Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00046 005929 19958484 na godz. na dobę w sumie
30-tka - ebook/pdf
30-tka - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 126
Wydawca: Goneta Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-63783-50-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> nowele
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Opowiadanie dla kobiet. Bohaterka szuka na siłę męża, bo tak oczekuje od niej jej najbliższe środowisko. Jej mama nie daje jej spokoju, zapisując ją nawet do jakiegoś biura matrymonialnego bez jej wiedzy. Nawet wróżka jest wciągnięta w akcję poszukiwania męża, ojca i zięcia. Bohaterka próbuje dostosować się do oczekiwań. W ciągu kilku lat odkrywa samą siebie, poznaje wielu mężczyzn o różnych oczekiwaniach i upodobaniach, nie zawsze czystych i akceptowalnych przez moralny system społeczny, który okazuje się skałą tylko na wierzchu. Pod spodem to niejednokrotnie rynsztok, ucieczka od tych powierzchownych działań, od rodziny, mężów, żon w objęcia samych siebie, swoich zachcianek i oczekiwań, do czego doprowadza frustracja znalezienia się w niechcianych sytuacjach, związkach realizowanych zgodnie z oczekiwaniem najbliższych.

 

Magda odnajduje swoją drogę, pokonując istny tor przeszkód oczekiwań i frustracji, poszukując pomocy u innych i to nie zawsze kobiet, odkrywając ze zdziwieniem, jak wiele pań znajduje się w podobnej do jej sytuacji.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

R o z d z i a ł 1 Misia J. „30-tka” wydanie 1, 2 lipca 2014 www.goneta.net Obiecuję, że za kilkanaście dni, pod presją rodziny, czasu i samotności, prze- stanę być niepoważną kobietą. Postaram się o poważnego kandydata na męża, ustatkuję się i pomyślę o założeniu rodziny. * Jeszcze przed tą przełomową datą starałam się nie zwracać uwagi ma podejrz- liwe spojrzenia sąsiadów i koleżanek. A przyznam, nie było łatwo. Wszystkie panny w moim wieku od dawna już paradowały z obrączkami na palcu, a większość woziła w wózeczkach śliczne bobaski. Na domiar złego mieszkam na peryferiach miasta Częstochowa, gdzie każdy z każdym o wszystkim dyskutuje, jak chłop z chłopem — przez płot. Więc wszyscy powoli zaczynali się zastanawiać, czy coś z tą Magdą, czyli ze mną, jest nie tak, i czy całkiem zdrowa jest, i… Ach, szkoda słów. A ja sobie dalej sterczałam w jednym miejscu. Czułam się bardziej jak widz niż główna postać w swoim życiu. Nie mówiąc już o roli pierwszoplanowej. Czasem było bardzo ciężko. Na szczęście jestem typem osoby silnej, takiej, co to nie zaprząta sobie głowy sprawami, na które nie ma wpływu, wyznającej zasadę, że nie można nic robić na siłę. Jednak oczekiwanie na nadchodzące trzydzieste uro- dziny były dla mnie momentem rozrachunku, analizy wcześniejszego życia i dokonań, porównania siebie z masą ludzką i zapytania samej siebie, jak długo moż- na iść pod prąd? Bo, co tu ukrywać, szłam. Nawet najbardziej wytrzymały akumulator dawno by się już rozładował, a ja jeszcze miałam siły. Tyle tylko, że jechałam już na rezerwie. Fakt, że pochodziłam z tradycyjnej rodziny, w której byli ojciec i matka, rodziny bez przyszywanych tatusiów, kochających inaczej itp. potęgował moją rezygnację. Czułam, że wkrótce będę musiała poddać się i zacząć żyć jak wzorowy obywatel, wchodząc w szeregi szanownych Panów i Pań. Wszyscy naciskali, a ja nie mogłam znaleźć tego jedynego, dla którego wiersze bym pisała i na którego spoglądała maślanymi oczami. Długo przypominałam nasto- latkę. Nie tylko wyglądem, ale i charakterem. Czasami byłam roztrzepana, oczywiście 8 Misia J. „30-tka” wydanie 1, 2 lipca 2014 www.goneta.net tam, gdzie wypada, nigdy i nigdzie się nie spieszyłam. Już jako dziecko drażnił mnie ten wieczny pośpiech. Nie rozumiałam też chęci bycia dorosłym, tego biegu donikąd. Mnie było dobrze w wyimaginowanym świecie. Podobał mi się ten dziecięcy immunitet chroniący przed troskami, fałszem i zmartwieniami. Z pewnością przyczy- ną takiego stanu rzeczy było szczęśliwe dzieciństwo, kochający rodzice, dziadkowie i reszta rodziny. Zawsze dłużej niż inni lubiłam tkwić w jednym miejscu. Delektować się nim aż do obrzydzenia. Dopiero, kiedy coś zaczynało mnie nudzić, robiłam krok naprzód. Pełna chęci poznania, wkroczenia w nowy wymiar rzeczywistości. Wszystko jednak odbywało się z wielkim opóźnieniem w porównaniu z moimi rówieśnikami. I tak mi już zostało. Czas jednak wymusił na mnie, żebym dorosła. Choć słowo dorosła, jest tutaj zdecydowanie przesadzone. Mój wiek metrykalny miał się nijak do tego, kim byłam w rzeczywistości. W wieku, w którym dziewczyna stawała się kobietą, ja byłam jeszcze na etapie samopoznawczej nastolatki. Wysoka, smukła, o dużych błękitnych oczach, zadartym nosie z piegami i z blond czupryną, wyglądałam na góra dwadzieścia cztery lata. Już dużo wcześniej zauważyłam, że pociągam płeć przeciwną. Intryguję ją. Taka inna, zamknięta, niepasująca do żadnego szablonu. I właśnie to tak fascynowało męż- czyzn. Zdecydowanie byłam typem samotnika. Owszem, miałam znajomych, ale wola- łam własne towarzystwo. Tak jak w dzieciństwie. Ja i mój mały świat. Bardziej bajko- wy, kolorowy. Moją pasją stało się tworzenie. Nauczyłam się władać pędzlem i kreślić na płótnie własny sposób pojmowania świata. Polubiłam odkrywać to, co nieznane, próbować. Lubiłam jeszcze jedną rzecz. Rozmyślać o życiu, ludziach, o skutkach i przyczynach, o przeznaczeniu, o nędzy, bogactwie, szczęściu i niepowodzeniach. Rozmyślałam też o poznanych w moim życiu mężczyznach. Jak to jest, że do tej pory nie potrafiłam uwić sobie gniazdka? Czyżbym coś przeoczyła? Czy może nie przy- szła na mnie jeszcze pora? Dlaczego przy niektórych mężczyznach czuję się praw- dziwą kobietą, a przy innych mam tylko niesmak w ustach? Może nie zasługuję na kogoś interesującego? Może sama nie mam zbyt wiele do zaoferowania? Takie smutne refleksje towarzyszące mi wieczorową porą, gdy nie miałam się do kogo przytulić. 9 Misia J. „30-tka” wydanie 1, 2 lipca 2014 www.goneta.net Mimo zbliżających się trzydziestych urodzin na mojej drodze napotykałam tych, przy których czułam się tylko fatalnie. Zaczęły mnie dochodzić słuchy, że mam zbyt wygórowane oczekiwania w stosunku do przyszłego partnera. Ja jednak widziałam to zupełnie inaczej. Nie można przecież związać się na całe życie z kimś, kto nie po- dziela naszego sposobu myślenia i bycia. Weźmy pierwszego z brzegu. Tomasz. To z nim pojechałam na wymarzone, długo wyczekiwane wczasy do Egiptu. Typ spokojnego nieudacznika. „Może kogoś takiego mi potrzeba” — pomyślałam przed wyjazdem. Skoro ja jestem taka niepoukładana i niepospolita, to potrzebne mi będzie moje przeciwieństwo. Jako skrajne bieguny przyciągniemy się i… będzie tak, jak powinno być. Modelowo! A ponieważ lata lecą, a Tomasz nigdy nie opuszczał mnie w potrzebie, zawsze był na wyciągnięcie ręki i zawsze pocieszał mnie po kolejnych kończących się związkach, postanowiłam, wbrew temu, czego się obawiałam, zaak- ceptować propozycję zakochanego kolegi i udać się na upragniony urlop. Niech się dzieje wola nieba… Już w pierwszym dniu po przylocie, platonicznie zakochany zamierzał mi poka- zać, jaki był cel jego podróży. Bez ogródek poinformował mnie, że ma zamiar założyć ze mną rodzinę tam, w hotelowym pokoju. W obszernym pokoju, z dwoma łożami i widokiem na morze, które w ciągu dnia znikało zasłonięte masywną kotarą nieprzepuszczającą promieni słonecznych, podszedł do mnie, gdy szykowałam się na kolację. jak do przypieczętowania planu doszłoby i najlepiej — Tomek, ale ja do ciebie nic nie czuję. I jeżeli będziesz nalegał, to tym bar- dziej nic nam z tego nie wyjdzie — wydusiłam z siebie ze spuszczoną głową. — Ale ja cię kocham i sądziłem, że skoro godzisz się na wyjazd ze mną, to ak- ceptujesz mnie jako kogoś więcej niż kolegę — ton jego wypowiedzi przed pierw- szym egipskim wieczorem był jeszcze taki, jaki znałam z Częstochowy. Po kolacji w hotelowym pubie wypił cztery kolejki whisky i udał się do pokoju jeszcze bardziej pewny siebie i swoich zamiarów. W Częstochowie wszystkie żale niespełnionej miłości skrzętnie zatajał i podczas licznych spotkań, a było ich wiele z racji naszego bliskiego sąsiedztwa, starał się być kulturalnym chłopczykiem, wręcz dupkowatym. Nie ukrywam, lubiłam go. Tego Tomka z Częstochowy, oczywiście. Bo osoba, z którą pojechałam na urlop, była mi zupełnie obca. Tamten był zawsze miły 10 Misia J. „30-tka” wydanie 1, 2 lipca 2014 www.goneta.net i uprzejmy, choć z mężczyzny to wiele nie miał. Kojarzył mi się z Jasiem Fasolą. Albo jeszcze lepiej z Jasiem Fasolą w sutannie. Taki religijny, udzielający się w Kościele. A tu macie go! Dr. Jekyll i Mr. Hyde. Z baranka przekształcił się w pijącego bydlaka. — Co ty, podła szmato, myślisz, że będziesz się mną tak bawić, dopóki ci się nie znudzę?! — Za zamkniętymi drzwiami pokoju purpurowy ze złości podniósł głos. — Pokażę ci, po co tu przyjechałem! Słyszysz?! Doossttanę too! Takie, jak ty trzeba niszczyć! Potrafisz tylko wykorzystywać. Myślisz, że przyjechałem tu w oczy ci pa- trzeć?! Zapomnij! Należy mi się zapłata i tu ją dostanę od ciebie! — Tomek, przestań! Co w ciebie wstąpiło? Przecież ja nigdy niczego ci nie obiecywałam — chciałam załagodzić napiętą sytuację. — Sam przecież spytałeś się, czy możesz ze mną jechać. To ty mówiłeś mi, jak bardzo chcesz zobaczyć Egipt i piramidy. Cholera, znamy się tyle lat i dobrze orientujesz się w moich intencjach. Tomek, proszę, nie psuj tych wakacji! Za długo na nie czekałam! — Słowa i łzy wy- padały ze mnie w tym samym momencie. Zbyt wiele straciłam wcześniej. Ten wyjazd miał mi przywrócić utraconą ener- gię. — Chyba sobie żartujesz — roześmiał się szyderczo. — Pokażę ci, na co mnie stać. Przez całe dwa tygodnie będę ci to pokazywał. W dzień i w nocy! Przestałam się odzywać. To, co się właśnie wydarzyło, było dla mnie wielkim ciosem. Zbyt wielkim. Na dodatek zafundowanym na własne życzenie. Zastanawia- łam się, jak można znać kogoś dziesięć lat, a tak naprawdę nic o nim nie wiedzieć. Tam, u nas w mieście potrafił doskonale kamuflować swoje drugie oblicze. Tylko te jego oczy… „Kurczę, one były takie same, jak ten jego parszywy charakter” — zaczę- łam dochodzić do zaskakujących wniosków. A zaraz po wnioskach pojawiła się wizja czternastu dni piekła. Łudziłam się, że może stres spowodowany lotem, zmiana kli- matu tak na niego wpłynęły i następnego dnia już będzie normalnie. Porozmawiamy. Żale i urazy schowamy do plecaka i będziemy się cieszyć wspólnym pobytem. Prze- cież znamy się tyle lat. Przecież wie, że tyle razy już próbowaliśmy i nigdy nic z tego nie wychodziło. Że nie można z litości iść z kimś do łóżka, bo to jest żałośniejsze niż oddanie się za pieniądze. Położyłam tylko przed sobą obrazek Matki Boskiej i zasnęłam. Następnego dnia obudziłam się zdezorientowana i zniesmaczona występem ko- legi. Bałam się ruszyć z łóżka. „Kto wie, co się dziś wydarzy?” — pomyślałam. Wola- 11 Misia J. „30-tka” wydanie 1, 2 lipca 2014 www.goneta.net łam nie ryzykować. Śmieszne. Wyszłam z założenia, że jak nie będę się ruszać, to Tomasz da mi spokój. Nagle usłyszałam cichy płacz. Nie był to dźwięk dochodzący z sąsiedniego pokoju, lecz z łóżka obok. — Magdo, wybaczysz mi? Proszę cię. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Wiesz, że nigdy nie myślałem o tobie w ten sposób, przecież znasz mnie tyle lat — odezwał się, leżąc jak ja nieruchomo i płacząc jak dziecko. Nie obróciłam się w jego stronę. Wbiłam wzrok w ścianę, licząc tylko na to, że mówi prawdę. Tak było rano. A ponieważ akcja dramatu rozgrywała się w Egipcie, gdzie ist- niała potencjalna groźba spędzenia wczasów w toalecie, cały kolejny dzień ja i Tomek, razem z innymi turystami, bardzo dokładnie poddawaliśmy się dezynfekcji żołądka kupionym na bezcłówce alkoholem. Wieczorem w głowach szumiało prawie wszystkim. A najbardziej Tomkowi. Za- wiedziony po raz kolejny niemożnością zrealizowania swych planów, bardziej niż inni poił się alkoholem. I mimo jego rannego żalu i skruchy sytuacja z poprzedniego dnia powtórzyła się ze zdwojoną siłą. Następnego dnia czekała nas wycieczka do Kairu. O pierwszej w nocy znowu w „kulturalnego” Tomasza wstąpił demon i znowu miał zamiar pokazać mi, jaki był cel jego podróży do Egiptu. Myślał tylko o jednym. Chciał mnie przelecieć! Nie zastanawiając się, poinformowałam rezydenta, że rezy- gnuję z wycieczki. Wizja dwóch dni z pijanym kolegą i w potwornych upałach nie była zachęcająca. „Kulturalny” pojechał z resztą grupy, zabierając resztki wódki i rzucając na do widzenia kilka dosadnych epitetów w moją stronę. Cisza. Wyszedł. Nikt już się na mnie nie wyżywał i mi nie ubliżał. Były to pierw- sze dni zasłużonego wypoczynku. Spokój i błogość. Pierwsze powitanie arabskiego słońca z uśmiechem na twarzy. „Jaka ja byłam głupia. Dlaczego nie przyjechałam sama? Co mnie podkusiło, żeby dać się namówić na wyjazd z nim? Takie miałam plany! Mój wymarzony Egipt stał się polem bitwy. I nie było szans na zawieszenie broni”— stwierdziłam zdruzgotana. Przez te dwa dni odespałam dwa pierwsze. Po powrocie z Kairu znowu czekały mnie przeprosiny, a wieczorem standardowo upadlanie do bólu. Na zakończenie ko- lejnej awantury, która bardziej przypominała wykrzykiwany monodram, Tomasz stwierdził, że dzisiaj to mi naprawdę pokaże. Akcentując swoją wypowiedź, uderzył pięścią w stolik, łamiąc blat i rozbijając znajdującą się na nim szybę. Przerażona, zdecydowałam się nie czekać na dalszy bieg wydarzeń. Wiedziałam już, że tym 12 Misia J. „30-tka” wydanie 1, 2 lipca 2014 www.goneta.net przykrym incydentem zakończę nieudany pobyt w wymarzonym kurorcie. Nie miałam ochoty zastanawiać się, co planuje mój towarzysz podróży. Połamany blat stołu do- skonale odzwierciedlił jego stan emocjonalny i porządnie mnie wystraszył. Nie wyobrażałam sobie spędzenia kolejnej doby we wspólnym pokoju. Taka niezrównoważona osoba mogłaby urealnić swoją frustrację i chcieć się zemścić. Choć sama nie wiem, za co? O trzeciej w nocy postanowiłam poszukać innego pokoju, choćby na kilka go- dzin. Musiałam odetchnąć. Otrząsnąć się. Z samego rana postanowiłam wybrać się do rezydenta, by przebukować bilet na najbliższy wylot do Polski. A że rezydent urzędował w centrum Naama Bay oddalonego od hotelu o dwadzieścia kilometrów, musiałam zafundować sobie samotny przejazd arabską taksówką. Żeby ją „złapać”, wystarczy machnąć ręką. Choć ta czynność jest raczej zbędna, gdyż taksówkarze, polując na bogatych „białasów”, czają się w pobliżu hoteli przez całą dobę. * Do centrum wiózł mnie Mohammed. Przejazd przebiegł bez żadnych zakłóceń i przykrych niespodzianek, choć we wzroku kierowcy widziałam wyraźne zdziwienie, że ja — kobieta białowłosa — sama sobie gdzieś tam jadę. Załatwiłam, co miałam załatwić i poszłam „pomachać” na taksówkę. W cieniu było ponad trzydzieści stopni, a wokół tabuny śniadych mężczyzn sie- dzących w przydrożnych barach i popijających słodką, miętową herbatę. Czułam się nieswojo. Zaczęłam machać szybciej, licząc na to, że szybciej złapię taksówkę. Uda- ło się. Wsiadłam do auta i pokazałam na mapie, dokąd chcę pojechać. Kierowca ła- manym angielskim zaoferował mi papierosa. Grzecznie odmówiłam. Zdziwiłam się tylko, że auto miało pozamykane szczelnie szyby i włączoną klimatyzację, a ja byłam przecież klientką, która mogła nie przepadać za dymem tytoniowym. — Nie, to nie — odpowiedział po angielsku i odpalił papierosa. „No cóż, co kraj, to obyczaj”— pomyślałam. Jednak mimo różniących nas trady- cji i kultur poczułam się urażona, stwierdzając, że kierowca zdecydowanie przesadził. Całe auto było w kłębach dymu. Gdy poprosiłam o otwarcie okna od strony pasażera, powiedział mi, że jest popsute. Wolałam się już nie odzywać i czym prędzej dotrzeć do hotelu. — Ładne masz włosy — zwrócił się po chwili do mnie. 13 Misia J. „30-tka” wydanie 1, 2 lipca 2014 www.goneta.net — Dziękuję. — Naturalna blondynka? — Spytał. — Tak, naturalna. — Nie wierzę. Mogę sprawdzić? — Sprawdzić? Jak? — Zdziwiłam się. Chwycił mnie za włosy i szarpał je przez kilka sekund. — Puść mnie! To boli! — Zaczęłam krzyczeć i odpychać jego ręce. — Okej, przepraszam. Chciałem tylko sprawdzić — tłumaczył, a po chwili po- wiedział: — Oczy też masz ładne. Takie niebieskie. „O nie… tylko ja mogę mieć takiego pecha. Nawet w taksówce” — lamentowa- łam. — Prawdziwe? — Zapytał kierowca. — Tak! I masz ich nie dotykać! — Wkurzyłam się strasznie. — Tylko sprawdzę… — powiedział, wkładając mi palec do oka. — Zatrzymaj auto! Natychmiast! — próbowałam otworzyć drzwi jadącego sa- mochodu. — Już nie będę. Uspokój się. Jesteśmy pod hotelem. — Spojrzałam na niego i wysiadłam, nie płacąc za przejazd. * — Ej! Blondynko! A pieniądze!? — Krzyczał przez otwartą szybę. — Fuck off! Gdyby za mną pobiegł, z pewnością zostałby bez zębów. Dostałby za siebie, za Tomka i cały pobyt w rajskim kurorcie wczasowym. Wakacje uznałam za zakończone. Moim celem, i naglącym priorytetem, stała się… łazienka rodzinnego domu. Tak, właśnie ona. O niczym innym nie marzyłam. Nim jednak doszło do zrealizowania wytyczonego celu, w bliskiej perspektywie mia- łam przed sobą długą podróż. Na szczęście tego dnia znalazło się jedno wolne miej- sce do Warszawy. Cały dzień spędziłam już na walizkach. Nawet nie próbowałam wchodzić do pokoju, chcąc oszczędzić sobie kolejnych przykrych wyzwisk. Potem był transfer na lotnisko, opóźniony o trzy godziny lot i biegunka. Biegunka towarzyszyła mi również w samolocie, na polskim lotnisku, w taksówce, w pociągu do Częstocho- wy i kolejne dwa dni w domowym zaciszu. Zastanawiałam się, czy znajomi, mówiąc 14
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

30-tka
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: