Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00665 014032 17882605 na godz. na dobę w sumie
I Bóg stworzył delfina, czyli potrawka z człowieków - ebook/pdf
I Bóg stworzył delfina, czyli potrawka z człowieków - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 169
Wydawca: Nowy Świat Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7386-296-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> powieść
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
A co by było, gdyby to nie człowiek zwyciężył w ewolucji, lecz jakieś inne zwierzę? Do sukcesu potrzeba tak niewiele! Zręcznych łapek, żeby nimi majstrować przy świecie, i mózgu, żeby wiedzieć, co się majstruje. Co by było gdyby dawno, dawno temu, delfiny wyszły z wody i wykształciły sobie łapki, dając w ten sposób początek linii delphinus erectus, z której wywiódłby się delphinus sapiens? Gdyby to one, a nie my, stworzyły nowoczesną cywilizację i stały się panami Ziemi? Jakbyśmy się wtedy czuli, jako jedno ze zwierząt, bardzo zresztą cenione, ze względu na smaczne, delikatne mięsko, miękką skórę na torebki dla żon delfinów, włosy na ozdoby przy kapelusikach i wiele innych zalet, jak choćby dostarczanie rozrywki publiczności zgromadzonej w cyrku?
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

1 I BÓG STWORZYŁ DELFINA 2 TOMASZ MATKOWSKI 3 I BÓG STWORZYŁ DELFINA czyli potrawka z człowieków WYDAWNICTWO NOWY (cid:285)WIAT WARSZAWA 2008 4 © Copyright by Tomasz Matkowski, 2008 © Copyright by Wydawnictwo Nowy (cid:285)wiat, 2008 Projekt okładki: Agnieszka Herman Konsultacja: Magdalena Gutowska Korekta: Ewa Chmielewska ISBN 978-83-7386-296-8 Wydanie I Warszawa 2008 Wydawnictwo Nowy (cid:285)wiat ul. Kopernika 30, 00-336 Warszawa tel. (22) 826-25-43 faks (22) 826-25-47 Internet: www.nowy-swiat.pl e-mail: wydawnictwo@nowy-swiat.pl 5 – Ale był (cid:298)ywy, jak go gotowali(cid:286)cie? – No pewnie! – oburzenie maître d’hôtel nie miało gra- nic. – (cid:297)aden szanuj(cid:261)cy si(cid:266) kucharz nie ugotowałby inaczej. Człowiek lubi być gotowany (cid:298)ywy. Bez tego b(cid:266)dzie niesmacz- ny. Człowiek lubi pole(cid:298)eć w marynacie, (cid:298)eby skruszał. A w(cid:266)- dzony lubi dobrze nasi(cid:261)kn(cid:261)ć dymem... – Hm, ma co(cid:286) jakby absmak... – Mamy pełn(cid:261) kontrol(cid:266) nad całym procesem hodow- li i uboju, zaufanych hodowców, zaufan(cid:261) rze(cid:296)ni(cid:266), człowieki s(cid:261) kastrowane przed gotowaniem, a nie po, jak to si(cid:266) dzieje w mniej renomowanych zakładach przetwórstwa, które nie przestrzegaj(cid:261) zasad etyki. Wszystko jest lege artis. Uczciwe do cna. – Mo(cid:298)e był karmiony m(cid:261)czk(cid:261) rybn(cid:261)? – Chyba pan (cid:298)artuje! Pasza dla człowieków jest pierwszej jako(cid:286)ci. – Albo le(cid:298)ał w chłodni koło ryby, cha, cha! Alex mógł sobie pozwolić na takie (cid:298)arty, za które ka(cid:298)dy inny klient byłby w tej ekskluzywnej restauracji „skre(cid:286)lony”. Alex był bowiem słynnym smakoszem, znawc(cid:261) kulinariów, napisał wiele ksi(cid:261)(cid:298)ek kucharskich i prowadzi w tygodniku „Przegl(cid:261)d Delfi (cid:276)ski” rubryk(cid:266) „Płetwa popołudniowa”, w któ- 6 rej ocenia restauracje i przyznaje im swoje gwiazdki. Pozy- tywna ocena Alexa to dla lokalu nobilitacja, a krytyka po- gr(cid:261)(cid:298)yła ju(cid:298) niejeden przybytek. Dlatego kelnerzy skacz(cid:261) koło niego i nie reaguj(cid:261) na jego zło(cid:286)liwo(cid:286)ci, których im nie szcz(cid:266)- dzi, bo tak(cid:261) ju(cid:298) ma natur(cid:266). – A ty co zamówisz? Mo(cid:298)e potrawk(cid:266) z człowieka? – Nie, chyba nie. N(cid:266)ci mnie mó(cid:298)d(cid:298)ek. A mo(cid:298)e ozorki... sam nie wiem – wahał si(cid:266) In(cid:298)ynier. – Linda? – Ja to najpierw rosół, jak zwykle. – Człowiekowy? – Nie, wołowy. Człowieki jako(cid:286) mi si(cid:266) jako(cid:286) ostatnio prze- jadły. Albo z kury, o, rosół z kury! Tylko Komisarz nic nie zamówił i s(cid:261)czył swojego piwo meduzowe, zamy(cid:286)lony, spogl(cid:261)daj(cid:261)c po współbiesiadnikach. – A co z tym ko(cid:276)cem (cid:286)wiata? – zagadn(cid:261)ł Artysta, zabiera- j(cid:261)c si(cid:266) za przystawk(cid:266) i jednocze(cid:286)nie wyci(cid:261)gaj(cid:261)c trzeci(cid:261) r(cid:266)k(cid:261) telefon z kieszeni. – Pracujemy nad tym. – odparł Profesor. – Tor kome- ty jest pod ci(cid:261)gł(cid:261) obserwacj(cid:261). Wyliczenia wskazuj(cid:261), (cid:298)e albo otrze si(cid:266) prawie o Ziemi(cid:266) – 320 tysi(cid:266)cy kilometrów w skali kosmicznej to tak, jakby kula z pistoletu przeleciała ci dwa mikrony od głowy. Albo... – Albo? – Albo nie przeleci, cha, cha. – Co masz na my(cid:286)li? (cid:297)e jej nie b(cid:266)dzie? 7 – E, nie, b(cid:266)dzie, b(cid:266)dzie na pewno. Po prostu: albo nas mi- nie, albo nas nie minie. – Powa(cid:298)nie? – Najpowa(cid:298)niej. Przy tej szybko(cid:286)ci i takich kosmicznych odległo(cid:286)ciach wyliczenie jest niezwykle trudne. Z obecnych pomiarów wynika, (cid:298)e nas minie. Ale mog(cid:261) wej(cid:286)ć jakie(cid:286) czyn- niki, których nie przewidzieli(cid:286)my, nie mówi(cid:261)c ju(cid:298) o tym, (cid:298)e cała nasza dotychczasowa kalkulacja oparta jest na wielu zmiennych. – No dobrze, a je(cid:298)eli... – To tak, jak nam tłumaczyli w wojsku, kiedy mieli(cid:286)my ćwiczenia z oswajania si(cid:266) ze (cid:286)wistem kul. Nie pami(cid:266)tasz? Je(cid:298)eli usłyszysz (cid:286)wist, (cid:298)ołnierzu, to dobrze. Je(cid:298)eli nie usły- szysz... – Jaki byłby ten scenariusz w wypadku gdyby(cid:286)my... hm... nie usłyszeli? – Artysta z wra(cid:298)enia zapomniał sobie doło(cid:298)yć. – No có(cid:298)... Cz(cid:266)(cid:286)ć delfi (cid:276)sko(cid:286)ci od razu by poszła do nieba. Po prostu by wyparowała. – Straszne. – Straszne? Ale(cid:298) nie! To byliby szcz(cid:266)(cid:286)ciarze. O wiele go- rzej mieliby ci, którzy nie od razu... – Bo? – Bo trz(cid:266)sienie ziemi, tsunami wielokrotnie obiegaj(cid:261)ce kul(cid:266) ziemsk(cid:261), potem zima nuklearna i deszcz wrz(cid:261)cej lawy. Tak umierały dinozaury. Nie była to przyjemna (cid:286)mierć. 8 – Co(cid:286) niesamowitego! To przechodzi delfi nie poj(cid:266)cie. Czy całe (cid:298)ycie na Ziemi uległoby zniszczeniu? – Prawdopodobnie, bo kometa Huntingtona jest wi(cid:266)k- sza ni(cid:298) te, które dot(cid:261)d w nas uderzały. Zagładzie uległyby zapewne wszystkie organizmy. Mo(cid:298)e co(cid:286) by si(cid:266) ostało, jakie(cid:286) bakterie, wirusy, jakie(cid:286) najpierwotniejsze formy... – Wi(cid:266)c jest nadzieja, (cid:298)e za jaki(cid:286) czas (cid:298)ycie by si(cid:266) jednak odrodziło. – Nie bardzo. A w ka(cid:298)dym razie nie w takim stopniu. Na to, by wyprodukować co(cid:286) tak perfekcyjnego jak delfi n, ewo- lucja potrzebowałaby kolejnych miliardów lat. A tyle nie mamy. Sło(cid:276)ce zga(cid:286)nie, zanim na Ziemi znów pojawi(cid:261) si(cid:266) istoty my(cid:286)l(cid:261)ce. – To dobrze – mrukn(cid:266)ła Emilia, ale nikt jej nie usłyszał. Artysta zamy(cid:286)lił si(cid:266). Przed oczyma wyobra(cid:296)ni przesuwa- ła mu si(cid:266) ewolucja, w której jego gatunek odniósł tak osza- łamiaj(cid:261)ce zwyci(cid:266)stwo. Wyj(cid:286)cie z wody, stani(cid:266)cie na tylnych płetwach (delfi nus erectus!), no i wreszcie robienie narz(cid:266)- dzi – delphinus sapiens. Ale w gruncie rzeczy nasz sukces zawdzi(cid:266)czamy nie tyle wyj(cid:286)ciu z wody, co wszechstronno(cid:286)ci – pomy(cid:286)lał Artysta, i łykn(cid:261)ł cocktailu z mro(cid:298)onych krewe- tek roztrzepanych z wod(cid:261) planktonow(cid:261). Potrafi my i pływać, i nurkować, i chodzić po l(cid:261)dzie, i fruwać. Oddychać wod(cid:261) i powietrzem. To troch(cid:266) kosztuje, trzeba mieć płuca i skrze- la, skrzydła i nogi, płetwy i r(cid:266)ce, ale to si(cid:266) opłaca stokrot- nie. Tysi(cid:261)ckrotnie. Wszechstronno(cid:286)ć. No i wszystko(cid:298)erno(cid:286)ć. 9 (cid:297)ywimy si(cid:266) wszystkim, mamy wspaniałe (cid:298)oł(cid:261)dki, które tra- wi(cid:261) zarówno ro(cid:286)liny, jak i zwierz(cid:266)ta, a nawet odchody in- nych zwierz(cid:261)t. Poza tym – spryt, wytrwało(cid:286)ć, zaradno(cid:286)ć, umiej(cid:266)tno(cid:286)ć współpracy w du(cid:298)ych grupach. Ale najbardziej pomogła nam w zwyci(cid:266)stwie trzecia r(cid:266)ka. To był przełom. Dzi(cid:266)ki niej mo- gli(cid:286)my lepiej posługiwać si(cid:266) narz(cid:266)dziami, zr(cid:266)czniej łupać ka- mie(cid:276) albo czaszki przeciwników, mogli(cid:286)my zadawać niespo- dziewane a zdradliwe ciosy. Dwie r(cid:266)ce trzymały przeciwnika za gardło, a trzecia zadawała z góry mordercze uderzenie, a(cid:298) miło – najpierw maczug(cid:261), potem kamiennym toporkiem, pó(cid:296)niej mieczem, siekier(cid:261), maczet(cid:261), a dzi(cid:286) uruchamia dezin- tegrator laserowy. Maj(cid:261)c tak(cid:261) dodatkow(cid:261) ko(cid:276)czyn(cid:266) musieli- (cid:286)my wygrać! Z czego utworzyła si(cid:266) ta trzecia r(cid:266)ka? Jak to zwykle w ewolucji, z tego, co pod r(cid:266)k(cid:261). Penis? Ogon? Nie, ani to, ani to. Po prostu płetwa grzbietowa. Po wyj(cid:286)ciu z wody przesta- ła ju(cid:298) być tak potrzebna jak kiedy(cid:286), ale zamiast si(cid:266) uwstecz- nić, zmieniła funkcj(cid:266), rozrosła si(cid:266), umi(cid:266)(cid:286)niła, wykształciła chwytne palce, i to nie pi(cid:266)ć, a osiem, przeciwstawne, cztery na cztery. To superprecyzyjne narz(cid:266)dzie. Odt(cid:261)d delfi ny prze- stały mówić z westchnieniem „ech, przydałaby si(cid:266) delfi nowi trzecia r(cid:266)ka”, gdy tylko nie mogły sobie z czym(cid:286) poradzić. Bo teraz ju(cid:298) radziły sobie ze wszystkim. Wielk(cid:261) i pozytywn(cid:261) rol(cid:266) odegrała te(cid:298) elastyczno(cid:286)ć płcio- wa. Samorództwo lub zmiennopłciowo(cid:286)ć, albo nawet trzy- 10 płciowo(cid:286)ć – zale(cid:298)nie od sytuacji. Od warunków. Je(cid:298)eli uda si(cid:266) skompletować rodzin(cid:266) trzypłciow(cid:261) – mama, tata i fufu – to wspaniale, mieszanka genów jest najbogatsza. Ale je(cid:298)eli nie, to mo(cid:298)na rodzić samemu, i to bez wzgl(cid:266)du na to, czy jest si(cid:266) samcem czy samic(cid:261). A je(cid:298)eli spotkaj(cid:261) si(cid:266) dwie samice lub dwóch samców, to jedno z nich zmienia płeć. I te(cid:298) jest do- brze. Dzi(cid:266)ki temu powstaj(cid:261) coraz lepsze mieszanki genów. Wprawdzie rozwydrzona młodzie(cid:298) ze (cid:286)rodowisk miej- skich postuluje, (cid:298)e wła(cid:286)ciw(cid:261) rodzin(cid:261) jest tylko dwoje rodzi- ców, ka(cid:298)de innej płci, ale trudno słuchać, co ta bezbo(cid:298)na młodzie(cid:298) wygaduje. Niczego nie szanuj(cid:261). Tradycji, warto(cid:286)ci, religii. Rodzina trzypłciowa jest (cid:286)wi(cid:266)ta. Tak nakazał Bóg i te- go si(cid:266) trzymajmy. Tak zarz(cid:261)dził Stwórca, prowadz(cid:261)c nasz(cid:261) ewolucj(cid:266) w sobie tylko wiadomym kierunku, i delfi ny tego nie zmieni(cid:261). Ech, delfi ny nie, ale mo(cid:298)e to zmienić kometa... Artysta wrócił my(cid:286)lami do konwersacji przy stole. Głupia ko- meta miałaby to wszystko zniszczyć? T(cid:266) wspaniał(cid:261), delfi ni(cid:261) cywilizacj(cid:266)? Martwy, bezmy(cid:286)lny kawałek skały? Co(cid:286) tu nie gra. To byłoby złamanie konwencji, to nie mie(cid:286)ci si(cid:266) w ra- mach (cid:298)adnego artystycznego gatunku. (cid:297)al mu było cywilizacji, jego artystyczna dusza buntowa- ła si(cid:266) przeciwko takiemu zako(cid:276)czeniu, zako(cid:276)czeniu bez roz- wi(cid:261)zania, bez kulminacji, bez rozsupłania wszystkich w(cid:261)t- ków, takiemu, ot, arbitralnemu ci(cid:266)ciu, jakby kto(cid:286) oderwał zako(cid:276)czenie ksi(cid:261)(cid:298)ki i wyrzucił. Mo(cid:298)e do tego nie dojdzie – pocieszył si(cid:266). 11 – Co(cid:286)cie tak pospuszczali nosy na kwint(cid:266)? – spytał ze swad(cid:261) Profesor. – Jedzcie, jedzcie! To carpaccio człowieko- we jest pyszne. (cid:285)wie(cid:298)utka człowieczynka! – Wiesz, jako(cid:286) straciłem apetyt. – Całkiem niepotrzebnie. To tylko jeden z wariantów. A na pocieszenie wam powiem, (cid:298)e mój zespół pracuje nad planem skorygowania toru komety. Wła(cid:286)ciwie plan ju(cid:298) mamy do- pracowany od lat. A jego realizacja wkrótce si(cid:266) zacznie. – Jak to zrobicie? – Bardzo prosto. I zarazem bardzo skomplikowanie, bo przy szybko(cid:286)ci komety nie b(cid:266)dzie to łatwa akcja. – Ju(cid:298) wiem! – krzykn(cid:266)ła Linda. – Jeden fotograf opowia- dał mi co(cid:286) na ten temat! Umie(cid:286)cicie na jej powierzchni bom- b(cid:266) atomow(cid:261), i wybuch popchnie komet(cid:266) w taki sposób, (cid:298)e ona nie trafi w Ziemi(cid:266). – Taki był rzeczywi(cid:286)cie pierwotny projekt, ale z czasem z niego zrezygnowali(cid:286)my. – Dlaczego? – Symulacja komputerowa wykazała, (cid:298)e kometa mo(cid:298)e si(cid:266) przy tej okazji rozlecieć na kilka cz(cid:266)(cid:286)ci, a jej fragmenty b(cid:266)d(cid:261) dla Ziemi bardzo niebezpieczne. Mamy inny sposób. – Jaki? – Nazwali(cid:286)my go „silnikiem kometowym”. Po prostu umie(cid:286)cimy na powierzchni komety pot(cid:266)(cid:298)ny silnik rakieto- wy, który zmieni jej trajektori(cid:266). Kometa stanie si(cid:266) rakiet(cid:261). Mieszank(cid:261) wytworu natury i delfi niego umysłu. 12 – Niesamowite! – Genialne! – No to za powodzenie waszej akcji! – Ale czy to na pewno zadziała? – No có(cid:298), szanse s(cid:261) du(cid:298)e, ale margines niepewno(cid:286)ci oczy- wi(cid:286)cie istnieje. – A ty wci(cid:261)(cid:298) preferujesz wegetarianizm? – spytała Linda, spogl(cid:261)daj(cid:261)c na talerz pełen sojowych przysmaków, stoj(cid:261)cy przed jej kole(cid:298)ank(cid:261). – Tak – odrzekła cicho Emilia. Do tej pory nie brała udzia- łu w konwersacji. Nie lubiła takich hała(cid:286)liwych spotka(cid:276) przy stole, podczas których delfi ny si(cid:266) przekrzykuj(cid:261). – Zazdroszcz(cid:266) ci. Te(cid:298) bym tak chciała, bo to jest bardzo trendy, ale co ja poradz(cid:266), (cid:298)e tak bardzo lubi(cid:266) mi(cid:266)so? Profesor spojrzał na Emili(cid:266) z nagłym zainteresowaniem. – Ten człowiek jest ju(cid:298) zabity, wi(cid:266)c co za ró(cid:298)nica, pani Emilio? – spytał, nawijaj(cid:261)c na widelec kolejny cieniutki pla- sterek delikatnego carpaccio. – Tak, ale zjadaj(cid:261)c człowieka nakr(cid:266)ca pan proceder ho- dowli i uboju. Nast(cid:266)pnych, nast(cid:266)pnych i nast(cid:266)pnych. – Ale przecie(cid:298) uczyniono wiele post(cid:266)pów na drodze do cywilizowanych zachowa(cid:276) – odparł Profesor. – Warunki transportu człowieków do uboju s(cid:261) coraz lepsze, zwierz(cid:266)ta maj(cid:261) w ci(cid:266)(cid:298)arówkach poidła i karmniki, s(cid:261) zraszane wod(cid:261), niejeden delfi n mógłby im pozazdro(cid:286)cić! Wiele uczynili(cid:286)my 13 i coraz bardziej powszechne jest delfi nitarne podej(cid:286)cie do zwierz(cid:261)t. – A co by pani powiedziała, gdybym pani(cid:261) zaprosił na przeja(cid:298)d(cid:298)k(cid:266) zaprz(cid:266)giem człowiekowym? – spytał nagle In- (cid:298)ynier, kroj(cid:261)c ozorek. – Sze(cid:286)ć człowieków ci(cid:261)gnie tak(cid:261) sta- romodn(cid:261) doro(cid:298)k(cid:266), wo(cid:296)nica pogania je batem, bardzo przy- jemna rozrywka! – Jestem przeciwniczk(cid:261) wykorzystywania zwierz(cid:261)t w taki sposób. – To pewnie nie lubi pani te(cid:298) ogl(cid:261)dać popisów człowie- ków w cyrku? Niesłusznie, prosz(cid:266) pani. To wyj(cid:261)tkowo inte- ligentne zwierz(cid:266)ta i w pełni sobie zasłu(cid:298)yły, (cid:298)eby być dla nas rozrywk(cid:261) i awansować do cyrku. – To takie same istoty jak my – to te(cid:298) Emilia powiedziała bardzo cicho, jakby przygotowana była na atak. – No, nie przesadzajmy, droga pani! Owszem, zgodz(cid:266) si(cid:266), (cid:298)e wiele zwierz(cid:261)t jest obdarzonych inteligencj(cid:261) – orki, czło- wieki, szympanse – ale tylko nam, delfi nom, pan Bóg dał du- sz(cid:266) – zakonkludował In(cid:298)ynier i doło(cid:298)ył sobie mó(cid:298)d(cid:298)ku. Komisarz dyskretnie przygl(cid:261)dał si(cid:266) współbiesiadnikom. Kto z nich jest morderc(cid:261)? Wszystko wskazywało na to, (cid:298)e jeden z obecnych jest od dawna poszukiwanym przez poli- cje wielu krajów nieuchwytnym przest(cid:266)pc(cid:261), seryjnym zabój- c(cid:261). Oprócz morderstw zarzuca mu si(cid:266) te(cid:298) złamanie odwiecz- nego tabu, a mianowicie kanibalizm. Tak, delfi n ten ma na sumieniu nie tylko morderstwa, lecz równie(cid:298) jedzenie delfi - 14 nów. Swoje ofi ary ćwiartuje, przechowuje w chłodni, a na- st(cid:266)pnie zjada. Tylko kto? Wła(cid:286)ciwie (cid:298)aden z nich nie pasuje do takich uczynków. A jednak, okoliczno(cid:286)ci s(cid:261) tego rodzaju, (cid:298)e musi to być kto(cid:286) z tu obecnych. Czy(cid:298)by na przykład profesor astrocybernetyki, (cid:286)wiatowa sława, wykładowca na uniwersytetach w Getyndzie, Heidel- bergu i Ułan Bator, laureat wielu nagród, w tym nagrody Op- penheimera-Guggenheima za prace z dziedziny interferen- cji polimerów, dusza towarzystwa, brat łata, delfi n bardzo otwarty i towarzyski, kompletnie nie pasuj(cid:261)cy do psycholo- gicznego portretu mordercy, jaki sporz(cid:261)dzili policyjni spe- cjali(cid:286)ci? Ale (cid:286)ledztwo wykazało, (cid:298)e profesor wieczorami lubi sobie wypić wywar z kocimi(cid:266)tki, a ziele kocimi(cid:266)tki, jak wia- domo, ma wła(cid:286)ciwo(cid:286)ci halucynogenne, prowadzi do uzale(cid:298)- nie(cid:276) i skrzywienia osobowo(cid:286)ci. Je(cid:298)eli nie Profesor, to mo(cid:298)e Alex, wybitny smakosz i au- tor ksi(cid:261)(cid:298)ek kucharskich? Próbował wszystkiego, najbardziej wyrafi nowanych potraw, mo(cid:298)e wi(cid:266)c zapragn(cid:261)ł te(cid:298) skoszto- wać najbardziej zakazanego i (cid:286)wi(cid:266)tokradczego dania – po- trawy z delfi na? W(cid:286)ród rozlicznych rozkoszy dla podniebie- nia zabrakło mu uczty kanibala? Mo(cid:298)e mu tego brakowało do pełni dozna(cid:276) kulinarnych, pewnie uwa(cid:298)ał, (cid:298)e jego (cid:298)ycie zawodowe jest niespełnione, mo(cid:298)e potajemnie pisze jak(cid:261)(cid:286) ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266) kucharsk(cid:261) dla kanibali, pełn(cid:261) opisów potraw z delfi - niego mi(cid:266)sa? 15 A mo(cid:298)e to Artysta–rze(cid:296)biarz, laureat wielu nagród pa(cid:276)- stwowych, twórca wiekopomnych pomników, niezliczonych popiersi Głównego Szamana globalnej wioski, dziesi(cid:261)tków monumentalnych dzieł ku chwale, mi(cid:266)dzy innymi na cze(cid:286)ć Zwyci(cid:266)stwa pod Baranami, na cze(cid:286)ć Cudu nad Rzeczk(cid:261) (czy- li rozgromienia barbarzy(cid:276)skich delfi nów ze Wschodu), i wie- lu, wielu innych arcydzieł, sławi(cid:261)cych naddelfi ni(cid:261) odwag(cid:266) obro(cid:276)ców ojczyzny? W swoich tworach Artysta zwykle przed- stawia postać delfi na patrioty, siedz(cid:261)cego na koniu niczym na motorynce, z rozpostartymi skrzydłami, z lanc(cid:261) dzier(cid:298)on(cid:261) w trzeciej dłoni, z tarcz(cid:261) w lewej, mieczem w prawej, a ma- czug(cid:261) wzniesion(cid:261) w czwartej r(cid:266)ce nad głow(cid:261), i natchnionym wzrokiem wypatruj(cid:261)cego nieprzyjaciół na horyzoncie. (Ta czwarta dło(cid:276), nieco na wyrost, to oczywi(cid:286)cie licentia poetica, wytwór wyobra(cid:296)ni Artysty, a mo(cid:298)e proroctwo, bo kto wie, czy w dalszej ewolucji delfi ny nie wytworz(cid:261) sobie jeszcze jednej ko(cid:276)czyny, a w ka(cid:298)dym razie to dobrze wygl(cid:261)da, symetrycz- nie). Czy powtarzanie wci(cid:261)(cid:298) tych samych motywów, skupie- nie si(cid:266) na wychwalaniu delfi nów i ich zwyci(cid:266)stw, mogło w Ar- ty(cid:286)cie, poprzez jaki(cid:286) mechanizm psychologiczny, jaki(cid:286) rodzaj przekory, wykształcić do nich nienawi(cid:286)ć? Bałwochwalczy sto- sunek do delfi nów, wymuszony przez oczekiwania odbior- ców, mógł si(cid:266) przerodzić w ch(cid:266)ć perwersyjnej zemsty? Tak perwersyjnej, (cid:298)e zaowocowała mordem? A mo(cid:298)e In(cid:298)ynier? Na pozór niezbyt lotny, twarz rustykal- na, wygl(cid:261)da jakby niedawno oderwał si(cid:266) od pługa, a prze- 16 cie(cid:298) jest wybitnym specjalist(cid:261) w swojej dziedzinie, opaten- tował wiele błyskotliwych wynalazków, jak choćby wibrator zmiennopłciowy, reaguj(cid:261)cy na zmiany płci jego u(cid:298)ytkowni- ka, tipsy audiowizualne, czy te(cid:298) neonowe (cid:286)wiatełka mrugaj(cid:261)- ce fi oletowo pod tramwajem jad(cid:261)cym na dyskotek(cid:266). A mo(cid:298)e pracownik agencji reklamowej, słynny Ajschy- los Kapusta? Spojrzał na starannie wygolon(cid:261), wypastowan(cid:261) i wyszczotkowan(cid:261) do glansu, l(cid:286)ni(cid:261)c(cid:261) czaszk(cid:266) pracownika re- klamy i na jego kwadratowe okulary, zza których wyzierało troje du(cid:298)ych, wytrzeszczonych oczu. Wybitny umysł. Wsła- wił si(cid:266) błyskotliw(cid:261) kampani(cid:261) reklamuj(cid:261)c(cid:261) dezodorant we- wn(cid:266)trzny, czyli (cid:286)rodek, który dodany do pokarmu, sprawia, (cid:298)e gazy trawienne maj(cid:261) miły zapach. Produkt ten zrewolu- cjonizował obyczaje, albowiem od tej pory stało si(cid:266) w do- brym tonie puszczanie gazów w towarzystwie i licytowanie si(cid:266), który ładniej pachnie – s(cid:261) dezodoranty le(cid:286)ne, morskie, poziomkowe, ró(cid:298)ane, cytrynowe, karmelowe, mi(cid:266)towe i wie- le, wiele innych. To on jest autorem wiekopomnego hasła reklamowego, za które dostał nagrod(cid:266) Stowarzyszenia Re- klamodawców (słynny pos(cid:261)(cid:298)ek Bł(cid:266)kitnej Piranii), presti- (cid:298)ow(cid:261) American TV Award, (zwan(cid:261) reklamowym Noblem), doroczn(cid:261) nagrod(cid:266) Ministerstwa Kultury i Dziewictwa Na- rodowego, a nawet został mianowany kawalerem Legii To- warzyskiej. To wiekopomne hasło, które przyniosło mu sła- w(cid:266) oraz szacunek, i które do dzi(cid:286) emituj(cid:261) wszystkie telewizje (cid:286)wiata w porach posiłków, brzmi: „Puszczajmy b(cid:261)ki o zapa- chu ł(cid:261)ki!” 17 A mo(cid:298)e zabójc(cid:261)-delfi nofagiem jest kobieta? Mo(cid:298)e ta pi(cid:266)k- na Linda, modelka reklamuj(cid:261)ca ma(cid:286)ć na płetwy, która pod- pisała ostatnio jeden z najwi(cid:266)kszych kontraktów na wize- runek w kampanii reklamowej i stała si(cid:266) „płetw(cid:261) Verlain”, i która z billboardów szelmowsko mru(cid:298)y do nas oko, je(cid:298)y w(cid:261)sy i woła: „Moja płetwa jest tego warta”... E, chyba na to za głupia... – pomy(cid:286)lał cynicznie Komisarz. Jako(cid:286) nie mógł sobie wyobrazić „sensownego” motywu dzia- łania Lindy, bo, z tego co wiedział, Linda ma mózg wielko(cid:286)- ci(cid:261) i mo(cid:298)liwo(cid:286)ciami zbli(cid:298)ony do mózgu (cid:286)limaka, a czy kto(cid:286) widział mi(cid:266)so(cid:298)erne (cid:286)limaki? A mo(cid:298)e delikatna i nie(cid:286)miała Emilia.... czym si(cid:266) wła(cid:286)ciwie zajmuje? Korektor w wydawnictwie. Dziwne zaj(cid:266)cie. Całymi dniami wczytuje si(cid:266) w czyje(cid:286) wypociny i jeszcze musi je po- prawiać. Chyba wystarczy, (cid:298)eby zwariować? Nie jada mi(cid:266)sa zwierz(cid:261)t. Ale mo(cid:298)e jada mi(cid:266)so delfi nów? Mo(cid:298)e jest to jaki(cid:286) jej rewan(cid:298) w imieniu zwierz(cid:261)t, mo(cid:298)e ma pokr(cid:266)con(cid:261), cho- r(cid:261) wyobra(cid:296)ni(cid:266), wyznaje zboczon(cid:261) ideologi(cid:266), zgodnie z któ- r(cid:261) zwierz(cid:266)ta zasługuj(cid:261) na (cid:298)ycie tak samo jak delfi ny? I w ten zbrodniczy sposób stara si(cid:266) ukarać delfi nów za to, (cid:298)e jedz(cid:261) mi(cid:266)so zwierz(cid:261)t? Nie, to chyba przesada. Im dłu(cid:298)ej rozmy(cid:286)la nad t(cid:261) spraw(cid:261), tym gł(cid:266)biej wpl(cid:261)tuje si(cid:266) w coraz bardziej ab- surdalne hipotezy. Nie, ona nie byłaby zdolna do czego(cid:286) ta- kiego. Zreszt(cid:261), praktyka kryminalistyczna wskazuje, (cid:298)e ten rodzaj przest(cid:266)pstw – seryjne morderstwa poł(cid:261)czone z kani- balizmem – popełniaj(cid:261) niemal wył(cid:261)cznie m(cid:266)(cid:298)czy(cid:296)ni. A wi(cid:266)c 18 kto? Przecie(cid:298) w tym samym składzie byli w zeszłym roku na wakacjach w willi Artysty, i wtedy wła(cid:286)nie, w jego domu, znaleziono niedojedzone resztki delfi niego ciała, a (cid:286)ledztwo wykazało, (cid:298)e nikt poza nimi nie mógł si(cid:266) tam dostać – willa jest na małej, skalistej wysepce, b(cid:266)d(cid:261)cej prywatn(cid:261) własno(cid:286)- ci(cid:261) Artysty. Pocz(cid:261)tkowo podejrzewano oczywi(cid:286)cie gospoda- rza, jednak nie było dowodów, co wi(cid:266)cej nic nie wskazywało na to, (cid:298)e to wła(cid:286)nie on, a nie kto(cid:286) z jego go(cid:286)ci. Wi(cid:266)c kto? Ka(cid:298)dy z nich mógł wtedy przywie(cid:296)ć na wysp(cid:266) te fi lety, wy- gl(cid:261)daj(cid:261)ce niewinnie jak fi lety z człowieka lub wołu. A skoro przywiózł, to by znaczyło, (cid:298)e nie mo(cid:298)e si(cid:266) bez nich obej(cid:286)ć. (cid:297)e jest to jego nałóg. Albo (cid:298)e chodzi o jaki(cid:286) obrz(cid:266)d, którego nie wolno mu (albo jej) opu(cid:286)cić? W ka(cid:298)dym razie mamy do czy- nienia z osobnikiem niezrównowa(cid:298)onym, to pewne. Komisarz miał ju(cid:298) do(cid:286)ć tej sprawy, która sp(cid:266)dzała mu sen z powiek i przez któr(cid:261) jego przeło(cid:298)eni mieli do niego preten- sje, (cid:298)e policja znalazła si(cid:266) na cenzurowanym, (cid:298)e prasa oskar- (cid:298)a j(cid:261) o nieudolno(cid:286)ć, (cid:298)e politycy si(cid:266) w(cid:286)ciekaj(cid:261) i interweniuj(cid:261). Był przygn(cid:266)biony. Wła(cid:286)ciwie chwilami miał ochot(cid:266), (cid:298)eby ju(cid:298) si(cid:266) to wszystko sko(cid:276)czyło, niechby waln(cid:266)ła w nas ta cała ko- meta i nareszcie nie b(cid:266)dzie si(cid:266) musiał tłumaczyć przed swo- imi szefami. U(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266) na t(cid:266) my(cid:286)l. – Z czego pan si(cid:266) (cid:286)mieje, Komisarzu? – spytał Profesor. – Pomy(cid:286)lałem o pozytywnych stronach. – Pozytywnych stronach czego? 19 – Komety. Przecie(cid:298), je(cid:298)eli nas zniszczy, to wówczas tyle spraw zostanie rozwi(cid:261)zanych. – Ma pan na my(cid:286)li sprawy policyjne? Jakie(cid:286) (cid:286)ledztwa? – Nie, te wówczas pozostan(cid:261) raczej nierozwi(cid:261)zane. Mam na my(cid:286)li nas. Nasze problemy. (cid:297)e nie b(cid:266)dziemy ju(cid:298) musieli si(cid:266) niczym przejmować. – Niew(cid:261)tpliwie ma pan racj(cid:266) – za(cid:286)miał si(cid:266) Profesor. – Nie tylko nie b(cid:266)dziemy musieli, ale nawet nie b(cid:266)dziemy mogli, choćby(cid:286)my nie wiem jak chcieli si(cid:266) przejmować! – No i rachunki – dorzuciła cicho Emilia. – Jakie rachunki? – Nie trzeba b(cid:266)dzie płacić rachunków za telefon, za czynsz, za gaz... Towarzystwo wybuchn(cid:266)ło (cid:286)miechem. – To dobrze, (cid:298)e humor pa(cid:276)stwu dopisuje – zakonkludo- wał Profesor. – No to zdrowie! Wypili. 20 * * * Widownia szalała z zachwytu. Amfi teatr był pełen po brzegi. Pi(cid:266)kne señority, eleganccy señores, matrony, dzie- ci, wszyscy wpatrywali si(cid:266) w aren(cid:266). Zbli(cid:298)ał si(cid:266) moment kul- minacyjny. Pikadorzy ju(cid:298) si(cid:266) wycofali, ju(cid:298) wykonali swoje zadanie, wbili człowieku piki w kark, teraz na arenie pozo- stał, sam na sam z besti(cid:261), słynny homoador Enrique Carre- ras. Homoador po kilku wdzi(cid:266)cznych unikach, efektownym ciosem z góry wbija szpad(cid:266) człowieku na prawie cał(cid:261) dłu- go(cid:286)ć. Skłuty człowiek broczy krwi(cid:261), słania si(cid:266), pada. Widow- nia szaleje. Co za odwaga! Homoador sam jeden przeciw be- stii! Bo(cid:298)yszcze tłumów triumfuje, kłania si(cid:266), tłum bije brawo płetwami, delfi nice szalej(cid:261), rzucaj(cid:261) w homoadora bukieciki kwiatów i maj(cid:261) mokro w majtkach. Słu(cid:298)ba wynosi, a wła(cid:286)ciwie wywleka, pokonan(cid:261) besti(cid:266), która drga jeszcze, ale ju(cid:298) coraz słabiej. Sko(cid:276)czył si(cid:266) pi(cid:266)kny spektakl, symbol zwyci(cid:266)stwa dobra nad pierwotn(cid:261), brutal- n(cid:261) sił(cid:261). Nad człowiekiem rogatym (hominidus cornutus)*. * Oprócz człowieka wła(cid:286)ciwego (homo naturalis), ukształtowanego przez ewolucj(cid:266), jest kilka podgatunków człowieków, b(cid:266)d(cid:261)cych wynikiem sta- rannej selekcji hodowlanej: hominidus cornutus, (człowiek rogaty) homi- nidus gigantus, osi(cid:261)gaj(cid:261)cy dwa i pół metra wzrostu i trzysta kilo (cid:298)ywej wagi, który zrobił najwi(cid:266)ksz(cid:261) karier(cid:266) jako rogacizna hodowana na mi(cid:266)so, i hominidus liliputiensis (człowiek karłowaty), bardzo ceniony przez sma- koszy, sprzedawany tradycyjnie na (cid:285)wi(cid:266)ta Bo(cid:298)ego Pocz(cid:266)cia do narodowej, (cid:286)wi(cid:261)tecznej potrawy, jak(cid:261) jest „człowiek w galarecie”). 21 Ten pi(cid:266)kny sport, symbolizuj(cid:261)cy odwag(cid:266), honor, szlachet- no(cid:286)ć, wszystkie nasze najlepsze cechy, jest nasz(cid:261) narodow(cid:261) dum(cid:261). Po przedstawieniu widzowie rozeszli si(cid:266), cz(cid:266)(cid:286)ć została jeszcze na cocktailu wydanym przez fi rm(cid:266) „Corrida travel”, organizuj(cid:261)c(cid:261) wycieczki z całego (cid:286)wiata – zwiedzanie zabyt- ków poł(cid:261)czone z wydarzeniem kulturalnym (czyli, fakulta- tywnie, wizyt(cid:261) w muzeum lub obejrzeniem corridy). Potem była jeszcze aukcja człowieków ozdobnych, na cele charytatywne – pomoc dla szpitala chirurgii plastycz- nej, specjalizuj(cid:261)cego si(cid:266) w implantach cycków dla delfi nic i w przedłu(cid:298)aniu penisów delfi nom. Czegó(cid:298) to delfi ny nie wymy(cid:286)l(cid:261) – mruczał Komisarz, ob- serwuj(cid:261)c prezentacj(cid:266) okazów. Na wybiegu wysypanym tro- cinami hodowcy przedstawiali swoje osi(cid:261)gni(cid:266)cia – człowieki albinosy, człowieki pierzaste i łuskowate, całe mioty człowie- kowych szczeniaków z pi(cid:266)knymi siwymi włosami, człowieki z przyci(cid:266)tymi uszami albo, przeciwnie, z uszami a(cid:298) do ziemi, co za ró(cid:298)norodno(cid:286)ć, co za pomysłowo(cid:286)ć i cierpliwo(cid:286)ć hodow- ców – to doprawdy godne podziwu, do czego jest zdolny ge- niusz delfi ni! Najwy(cid:298)sz(cid:261) cen(cid:266) podczas aukcji uzyskał człowiek z olbrzy- mim, kogucim grzebieniem na głowie. Wygl(cid:261)dał rzeczywi- (cid:286)cie pi(cid:266)knie, ba, imponuj(cid:261)co! W sumie – ciekawe popołu- dnie – zakonkludował Komisarz, wycofuj(cid:261)c si(cid:266) z tłumu. Nie przyszedł tu jednak ani (cid:298)eby si(cid:266) ukulturalnić, ani (cid:298)eby si(cid:266)
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

I Bóg stworzył delfina, czyli potrawka z człowieków
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: