewska na ojcowskie wolnictwo, co miała przyj(cid:286)ć na zamek, jak nie nadchodziła, tak nie nadchodziła. Podstaro(cid:286)ci, kiedy ojciec wrócił taki bezpieczny obie- caniem królewskim, schował był troch(cid:266) rogi, ale teraz nast(cid:266)pować zacz(cid:261)ł na ojca coraz to cia(cid:286)niej, a miał za wspólnika W(cid:266)grzyna pewnego, hajduka i wielkiego niegdy ulubie(cid:276)ca pana wojewody Mniszcha. Ten W(cid:266)grzyn, Kajdasz nazwiskiem, jeszcze pachol(cid:266)ciem wzi(cid:266)ty był na dwór pa(cid:276)ski, a teraz w Podborzu przy podstaro(cid:286)cim jakoby na łaskawym chlebie siedział i on to niby miał dane sobie od starego pana sołtystwo nasze. Tedy obaj przypiekali ojcu. turbuj(cid:261)c go gro(cid:296)bamiŚ «albo si(cid:266) po dobremu wyno(cid:286), albo ci(cid:266) wytrz(cid:266)siemy z tego wolnictwa, bo my ju(cid:298) wygrali spraw(cid:266) na zamku»ś a było to kłamstwo niecnotliwe, bo dekretu nie mieli, a nawet sami w sobie nie bardzo byli bezpieczni, czy w(cid:298)dy naprawd(cid:266) owa królewska konfirmacja nie przyjdzie. Owo(cid:298) tak stały rzeczy, (cid:298)e obie strony si(cid:266) bały – ojciecŚ nu(cid:298) go skrzywdz(cid:261)? – pod- staro(cid:286)ci i KajdaszŚ nu(cid:298) konfirmacja b(cid:266)dzie? Kiedy si(cid:266) jeden i drugi boi, łacno si(cid:266) godzić. – Zapłacisz ty nam 200 złotych, a ju(cid:298) ci(cid:266) zaniechać obiecujemy dla miło(cid:286)ci ludzkiej – mówił Bałczy(cid:276)ski. – Nie macie wy miło(cid:286)ci ludzkiej ani boskiej – mówił ojciec – (cid:298)e(cid:286)cie si(cid:266) tak sromotnie na zniszczenie moje nasadzili. Za grzechy moje dam 100 złotych, ale ju(cid:298) mnie raz zaniechajcie i na wieczno(cid:286)ć kwitujcie, i niech was Bóg s(cid:261)dzi za mnie biednego pachołkaĄ – Dawaj(cid:298)e zaraz, choćby i stoś z miłosierdzia tylko czynimy. 7 Ojciec grosza tyle nie miał, tedy po długich namowach tak stan(cid:266)ło, (cid:298)e ojciec si(cid:266) na tych sto złotych do przyszłego (cid:286)w. Michała zapisał, a za poczekanie dać musiał lichwy tego duka- ta, który od Króla Jegomo(cid:286)ci w Janowie dostał. Kiedym ja, małe chłopi(cid:266), patrzył na to, jako w oczach płacz(cid:261)cej matki ów dukat królewski zapadł jakoby w gł(cid:266)bok(cid:261) studni(cid:266) w skórzany mieszek Bałczy(cid:276)skiego, tak mi si(cid:266) serce skrajało i tak krzywda ona mojego ojca padła mi cała ci(cid:266)(cid:298)ka i pal(cid:261)ca na dusz(cid:266), jako kiedybym w piersiach miał (cid:298)ywy ogie(cid:276), (cid:298)e dnia tego i go- dziny całego (cid:298)ywota mego nie zapomn(cid:266), i choć potem jeszcze okrutniejsze dopuszczenia Bo- (cid:298)e spadły na nasz(cid:261) chat(cid:266) i na nasze głowy, tej najpierwszej (cid:298)ało(cid:286)ci mojej nie przytłumiły, tak jako dzwon, kiedy raz p(cid:266)knie, ju(cid:298) nie j(cid:266)czy, choć we(cid:276) jeszcze z wi(cid:266)ksz(cid:261) moc(cid:261) uderzysz, ani- (cid:298)eli wtedy, kiedy si(cid:266) spadał. Miał ojciec mój tej zimy słabo zarobku, a jako(cid:286) blisko wiosny roku Pa(cid:276)skiego 1622 wyje- chał do Lwowa z sol(cid:261), choć ju(cid:298) nierad sól woził, owszem całe ju(cid:298) był prasolstwo zarzucił, jako si(cid:266) to rzekło, ale musiał jechać raz dla zarobku, wzi(cid:261)wszy sobie na głow(cid:266) taki dług ci(cid:266)(cid:298)- ki do (cid:286)w. Michała, a tak(cid:298)e i dla widzenia si(cid:266) z kupcy ormia(cid:276)skimi, czy go gdzie z towarem w zyskowniejsz(cid:261) jak(cid:261) drog(cid:266) nie poszl(cid:261). Wróciwszy, mówi do matki jako(cid:286) nie(cid:286)miało, jakby bał si(cid:266) j(cid:261) utrapićŚ – Nie b(cid:266)dzie tego roku wielkich frachtów ani do Krakowa, ani do W(cid:266)gier, ani do Wołoszy, a co w t(cid:266) stron(cid:266) i(cid:286)ć ma, na to si(cid:266) ju(cid:298) inni furmani ujednali. Dla mnie to nic z tego nie zostało i musiałbym chyba wozić (cid:297)ydom samborskim wosk i skór(cid:266) a spław do Sanu. Ale pan Krzysz- tof Serebkowicz wyprawia za pi(cid:266)ć niedziel ze Lwowa karawan(cid:266)... – Do Turek? O ja nieszcz(cid:266)(cid:286)liwa? – zawołała moja matka, nie daj(cid:261)c ojcu doko(cid:276)czyć. – A ju(cid:298)ci(cid:298) (cid:298)e do Turek – rzecze ojciec – bo p. Krzysztof tylko z tureckimi kupcy ma swoje handle. Ale nie tak gł(cid:266)boko do samych Turek, bo nie a(cid:298) na sam Konstantynopol, jeno do J(cid:266)drna i Warny, nad morze, bo tam okr(cid:266)ty z towarem p. Krzysztofa przybić maj(cid:261). Ujednałem si(cid:266) tedy z p. Krzysztofem, a jak na mój rachunek, to aby z pomoc(cid:261) Bo(cid:298)(cid:261), tam i nazad po 100 talarów zarobi(cid:266). Du(cid:298)o było płaczu i lamentu w domu dla tej wyprawy ojcowskiej w dzikie i niebezpieczne kraje, a(cid:298) nad Czarne Morze, które, jako mi si(cid:266) naonczas w głowie mojej zdało, musiało być takie czarne, jak sadza, a całe pełne straszliwych bestyj i smoków, tako samo czarnych, jako i one gł(cid:266)biny bezustannie nocuj(cid:261)ce, w których ani Bo(cid:298)e słoneczko, ani ksi(cid:266)(cid:298)yc, ani gwiazdy przezierać si(cid:266) nie mogłyś nie tak, jak w naszym Dniestrze, na którego dnie modre niebo si(cid:266) kładło jakby w (cid:296)wierciadle, a chmury płyn(cid:266)ły pod wod(cid:261) jak ryby. Płakała matka, (cid:298)e ojciec si(cid:266) puszcza co wiedzieć na jakie przygodyś płakał ja, ale nie za to, (cid:298)e jedzie, jeno i(cid:298) mnie z sob(cid:261) wzi(cid:261)ć nie chce, a tak w niemałej (cid:298)ało(cid:286)ci czas ubiegał. Tymczasem ojciec milcz(cid:261)cy gotował si(cid:266) do jazdy, a ja, wtedy ju(cid:298) otrok do(cid:286)ć rosły, pomagałem, jak umiałem. Tedy zacz(cid:266)li(cid:286)my koniom dawać owsa na dwie niedziele przed wyjazdem, bo dot(cid:261)d sieczk(cid:266) tylko i siano gryzły i bardzo były posłabły i pochudły – a było ich ju(cid:298) tylko trzy, same bro(cid:298)- kowe, du(cid:298)e, jeden wrony, którego ojciec zwał D(cid:298)umbas, bo go od handlarza Turka kupił, a takich handlarzy d(cid:298)umbasami nazywaj(cid:261), drugi cisawy, Kłu(cid:286), trzeci pod(cid:298)ary, bo ani całognia- dy, ani całowrony, i ten był najpi(cid:266)kniejszy, a zwał si(cid:266) Sudanyś pochodził z bardzo zacnej stadniny pa(cid:276)skiej, ale był bardzo stary i na jedno oko (cid:286)lepy. Potem zacz(cid:261)ł ojciec wóz opatry- wać i oprawiać, wszystko z osobna i z wielkim baczeniem od najwi(cid:266)kszej do najmniejszej rzeczy, od kół, osi, obr(cid:266)czy, do najmarniejszego gwo(cid:296)dzia i (cid:286)rubki, a była to pałuba okrutnie du(cid:298)a, cała setnie kowana, z ogromnym koszem łubianym i przykoszkami, z poklatem na ob- r(cid:266)czach, który wygl(cid:261)dał jak du(cid:298)a buda, (cid:298)e w niej chyba i mieszkać by mo(cid:298)na jakby w izbie, a pokryty był grubym a g(cid:266)stym cwelichem wrocławskim, (cid:298)e i człek i towar bezpieczny był od deszczów, jak pod dobrym dachemŚ A tyle było na tym wozie (cid:298)elaza, tyle ła(cid:276)cuchów, (cid:298)e, bywało, jak po twardej drodze ojciec pu(cid:286)ci konie rysi(cid:261), to taki brz(cid:266)k, taki łoskot, taki t(cid:266)tent i dzwonienie, a przy tym tak huczy, jakoby w kotły bito, co zawsze było z podziwieniem ludzi, jako (cid:298)e w tych stronach ruskich, a osobliwie pod górami, maj(cid:261) chłopy wózki mizerne, (cid:298)e w 8 nich i jednego ćwieczka (cid:298)elaznego nie masz na pokazanie, a wszystko to piszcze i skrzypie, i trzeszczy, (cid:298)e kiedy z gór długim (cid:298)urawiem z klepkami ku spławom jad(cid:261), to na mil(cid:266) słyszysz t(cid:266) muzyk(cid:266). Du(cid:298)o by pisać, jak opatrznie ojciec na t(cid:266) dalek(cid:261) drog(cid:266) si(cid:266) wybierał, jak osobno zładował woreczek owsa (cid:286)wi(cid:266)conego w dzie(cid:276) (cid:286)w. Szczepana M(cid:266)czennika, aby go po drodze do karmy dosypywać dla od(cid:298)egnania złego od koniś jak dobierał ziela na ró(cid:298)ne choroby ko(cid:276)skieŚ lulk(cid:266), lipk(cid:266), wil(cid:298)yn(cid:266), kopytnik itd.ś jak robił zapas smarowidła na rzemienieŚ z wódki, sadła i sadzy gda(cid:276)skiejś jak w osobny skórzany mieszek wkładał naczynie przygodnieŚ młot, obc(cid:266)gi, dłuto, szydła, kop(cid:266) cał(cid:261) ufnaliś jak czy(cid:286)cił topór, samopał i szerok(cid:261) szabl(cid:266) multank(cid:266), bo bez tego ani ruszaj si(cid:266) z domu, skoro ci(cid:266) droga prowadzi w takie dalekie a dzikie krainy. Tymczasem matka ładowała odzie(cid:298) i bielizn(cid:266), a i o strawie na drog(cid:266) pami(cid:266)tałaŚ chleba, jagieł, słoniny, gomółek, choćby tyle, aby nie od razu z gotowego grosza (cid:298)yć, ale na swoim jaki tydzie(cid:276) i drugi poprzestać. Dał ojciec na msz(cid:266) ksi(cid:266)dzu plebanowi, wysłuchali(cid:286)my jej w wielkim nabo- (cid:298)e(cid:276)stwieś ojciec si(cid:266) wyspowiadał i Przenaj(cid:286)w. Sakrament przyj(cid:261)ł, po(cid:298)egnał si(cid:266) z wujem kan- torem i znajomymi we wsiś w skruszeniu serca po Sakramencie nie zapomniał nawet o pod- staro(cid:286)cim i hajduku Kajdaszu, choć za ich to spraw(cid:261) musiał si(cid:266) hazardować i tam jechać, gdzie si(cid:266) ju(cid:298) je(cid:296)dzić zarzekał, bo si(cid:266) tym poga(cid:276)skim szlakiem człek wyprawia jak na wojn(cid:266), niepewny jutra i (cid:298)ycia. Nazajutrz rano jeszcze sło(cid:276)ca nie było na niebie, a ju(cid:298) pałuba zaprz(cid:266)(cid:298)ona stała gotowa, konie parskały (cid:298)wawo, jakby na dobr(cid:261) wró(cid:298)b(cid:266), i grzebały ziemi(cid:266) kopytami, tak im przybyło ochoty i gor(cid:261)ca po dwuniedzielnym obroku. Ojciec prze(cid:298)egnał znakiem krzy(cid:298)a (cid:286)w. matk(cid:266) i mnie, a matka jego, obłapił i ucałował nas oboje, zrobił biczem znak krzy(cid:298)a (cid:286)wi(cid:266)tego przed ko(cid:276)mi, siadł na kozioł, trzasn(cid:261)ł z bicza... „AjuĄ HyjĄ” Zaturkotał wóz po suchej drodze, a mnie i matce si(cid:266) zdało, (cid:298)e te jego kowane koła po sercu nam przejechały. 9 II KOZAK SEMEN Wkrótce po tym wyje(cid:296)dzie mojego ojca stało si(cid:266) u nas wielkie zamieszanie i jakoby trzask okrutny, jeno (cid:298)e bardzo niewesoły. Wracały wojska z wojny tureckiej, a wracały biedne, chude, odarte i głodne, a w onej biedzie własnej niepami(cid:266)tne biedy ludzkiej. Rozsypał si(cid:266) (cid:298)ołnierz szerok(cid:261) sieci(cid:261)ś zawadził i o ekonomi(cid:266) samborsk(cid:261), jako (cid:298)e to była królewszczyzna, a tedy najbardziej na gospody (cid:298)ołnierskie wystawiona. Napatrzyłem si(cid:266) wonczas i buty, i n(cid:266)dzy wojackiej do syta. Najpierw zacz(cid:266)ła si(cid:266) przewijać szlachta, wracaj(cid:261)ca do dom z pospolitego ruszenia, ale tej spieszno było do własnego komina, a podobno mało tam który z niej widział (cid:298)ywego Turka, bo si(cid:266) to wszystko zaraz po chocimskiej potrzebie jeszcze spode Lwowa wró- ciło, nie za(cid:298)ywszy obozu i nie pow(cid:261)chawszy prochu. Ale za ni(cid:261) posypał si(cid:266) dopiero praw- dziwy (cid:298)ołnierz najrozmaitszej broni, jeszcze jakoby mokry od krwi poga(cid:276)skiej, a i od swojej własnej, kurzem bitwy okryty, czarny od wiatrów i sło(cid:276)ca – cz(cid:266)sto chory, cz(cid:266)sto ranny i okaleczały, a zawsze głodny, odarty i prawie (cid:298)e dziki. Napatrzyłe(cid:286) si(cid:266) wtedy, bracie, co to wojna umieĄ Husaria, pancerni, dragonia, rajtaria, piechota łanowa, kozacy i Bóg tam wie jaki jeszcze lud zbrojny, bo byli mi(cid:266)dzy nimi i Wołosi, i W(cid:266)grzyni, i Niemcy – wszystek ten (cid:298)ołnierz to mijał, to si(cid:266) zatrzymywał, a najcz(cid:266)(cid:286)ciej tak bywało, (cid:298)e ledwie jedni si(cid:266) osadz(cid:261), a ju(cid:298) drudzy ich sp(cid:266)dzaj(cid:261) z gospód sił(cid:261) moc(cid:261), tak (cid:298)e bez trzasku szabel i bez strzelaniny cz(cid:266)sto si(cid:266) nie obyło. A wszystko z uciskiem i ze łzami ubogiego ludu, bo (cid:298)ołnierz długo był niepłatnyś tym (cid:298)ył, co mu dano, a raczej tym, co sam wzi(cid:261)ł. Były mi(cid:266)dzy nimi szarpacze, (cid:298)e ano nie wiesz, czy to swój, czy nieprzyjacielś z Tatarem stali za jedno. żdzie był jaki kogut, to go zjedliś ciel(cid:266)ta r(cid:298)n(cid:266)li, płótno babom wydzierali, ziarnko (cid:298)yta i (cid:296)d(cid:296)bło słomy nie zostało po nich w stodole. Tak i u nas w Podborzu działo si(cid:266) z wielkim strachem moim, a z niemałym płaczem mej matki. A ta jedna tylko była pociecha dla mnie, (cid:298)e zaraz pierwszego dnia (cid:298)ołnierze okrutnie zbili podstaro(cid:286)ciego i hajduka Kajdasza za to, (cid:298)e ich do dworu pu(cid:286)cić nie chciano, ka(cid:298)(cid:261)c im na nas ubogich chłopkach poprzestawać. Za zmiłowaniem Bo(cid:298)ym poszli nare(cid:286)cie, albo raczej wy(cid:286)cigano ich z całej okolicy, za(cid:286) na ich miejsce przyszły roty husarskie, a mi(cid:266)dzy nimi i rota p. kasztelana Samuela Koniecpolskiego, który po panu Daniłłowiczu trzymał starostwo samborskie. Podstaro(cid:286)ci z hajdukiem Kajdaszem pisali dla nich gospody, a jako chata nasza była najdostatniejsza we wsi i była przy niej du(cid:298)a stajnia, to nas najpierwszych pisali. We dworze, w którym tylko podstaro(cid:286)ci Bałczy(cid:276)ski siedział, stan(cid:261)ł sam pan chor(cid:261)(cid:298)y husarski z kilku towarzyszami, a na nasz(cid:261) zagrod(cid:266) przypadły trzy konie z jednym czeladnikiem słu(cid:298)eb- nym. Pami(cid:266)tam, było to ju(cid:298) pod wieczór, a wrota naszego podwórza były przywarteś kiedy sie- dz(cid:261)c w izbie, słysz(cid:266) mocne wołanieŚ – Hej, hoĄ Hej, hoĄ 10 Wychodz(cid:266) ja i spojrz(cid:266)Ś przed wrotami stoj(cid:261) trzy konieś dwa z nich wyniosłe i szumne, całe czerwonymi suknami nakryte, bardzo pa(cid:276)skie i harde, (cid:298)em takich pi(cid:266)knych jeszcze nie wi- dział, za(cid:286) trzeci o wiele mniejszy, chudy i bardzo na oko niepoczesny, a na nim siedzi młody człek, jakoby wyrostek dopiero, w kaftanie z ciel(cid:266)cej skóry, na której sier(cid:286)ć była zostawiona, w czapce baraniej wysokiej i spiczastej, przegi(cid:266)tej na lewy bok, z dług(cid:261) spis(cid:261) i przy szabli, a na plecach i przy boku wisz(cid:261) mu trzy jakoby sakwy, jedna bardzo długa, druga krótsza, trze- cia, jakby okr(cid:261)gła, a wszystkie trzy mocno kudłate, bo z koziego ko(cid:298)ucha szyte. – Hej, hoĄ Hej, hoĄ – woła na mnie patrz(cid:261)cego – a odewrzesz ty wrota, kotiuhoĄ Id(cid:266) otwierać, a tymczasem wyszła i matka, ju(cid:298) zła bardzo, cała czerwona i chmurna, z za- ci(cid:286)ni(cid:266)tymi od gniewu ustami, bo ju(cid:298) jej były te gospody (cid:298)ołnierskie doj(cid:266)ły do (cid:298)ywego i tak nas zniszczyły, (cid:298)e i chleba suchego w domu nieraz nie było, (cid:298)e pami(cid:266)tam, matka zwykła była mówićŚ Przyszedł jeden, wzi(cid:261)ł sukman(cid:266)ś przyszedł drugi, wzi(cid:261)ł koszul(cid:266)ś przyjdzie trzeci, to chyba skór(cid:266) z ciała zedrze. Ale ten nowy go(cid:286)ć w ciel(cid:266)cym kaftanie jako(cid:286) tak nie wygl(cid:261)dał, jakoby nas ze skóry miał łupić. Choć mnie przed chwil(cid:261) nazwał kotiuh(cid:261), teraz kiwn(cid:261)ł mi głow(cid:261) i u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266) we- soło, zeskoczył z konia, zdj(cid:261)ł czapk(cid:266), pokłonił si(cid:266) pi(cid:266)knie matce, pocałował j(cid:261) w r(cid:266)k(cid:266) i rzekłŚ – Sława BohuĄ Daj Bo(cid:298)e zdrowie, pani matkoĄ Kiedy zdj(cid:261)ł czapk(cid:266) i grzecznie nas pozdrowił, my oboje jeno g(cid:266)by pootwierali od zdzi- wienia, bo ano ten człowiek miał cał(cid:261) głow(cid:266) ogolon(cid:261), a na wierzchu jeno został mu długi kosmyk włosów, jakoby warkocz zapleciony, a ten sobie zawin(cid:261)ł a(cid:298) poza ucho. Pomiarkował to ten człowiek, (cid:298)e na niego jakby na dziw patrzymy i (cid:286)miej(cid:261)c si(cid:266) rzeczeŚ – Ano, to wy, jako bacz(cid:266), (cid:298)ywego Kozaka jeszcze nie widali? Jam przecie(cid:298) widywał cz(cid:266)sto kozaków staro(cid:286)ci(cid:276)skich, bo z zamku samborskiego z listami je(cid:296)dzili, ale ci byli w barwie przystojnej i włosy tak strzygli, jako my wszyscy, i nie wieszali na siebie takich biesag kosmatych i spis takich długich u nich nie widziałem, jeno szable i pletnie. Tak mu te(cid:298) powiadam. – Bo tamto to sobie czelad(cid:296) słu(cid:298)ebna, staro(cid:286)ci(cid:276)ska – rzecze on na to – a ja mołojec rzetel- ny, wolny, i z Kozaków «nieposłusznych», zaporoskich. – A kiedy wy nieposłuszny i niesłu(cid:298)ebny, to czemu słu(cid:298)ycie i słuchacie? – mówi matka. – Bo teraz musz(cid:266), ale mój ojciec nie musiał i ja przódy nie musiał, i niezadługo to znowu nie b(cid:266)d(cid:266) musiał, jak Bóg da... U nas tak powiadaj(cid:261)Ś Terpy, Kozacze, budesz atamanomĄ Mówił po rusku lubo umiał tak(cid:298)e po polsku, ale my i po rusku dobrze go rozumieli, jako (cid:298)e(cid:286)my mi(cid:266)dzy sam(cid:261) Rusi(cid:261) i porodzili si(cid:266), i wychowali. – A ciebie jak wołaj(cid:261)? – pyta mnie ten Kozak. – Hanusz – odpowiadam, bo na imi(cid:266) było mi Jan, ale ojciec z miejska Hanusz mnie wołał, i pytamŚ – A was jak? – Ja si(cid:266) nazywam Semen Bedryszko, spod Czerkas, assawułów syn. Zawiódł konie do stajni, a ju(cid:298) mu było ze dworu obroki przystawiono, ustawił w przewo- rynach, uwi(cid:261)zał, nasypał je(cid:286)ć, zało(cid:298)ył siano, a przed tym jeszcze dług(cid:261) spis(cid:266) i owe kosmate biesagi w k(cid:261)cie zło(cid:298)ył. Potem z jednej biesagi wydobył łuk, z drugiej łubie ze strzałami, a z trzeciej kobz(cid:266) kozack(cid:261) z dereniowego drzewa i wszystko to obok siodła i dwóch pistoletów, które miał w olstrach kulbaki, porz(cid:261)dnie na kołkach porozwieszał. Ja przez cały czas chodziłem za nim oczami w ciekawo(cid:286)ci wielkiej, a kiedy wyszedł ze stajni, pobiegłem i ja, czekaj(cid:261)c, rychłoli, tak jak inni (cid:298)ołnierze, we(cid:296)mie kl(cid:261)ć a na matk(cid:266) wo- łaćŚ «Dawaj, babo, je(cid:286)楻 Matka była wła(cid:286)nie na podwórzu z siekier(cid:261) w r(cid:266)ku i zabierała si(cid:266) do r(cid:261)bania drwa, bo sługi ju(cid:298) wtedy nie mieli(cid:286)my, a tu Kozak skoczy do niej, odbierze jej siekier(cid:266) i powieŚ – Zostawcieś ja to lepiej umiemĄ Nar(cid:261)bał drew, zaniósł do izby, wzi(cid:261)ł dwie pró(cid:298)ne konewki i nie pytaj(cid:261)c nawet, gdzie we wsi studnia, bo j(cid:261) po drodze widział, nanosił wody, a widz(cid:261)c, (cid:298)e matka nieci ogie(cid:276) na kuchni, podsun(cid:261)ł si(cid:266) i sam go tak pr(cid:266)dko rozniecił, (cid:298)e ja z matk(cid:261) z podziwieniem na to patrzyli(cid:286)my. 11 Zobaczył garnek czysty, który matka nagotowała była, nalał do(cid:276) wody, przystawił do ognia, a zrobiwszy to wszystko, siadł na ławce i mrugaj(cid:261)c do nas wesoło, mówiŚ – Ogie(cid:276) jest, woda jest, ino waryty, koby buło szczoĄ Tak si(cid:266) ten Semen grzecznie przymówił do wieczerzy, a (cid:298)e matka mu rada była za t(cid:266) jego poczciwo(cid:286)ć, tedy miał i kasz(cid:266) jaglan(cid:261) z mlekiem i troch(cid:266) szperki do chleba si(cid:266) znalazło – a jadł jak wilk, taki był głodny. Wzi(cid:261)ł nas od razu za serce ten Kozaczek i z ka(cid:298)dym dniem milszy był mojej matceś ja za(cid:286) tom go tak polubił, jak gdyby to był mój rodzony. Nie był nam ci(cid:266)(cid:298)ki, owszem niepomału pomocnyś nie jadał nawet z nami, bo go jako czeladniczka p. kasztelana Koniecpolskiego podstaro(cid:286)ci we dworze (cid:298)ywić musiał, a matce, kiedy tylko mógł, to pomagałŚ drwa r(cid:261)bał, wod(cid:266) nosił, izb(cid:266) zamiatał, na pole chodził, sieczk(cid:266) rzn(cid:261)ł, na (cid:298)arnach m(cid:261)k(cid:266) mełłś co we(cid:296)mie, to mu si(cid:266) pod r(cid:266)k(cid:261) pali, taki (cid:298)wawy robotnik, a wesoły, a (cid:286)piewaj(cid:261)cy, a(cid:298) w chacie miło. Bywało we(cid:296)mie wieczorem t(cid:266) kobz(cid:266) swoj(cid:261) i zacznie (cid:286)piewać, a przerwami na strunach przebierać, (cid:298)e ano i one (cid:286)piewaj(cid:261) jakoby (cid:298)ywe, i zda ci si(cid:266) razś (cid:298)e płacz(cid:261) (cid:298)ało(cid:286)nie, tak (cid:298)e i tobie płakać si(cid:266) chceś to znowu bij(cid:261) jakby w dzwony rado(cid:286)ne, albo jak wesołe skrzypki do ta(cid:276)ca wołaj(cid:261), (cid:298)e jeno poskocz z miejscaś to znowu szumi(cid:261) cicho jak wiatr w burzanach i gin(cid:261) gdzie(cid:286) daleko, daleko, jakby to a(cid:298) za górami, za borami było, (cid:298)e ju(cid:298) nie do ucha gadaj(cid:261), ale do samej duszy człowieczej, i tak ci si(cid:266) robi, jak kiedyby co(cid:286) bardzo dobrego i umiłowanego od ciebie uciekało, uciekało, a nare(cid:286)cie całkiem uciekło i wrócić nie obiecało... Matce mojej zawsze si(cid:266) wtedy na płacz brało i zawsze jej stawał na oczach ojciec, biedny, samotny, w(cid:266)- drowny, w dalekich poga(cid:276)skich krainach. – Miły Bo(cid:298)e – rzecze tak raz matka – co tam teraz mój porabiaĄ – Wasz? – pyta Semen i mówi dalejŚ – Ot, ja głupi, to ja my(cid:286)lał, (cid:298)e wy wdowa, a gdzie(cid:298) wasz? – Pojechał z furmank(cid:261), z ormia(cid:276)skim towarem... ju(cid:298) temu kilka niedziel b(cid:266)dzie. – A gdzie pojechał? – pyta Kozak. – Daleko, bardzo daleko, a(cid:298) do Czarnego Morza. Kozak klasn(cid:261)ł w dłonie i wołaŚ – Czarne MorzeĄ Znaju, znajuĄ Bywał ja na Czarnym Morzu, oj, bywałĄ Tak rok jeszcze bywałĄ Hej, hej, to jakby moja ojczyznaĄ... si(cid:266) zapaliły jak dwa (cid:298)ywe w(cid:266)gle. A kiedy to mówił, to tak jak gdyby i rado(cid:286)ć, i (cid:298)ało(cid:286)ć jaka(cid:286) zarazem go zbierała, a oczy mu – Nad Czarne Morze pojechałś ot, i patrzcie, a nic mi nie mówicieĄ Ale gdzie, na jak(cid:261) stro- n(cid:266)? WidzicieŚ Czarne Morze wielkie, wielkie jak (cid:286)wiatĄ A po brzegach grody i sioła, i zamki, a od jednych do drugich daleko, daleko, znowu (cid:286)wiatĄ Biłogród, Kilia, Sulima, Tarabozan, Synopa, Warna... – Warna, WarnaĄ – zawoła matka – do Warny z kupcami pojechał. – Ot, co, tak i gadajcie, do WarnyĄ Znaju, znajuĄ To nie tam od Zaporo(cid:298)a, gdzie nasz Dniepr, ani tam od Wołoszy, gdzie wasz Dniestr do morza wpada, to na dole, na dole... – Jako(cid:298) to Dniestr? – rzek(cid:266) ja z wielkim zdziwieniem, bo Dniestr płyn(cid:261)ł pod nasz(cid:261) wsi(cid:261) i ledwie go z oka naszego nie widać – to Dniestr płynie a(cid:298) do Czarnego Morza? – Co nie ma płyn(cid:261)ć?... płynie a(cid:298) do samego morza, a jakby ty, mołojczyku, wyszedł tu z Podborza, a szedł brzegiem, a szedł i szedł, i szedł.., toby(cid:286) do limanu, a z limanu do Czarnego Morza zaszedł, ot, coĄ Zadumał ja si(cid:266) bardzo, a tymczasem matka mówiŚ – A wy tam byli, Semen? – Czemu ja nie miał być? Był ja tam, był ja i dalej. K(cid:266)dy to Semen nie bywał z ojcem as- sawuł(cid:261) i mołojcamiĄ... – Tak piechot(cid:261), brzegiem dniestrowym? – pytam ja teraz. 12 byli. – Widzisz goĄ Piechot(cid:261), brzegiemĄ Jeszcze ty durny mołojczyk jeste(cid:286)Ą Na czajkach my tam I zacz(cid:261)ł si(cid:266) (cid:286)miać bardzo ze mnie, a ja si(cid:266) ju(cid:298) wstydziłem pytać, co to s(cid:261) czajki, bo znałem tylko czajki ptaki i słyszałem, (cid:298)e jesieni(cid:261) wybieraj(cid:261) si(cid:266) za morze, ale matka pytaŚ – A có(cid:298) to s(cid:261) czajki? Tedy dowiedzieli(cid:286)my si(cid:266) od Semena, (cid:298)e to s(cid:261) takie du(cid:298)e czółna, (cid:298)łobione z lipowych kłód, skór(cid:261) w (cid:286)rodku wybite, a dokoła trzcin(cid:261), czyli oczeretem oplatane, na których i rzekami i morzem chy(cid:298)o płynie, kto wiosłowania dobrze (cid:286)wiadom. – A co wy tam robili, Semen, na Czarnym Morzu i w Warnie? – pyta matka. – Co my tam robili? HulaliĄ W go(cid:286)cinie my tam byli, hej, w go(cid:286)cinieĄ Tylko (cid:298)e nam tam nie byli radzi, oj, nie byli, pewno nie byliĄ I tu przerwał i nie chciał dalej mówić, jeno taki stan(cid:261)ł, jakby go kto odmieniłś co(cid:286) mu ta- kiego z oczu błysn(cid:266)ło, czego my przedtem nigdy w nim nie widzieli, tak jakoby w tym Koza- ku jeszcze drugi jaki(cid:286) człek siedział, ale zły i srogi, a dopiero teraz niby z jaskini na nas spoj- rzał. Ale to na chwil(cid:266) tylko było, bo zaraz potem znowu był wesół. Mieli my du(cid:298)o pociechy z tego Kozaka, i ja, i matka, i s(cid:261)siedzi, a ja to ju(cid:298) pewno najwi(cid:266)- cej. Nauczył mnie na swej kobzie grać, nauczył z łuku strzelać, a był taki sprawny w tym strzelaniu i tak(cid:261) miał dziwn(cid:261) pewno(cid:286)ć w oku, (cid:298)e bywało ptaka w lot strzał(cid:261) przeszyjeś poka- zał, jak mam sobie strugać wereszki na strzały, jak na nie nabijać ostre płoszczyki, jak robić zatrzaski, sidła i siatki na ptactwo i zwierzyn(cid:266), jak wyplatać wi(cid:266)ciorki na ryby, jak w czystym polu lub w lesie rozeznać si(cid:266), gdzie słonko wstaje, a gdzie si(cid:266) chowa i gdzie na niebie połu- dnie a gdzie siewierz, a to nawet w nocy, wedle gwiazdś jak przykładać ucho do ziemi i na- słuchiwać, i poznać, czy kto jedzie z daleka i czy to wozy, czy konni ludzie, i czy ich mało, czy wi(cid:266)cej – owo zgoła nauczył rozmaitych ciekawo(cid:286)ci, których u nas we wsi nikt albo cale nie znał, albo niedobrze wiedział. Z koniem swoim, chudym i na oko marnym, to był jakoby z przyjacielem albo z rodzonym bratem, mówił do niego jak do człowieka i powiadał, (cid:298)e ko(cid:276) jego rozumie, a on koniaś jako(cid:298) była to szkapa osobliwa, jak dobrze chowany pies zmy(cid:286)lna i posłuszna, i jak pies do swego pana przywi(cid:261)zana. Pozwalał mi te(cid:298) na swego konia wsiadać, a kiedy tamte dwa konie husarskie prowadził na przekłusk(cid:266), pozwalał mi jechać na swoim, a sam jednego z husarskich dosiadał. Jednego ranka wyjechali(cid:286)my tak z ko(cid:276)mi i wzi(cid:266)li(cid:286)my si(cid:266) drog(cid:261) ku Samborowi. Ujechali- (cid:286)my mo(cid:298)e jak(cid:261) ćwierć mili, kiedy si(cid:266) natkniemy na wóz mały, ale dobrze naładowany, tak jakby jaki(cid:286) towar wiózł, z dwoma mocnymi ko(cid:276)mi w zaprz(cid:266)gu w(cid:266)gierskim i z furmanem ubranym nie po naszemu, bo u nas takich (cid:286)witek z samodziału i takich czapek wysokich, spi- czastych, a bardzo podobnych do tej, jak(cid:261) Kozak Semen miał na głowie, nigdzie dokoła nie naszano. Jak go Semen zobaczył, to a(cid:298) prawie podskoczył na koniu i zaraz do niego po ruskuŚ – Sława BohuĄ A wy od Taraszczy? – A od Taraszczy. Od Łebedynej żrobli. – A sk(cid:261)d jedziecie? – A(cid:298) z siedmiogrodzkiej ziemi. – A dok(cid:261)d Bóg prowadzi? – Do Lwowa, a stamt(cid:261)d, pomagaj Bóg, do domu, na Ukrain(cid:266). – A wóz i konie wasze? – żdyby mojeĄ Ja czumak biedny. Nie moje, (cid:298)ydowskie... – A jaki to (cid:297)yd? – Chocimski, turski (cid:297)yd, Czarny Mordach. – Czarny Mordach, co go po tursku Kara-Mordach nazywaj(cid:261)Ą – krzykn(cid:261)ł Semen i tak rzu- cił sob(cid:261) na koniu, jakby go kto strzał(cid:261) przebódł. – A gdzie(cid:298) oni? – Został w tyle – mówi furman – jedzie konno, na siwym bachmacie, ot, i słychać kopyta. 13 Patrz(cid:266) ja w t(cid:266) stron(cid:266) i widz(cid:266)Ś jedzie na siwym koniu chłop setny, w czarnej (cid:298)upicy, prze- pasany szerokim rzemieniem z surowej skóry, z twarz(cid:261) ciemn(cid:261) jakby u Cygana, z du(cid:298)(cid:261) czar- n(cid:261) brod(cid:261) i z małymi bystrymi oczyma, (cid:286)wiec(cid:261)cymi jak u kota, ale kosooki, tak (cid:298)e tym zezo- watym spojrzeniem brał ci(cid:266) jakoby we dwoje szydeł i chciał niby przekłuć człowieka brzyd- kimi (cid:286)lepiami na wskró(cid:286) z obojej strony. Jak go tylko Semen zobaczył, poczerwieniał cały jako mak polny, (cid:298)yły mu nabiegły krwi(cid:261) na czole, a oczy mu si(cid:266) zapaliły takim gniewem, (cid:298)e a(cid:298) mnie samemu stał si(cid:266) straszny. – Bóg mi jego dałĄ Bóg mi jego dałĄ – woła wielkim głosem i sadzi z koniem prosto na onego (cid:297)yda. (cid:297)yd patrzył wi(cid:266)cej na nasze konie ni(cid:298) na nas, dopiero gdy Semen tak krzykn(cid:261)ł i tak do niego podjechał, (cid:298)e swoim kolanem prawie jego kolana dotkn(cid:261)ł, podniósł oczy na Kozaka. – Kara-MordachĄ Kara-MordachĄ – krzykn(cid:261)ł teraz Semen. – Poga(cid:276)ski synuĄ SobakoĄ Znasz ty mnie? Znasz ty Bedryszk(cid:266)? (cid:297)yd si(cid:266) zatrz(cid:261)sł, pobladł i z nagłym strachem umkn(cid:261)ł si(cid:266) w zad konia, ale w tej samej chwili Kozak łapĄ go za gardło i tak okrutnie (cid:286)cisn(cid:261)ł, (cid:298)e małe oczka (cid:297)yda krwi(cid:261) nabiegły i wysadziły si(cid:266) na wierzch jak gałki. (cid:297)yd a(cid:298) zacharczał, ale w tej chwili, jako miał pleciony ka(cid:276)czug w r(cid:266)ku, tak nim z całej siły uderzył konia, na którym Semen siedział. (cid:285)wisn(cid:266)ła (cid:298)y- dowska pletnia w powietrzu jak (cid:298)mija i jak (cid:298)mija zwin(cid:266)ła si(cid:266) na koniu, a ko(cid:276) zapiszczał z bolu i strachu i jak w(cid:286)ciekły rzucił si(cid:266) wielkim skokiem na bok. Semen spadł na ziemi(cid:266). (cid:297)yd zaci(cid:261)ł pletni(cid:261) swego bachmata i zacz(cid:261)ł uciekać gwałtownym cwałem. Jak wicher rozmiatał za sob(cid:261) kurzaw(cid:266) i przepadł z oczu jakoby w ciemnej chmurze. Semen porwał si(cid:266) na nogi, str(cid:261)cił mnie z swojego kozackiego konia jak klusk(cid:266) na ziemi(cid:266), wspi(cid:261)ł si(cid:266) w kulbak(cid:266) i nie rzekłszy do mnie ani słówka, pu(cid:286)cił si(cid:266) strzał(cid:261) w pogo(cid:276) za (cid:297)ydem. Tylem go widział i słyszał, co (cid:286)wiszcz puszczony z łuku... Zerwał si(cid:266) w gór(cid:266) wysoko dru- gi tuman kurzu i zakrył i Semena, i konia. Zostałem sam na drodze, a konie husarskie tym- czasem pop(cid:266)dziły na pola. Nie wiedziałem, co czynić, czy łapać konie, czy czekać na Semena – stałem głupi od strachu i ciekawo(cid:286)ci, z oczyma wlepionymi w obłoki kurzu, które umykały coraz dalej, coraz dalej, a(cid:298) opadły pod górami. 14 III TAJEMNICA KOZACKA Min(cid:261)ł dzie(cid:276), a Semen nie powrócił. Konie, połapane w polu, dopiero pod wieczór przy- wiedziono do wsi, ale ju(cid:298) ich nie postawiono w naszej stajni tylko we dworze u podstaro(cid:286)cie- go. Przyszedł hajduk Kajdasz do naszej chaty i kazał mi z sob(cid:261) i(cid:286)ć do dworu. Szedłem z wielkim strachem, jak kiedybym współwinny był w tym, co si(cid:266) stało z owym (cid:297)ydem i Seme- nem. Pytano mnie surowo, a nawet chłost(cid:261) gro(cid:298)ono, abym wszystko powiadał, co jeno wiem, bez wszelkiego zatajeniaś jam te(cid:298) wszystko powiedział, choć tego niewiele było i nikt z tego m(cid:261)dry być nie mógł. Cał(cid:261) noc tego dnia nie spałemś matka tak(cid:298)eś zawsze nam si(cid:266) zdawało, (cid:298)e Kozak wróciś a kiedy si(cid:266) tylko co ruszyło na podwórzu, wiatr czym(cid:286) potr(cid:261)cił, pies gdzie(cid:286) we wsi zaszczekał, wybiegałem z chaty, czy to nie Semen wraca. – Niechajby ju(cid:298) nie wrócił i niechby(cid:286)my go ju(cid:298) nigdy nie obaczyli – rzecze mi matka na- zajutrz rano – byleby go nie złapano. Bo co wiedzieć, jako to było i co si(cid:266) stało? Mo(cid:298)e co strasznegoś mo(cid:298)e rozbój jaki, zabicie tego czarnego (cid:297)yda... Trafiła matka w sam(cid:261) prawd(cid:266), bo pod wieczór wuj kantor, który Semena u nas poznał i bardzo polubił, przybie(cid:298)ał do nas zadyszany i prawiŚ – Jechali dzi(cid:286) solarze z Drohobyczaś powiadali, (cid:298)e tam niedaleko Bronnicy znale(cid:296)li ludzie na polu jakiego(cid:286) turskiego (cid:297)yda, szabl(cid:261) srodze zr(cid:261)banego, (cid:298)e ju(cid:298) znaku (cid:298)ycia nie dawał. Zło- (cid:298)yli go u (cid:297)yda kwotnika, co niedaleko mieszka, a balwierz, co go zawołano, jeszcze si(cid:266) w nim (cid:298)ycia domacał, ale mówi, (cid:298)e mu (cid:286)mierć pewna od rozłupanej czaszki. – Od Semenowe j szabliĄ – zawołałem prawie z uciech(cid:261), bo lubom z tej całej przygody nic nie rozumiał, przeciem na (cid:286)lepo trzymał z Kozakiem przeciw (cid:297)ydowi. – Pewno (cid:298)e nie inaczej – mówi na to wuj – ale kto tam wie, czy si(cid:266) i Semenowi nie dosta- ło, bo (cid:297)yd ów prawie (cid:298)e jeszcze trzymał w r(cid:266)ce wystrzelony pistolet. – Mo(cid:298)e i Semen zabityĄ – woła matka. – Mo(cid:298)e, postrzelony, powlókł si(cid:266) gdzie w las albo w pole i tam skonał. Nieszcz(cid:266)(cid:286)liwy sierotaĄ – Toby jego ko(cid:276) został – mówi(cid:266) ja na to – a jak konia nie ma, to Semen pewnie zdrowo uszedł. Znam ja tego konia dobrześ nie odst(cid:261)piłby on swego pana na krokś tak by przy nim wartował, jak pies, i pr(cid:266)dzej by zdechł, ni(cid:298)by go odbie(cid:298)ał. Tak my i wszyscy we wsi gadali i zachodzili w głow(cid:266), co to była za rzecz mi(cid:266)dzy Seme- nem a tym podró(cid:298)nym (cid:297)ydem turskim, a tymczasem znowu dzie(cid:276) min(cid:261)ł bez słychu i wie(cid:286)ci, i wszystko, jako nam było tajemnic(cid:261), tak i pozostało. Tej nocy ja znowu usn(cid:261)ć nie mogłem, ci(cid:261)gle my(cid:286)l(cid:261)c o (cid:297)ydzie i Semenie, a obaj stali mi tak w oczach, jak gdybym obu (cid:298)ywych miał przed sob(cid:261). Le(cid:298)e tak w małej izbie z otwartymi oczyma – matka spała obok w (cid:286)wietlicy – i w głowie mi si(cid:266) kł(cid:266)bi od samych dziwnych rzeczy, jak gdyby w jakiej strasznej bajce, i patrz(cid:266) w małe okienko naprzeciw mojego posłania, a noc było do(cid:286)ć jasna, choć ksi(cid:266)(cid:298)yc nie docho- dził jeszcze pełni – kiedy nagle widz(cid:266), (cid:298)e jaki(cid:286) cie(cid:276) podsuwa si(cid:266) pod okno i słysz(cid:266) jakoby lekkie pukanie. Nie wierz(cid:266) zrazu ani oczom, ani uszom, my(cid:286)l(cid:261)c, (cid:298)e to tylko przywidzenie, ale 15 oto znowu i cie(cid:276) widz(cid:266) wyra(cid:296)niejszy, i pukanie słysz(cid:266) gło(cid:286)niejsze. Zrywam si(cid:266) z posłania i w tej chwili przychodzi mi na my(cid:286)l, (cid:298)e to chyba Semen być musi. Ostro(cid:298)nie, po cichutku, aby matki nie budzić, wymykam si(cid:266) do sionki, odsuwam zawor(cid:266) i z progu wygl(cid:261)dam na podwórze. Patrz(cid:266), a tu pod oknem stoi Semen. Zobaczył mnie zaraz i przyst(cid:261)piwszy mówi do mnie szeptemŚ – To ja, Hanusiku, ja, Semen. żdzie moje pistolety? – Schowałem je w izbie – odpowiem. A trzeba wiedzieć, (cid:298)e nazajutrz po znikni(cid:266)ciu Semena zabrali(cid:286)my z matk(cid:261) z pustej stajni wszystkie jego rzeczyŚ łuk, sajdak, pistolety, kobz(cid:266), do komory. – Łuk i kobza niech b(cid:266)d(cid:261) twoje, na niezabudysz po Semenie, ale pistolety mi wynie(cid:286) i sam si(cid:266) zbieraj, bo mi ciebie trzeba. Wpadłem do chaty, ogarn(cid:261)łem si(cid:266) pr(cid:266)dko, po cichu z komory zabrałem pistolety i wykra- dłem si(cid:266) na dwór jak złodziej, aby matka nie słyszała. Kozak wzi(cid:261)ł pistolety, chwycił mnie mocno za rami(cid:266) i tylko jedno słowo powiedziałŚ – Chod(cid:296)my. Zagroda nasza stała do(cid:286)ć daleko za wsi(cid:261), prawie na bezludziu, nie było tedy wielkiej oba- wy, aby nas kto widział, choć jak rzekłem, noc jasna była. Jednak(cid:298)e Semen rozgl(cid:261)dał si(cid:266) do- brze dokoła, jaki(cid:286) czas nasłuchiwał, a potem ruszył ze mn(cid:261) bardzo szybkim krokiem. Prze- biegli(cid:286)my pole i zapadli w las, a od Podborza zaczynaj(cid:261) si(cid:266) ogromne lasy i id(cid:261) daleko, daleko w góry, a(cid:298) pod Beskid ku W(cid:266)grom, ciemne, g(cid:266)ste bory, jakoby jedna nieprzebrana puszcza. Na brzegu lasu Semen si(cid:266) zatrzymał i mówiŚ – Otwórz ty dobrze oczy jak ry(cid:286), bacz ostro i miarkuj sobie a zapami(cid:266)taj drog(cid:266), aby(cid:286) si(cid:266) tu dobrze wyznał i aby(cid:286) tam mógł trafić beze mnie czy dniem, czy noc(cid:261), dok(cid:261)d ja ciebie teraz zawiod(cid:266). Tam uwa(cid:298)aj i pami(cid:266)taj, jak gdyby ci o (cid:286)mierć albo (cid:298)ycie chodziło. Wst(cid:261)pili(cid:286)my w las i szli(cid:286)my długo, bardzo długo, (cid:298)e mi si(cid:266) to par(cid:266) godzin zdało, a Semen po drodze ci(cid:261)gle mnie uczył, jako poznawać drog(cid:266), pokazywał mi znaki, według których mam si(cid:266) brać, to prosto, to w lewo, to w prawoś tu debra, tu ruczaj, tu jar, tu polanka, tu wy- wrócisko, tu majdanek, tu zielony od mchu moczarś t(cid:266)dy pójdziesz, tak skr(cid:266)cisz, st(cid:261)d prosto jak strzelenie z łuku na północ si(cid:266) we(cid:296)miesz. Kazał mi le(cid:296)ć na bardzo wysok(cid:261) sosn(cid:266) i sam wylazł, a stamt(cid:261)d na gwiazdy uwa(cid:298)ać kazał, które z nich dobrze drog(cid:266) mi wska(cid:298)(cid:261), gdyby tego była potrzeba. Nare(cid:286)cie przyszli(cid:286)my na polan(cid:266) wi(cid:266)ksz(cid:261), w czarnej g(cid:266)stwinie ukryt(cid:261), z jednej strony od la- su jarem gł(cid:266)bokim przeprut(cid:261). Od polany tej ku północy las wyra(cid:296)nie jakby do góry skoczył, albowiem tak si(cid:266) nagle i stromo grunt le(cid:286)ny podnosił, (cid:298)e(cid:286)my naraz stan(cid:266)li przed urwist(cid:261) ska- ł(cid:261), jakoby przed (cid:286)cian(cid:261) i gdyby(cid:286)my byli chcieli dostać si(cid:266) dalej, nie zbaczaj(cid:261)c z drogi, to chy- ba le(cid:296)ć po drabinie byłoby trzeba. Tu Semen stan(cid:261)ł i pytaŚ – Spami(cid:266)tałe(cid:286) dobrze drog(cid:266)? – Spami(cid:266)tałem. – Trafisz do domu? – Trafi(cid:266). – A z domu? – I z domu. – Ile tobie lat? – pyta dalej. – Pi(cid:266)tnasty. – Pi(cid:266)tnasty rok – rzecze na to Semen – a to w twoich leciech ju(cid:298) był mołojec ze mnieĄ Brał mnie ojciec na wojn(cid:266) i na chadzk(cid:266) do czajki na Czarne MarzeĄ Czy ja jednego Tatara strzał(cid:261) z konia zsadził, jak ja miał pi(cid:266)tna(cid:286)cie latĄ Wiem, (cid:298)e ty ciekawy i niedurnyś i szczera dusza jeste(cid:286), i wiernaś wiem, wiem. Zdrady jeszcze nie znasz, pewnie nie znasz, ale czy nie po- znasz? Kto to wie, Boh znoje... Za nami, Kozakami, chodzi zdrada jako cie(cid:276) za człowiekiemś 16 wi(cid:266)cej mołojców ginie od zdrady ni(cid:298) od lackiego samopasu, ni(cid:298) od tatarskiej strzały, ni(cid:298) od janczarskiej szabliĄ A przysi(cid:266)gniesz, (cid:298)e mi wiary dochowasz? – Przysi(cid:266)gn(cid:266)Ą – mówi(cid:266) (cid:286)miało. Semen wyj(cid:261)ł z zanadrza mały krzy(cid:298)yk drewniany, kijowski, rzezany, pocałował go, kazał mnie pocałować i tak si(cid:266) ozwałŚ – Na ten krzy(cid:298), na (cid:286)w. Spasa, na Bogarodzic(cid:266), na (cid:286)w. Mikołaja i na wszystkich (cid:286)wi(cid:266)tych i bła(cid:298)ennych Ławry Pieczarskiej przysi(cid:266)gnij, (cid:298)e to, czego si(cid:266) tu dowiesz, zachowasz w tajem- nicy, (cid:298)e nikt nie usłyszy od ciebie tego, co ty ode mnie usłyszysz, (cid:298)e nikomu tego nie poka- (cid:298)esz, co ja tobie poka(cid:298)(cid:266), i (cid:298)e wszystko tak zrobisz, jako ja ciebie naucz(cid:266)Ą Czy przysi(cid:266)gasz? – Przysi(cid:266)gam. – Ten turski (cid:297)yd, Kara-Mordach, co(cid:286)my go spotkali, to był taki przekl(cid:266)ty pies i zdrajca, co krew kozack(cid:261) pił. Bóg mi go w r(cid:266)ce dałś zgin(cid:266)ła (cid:298)mija od szabli kozackiej. – Co on wam zrobił, Semem – zapytałem. – Co zrobił? – zawołał Semen – ojca mojego zdradził i sprzedał, Turkom poha(cid:276)com go sprzedał, jak podłe bydl(cid:266) sprzedał, jak psa na ła(cid:276)cuch go wydałĄ – A kto był wasz ojciec? Czy tak(cid:298)e Kozak – pytam znowu. – Jak(cid:298)e nie Kozak? – rzecze Semen. – Oczywi(cid:286)cie Kozak, my wszyscy z Kozaków i Ko- zacyś ka(cid:298)dy Bedryszko KozakĄ Ale jaki był KozakĄ Takiego drugiego nie ma w Siczy, w ca- łej Ukrainie nie ma ani na Zaporo(cid:298)uĄ On jeszcze hetmana Koni(cid:276)skiego widział, z Borodawk(cid:261) wojował, z Łobod(cid:261) na Turków chodził, z Nalewajk(cid:261) i z SahajdacznymĄ On był praw(cid:261) r(cid:266)k(cid:261) Sahajdacznego Konaszewicza, okiem w głowie był u niego. Czarne Morze go zna i sam suł- tan wie o nim i baszowie turscy trz(cid:266)(cid:286)li si(cid:266) przed nim ze strachuĄ On Synop(cid:266) złupił i Archiok(cid:266) z dymem pu(cid:286)cił i Oczakówś z Konaszewiczem Warn(cid:266) spalił – niedawno, ledwie dwa roki temuĄ Z Lachami chodził na Turkówś hetman (cid:297)ółkiewski go znał i hetman Chodkiewiczś pan Koniecpolski prawie go za brata i towarzysza miał, tak jego lubił. Ale nie ten wasz Koniec- polski, pan Samuel, tylko ten drugi, p. Stanisław, choroszy pan i rycerska krew, co go Turcy pod Cecor(cid:261) w jasyr wzi(cid:266)liĄ I to całe nieszcz(cid:266)(cid:286)cie, (cid:298)e go wzi(cid:266)liĄ Pan Stanisław Koniecpolski byłby ojca mojego od Turków pewno wykupiłś pan to praworny, hojny i sam (cid:298)ołnierz wielkiś ale có(cid:298), sam on teraz w nieszcz(cid:266)(cid:286)ciuś kto wie czy jeszcze (cid:298)yje, mo(cid:298)e go ju(cid:298) Turcy w Czarnej Wie(cid:298)y udusili, mo(cid:298)e na haku wisi jak knia(cid:296) Dymitr sławnej pami(cid:266)ciĄ – A czemu(cid:298) wy, Semen, nie ratujecie ojca? – pytam Kozaka. – A co by ja tu był u was robił, gdybym ojca ratować nie chciał? A po co mnie było wy- bierać si(cid:266) tu, a(cid:298) pod Sambor? Ja Kozak wolny, nieposłuszny, nigdym ja panom nie sługiwał, a tak przecie wzi(cid:261)łem słu(cid:298)b(cid:266) u pana Samuela Koniecpolskiego, dlatego (cid:298)e to Koniecpolski, bom sobie tak dumał, (cid:298)e on mi ojca wykupi z r(cid:261)k poga(cid:276)skich, bo go tak(cid:298)e zna i wie o nimś od swego krewniaka wie i od innych panów rotmistrzów wie. Ale to ju(cid:298) nie taki pan, jak Stani- sław, i nie taki (cid:298)ołnierz, choć z jednego rodu i z jednej krwi. Ot, jak to powiadaj(cid:261)Ś z jednego drzewa krzy(cid:298) i łopataĄ Czekałem na niego i doczekać si(cid:266) go nie mogłemś byłbym przecie czekał jeszcze dalej – ale Bóg mi dał w r(cid:266)ce Kara-Mordacha i ju(cid:298) teraz nikogo nie potrzebuj(cid:266). Wiem ja ju(cid:298), co robić, i jak ojca ratowaćĄ – A macie pewno(cid:286)ć, (cid:298)e wasz ojciec (cid:298)yw jeszcze mi(cid:266)dzy Turkami? – pytam Semena – mo- (cid:298)e ju(cid:298) zabitĄ – ZabitĄ – woła na to Semen. – Turcy go pewnie nie zabiliĄ Oni radzi, (cid:298)e go (cid:298)ywego maj(cid:261), aby najdłu(cid:298)ejś oni go sobie na wag(cid:266) złota kład(cid:261). Trzeba ci wiedzieć, (cid:298)e mój ojciec to sławny puszkarz, gło(cid:286)ny po (cid:286)wiecie, hen, na cał(cid:261) Ukrain(cid:266). Drugiego takiego nie znale(cid:296)ć, chyba w niemieckich krajach. Chciałem si(cid:266) pytać Semena, co to jest puszkarz, bo wtenczas tego nie wiedziałem, ale on jak gdyby zgadł, (cid:298)e tego nie rozumiem, rzecze dalejŚ – Albo wiesz, co to jest puszkarz? Pewnie nie wieszĄ Ot, co, pi(cid:266)tnasty rok chleb je, a dur- ny, o puszkarzu nie słyszał? Ale o armatach, słyszałe(cid:286), o działach, jako wy w Polszcze nazy- 17 wacie? Puszka a działo to jedna rzecz. Mój ojciec umie koło armat chodzić, jak nikt nie umie... Jak nastawi, wymierzy, wyceluje, wypali, to kula ani na pi(cid:266)d(cid:296) nie chybiś jak chce ko- mu urwać głow(cid:266), to urwie jako nic. Ja tak z łuku strzelić nie umiem, jak mój ojciec z puszkiĄ Jego kule słuchaj(cid:261)ś tam ka(cid:298)da leci, k(cid:266)dy j(cid:261) poszle, jak Kozak z listem. Ale to jeszcze nie wszystko, chocia(cid:298) to bardzo wiele. Mój ojciec sam umie puszki robić. Umie on ulać ze spi(cid:298)u tak(cid:261) okrutn(cid:261) armat(cid:266), (cid:298)e chłop w ni(cid:261) wlezie, a jak z niej strzel(cid:261), to ziemia si(cid:266) trz(cid:266)sie, a kula z niej wie(cid:298)e i mury wali, w kup(cid:266) kamieni je obraca. On i dzwony lać umie, a jakieĄ Jak za- dzwoni(cid:261), to jakoby ze szczerego srebra byłyś jak si(cid:266) rozhucz(cid:261), to a(cid:298) si(cid:266) serce radujeś głos po polach i stepach milami płynie, do nieba bije... bamĄ bamĄ całe powietrze gra i (cid:286)piewa? Mo(cid:298)e kiedy(cid:286) usłyszysz taki dzwon, co go ojciec lał, albo zobaczysz tak(cid:261) puszk(cid:266) jego robotyś czemu nie? U Nalewajki była jedna, wzi(cid:266)li j(cid:261) wasi do Krakowa. A na ka(cid:298)dej puszce i na ka(cid:298)dym dzwonie napisano ładnymi bukwamiŚ OPANAS – bo memu ojcu Opanas na imi(cid:266). To jak(cid:298)e takiego majstra Turcy by zabijali? On (cid:298)yje, ale gdzie? Bóg zna. Mo(cid:298)e w Chocimiu, mo(cid:298)e w Benderze, mo(cid:298)e w samym Stambule koło puszek robić musi, na po(cid:298)ytek pogan, a na zgub(cid:266) i kozack(cid:261), i lasz(cid:261). Ale ja go znajd(cid:266), koniecznie znajd(cid:266), jak Bóg na niebieĄ Teraz ju(cid:298) wiem, jak, i mam, czego mi trzeba. – A to obdarli(cid:286)cie pewnie (cid:297)yda Mordachaś Semen – zawołałem – macie teraz du(cid:298)o złota na wykup... – Obdarł, nie obdarł – mówi Kozak – miał, psi syn, na sobie trzos pewnie pełny dukatówś nie wzi(cid:261)łem ani jednego. Ja szukał czego innego i tak Bóg dał, (cid:298)em znalazł. I dlatego nie dbałem ju(cid:298) o jego pieni(cid:261)dze. – A co to było? – pytam. – Patrzcie owo, sk(cid:261)d ty taki wzi(cid:261)ł si(cid:266) ciekawyĄ To było co(cid:286), co wi(cid:266)cej warte złota, ni(cid:298)by go był mógł ud(cid:296)wign(cid:261)ć na sobie Kara-Mordach, choć widziałe(cid:286), jaki chłopiĄ To było to, co zgubiło mego ojcaĄ – A mówili(cid:286)cie, Semen, (cid:298)e ojca nie co innego zgubiło, tylko zdrada (cid:298)ydowska. – Ale zdrada z tego poszła, (cid:298)e o
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Oko proroka
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: